Nie ma przypadków, są tylko znaki.
Zakładki:
Moja książka, bo sam ją napisałem.

Jak zostac milionerem w 24 godziny
Zaglądam
Locations of visitors to this page Pagerank dla www.lonegunman.blox.pl
Web Pages referring to this page
Link to this page and get a link back!
View blog authority
visited 28 states (12.4%)
Create your own visited map of The World or website vertaling duits?
wtorek, 28 kwietnia 2009
The End is near!

Kolejne szaleństwo opanowało tłumy. Po krowach i kaczkach, tym razem niebezpieczeństwo nadciąga ze strony świń. Pamiętacie jeszcze, że hitem ubiegłych lat miało być rozmiękczenie płatów czołowych wywołane konsumpcją prionów? No i co? I nic. Masowe zgąbczenie mózgów co prawda nastąpiło, ale nikt tego nawet nie zauważył. Poźniej jeźdżcy apokalipsy nadciagnęli na skrzydłach drobiu domowego. W celu zarażenia się ptasią grypa należało utrzymywać wieloletnie stosunki seksualne z zarażonym łabędziem i to bez zabezpieczenia, co nie jest w końcu aż tak popularnym sportem ekstremalnym, ale rządzące światem tajne stowarzyszenie producentów maseczek higienicznych znowu mogło zacząć liczyć zyski. 

Wszyscy umrzemy, a świat kiedyś się ewentualnie skończy, ale nie nastąpi to raczej za sprawą superwirusów wypasionych na świńskim tłuszczu. Grypa pochłonęła już 100 ofiar śmiertelnych w Meksyku, ale - jak się wczytać uważniej w doniesienia prasowe - tylko 20 z nich było rezultatem zarażenia się świńską grypą. Co więcej świńska grypa jest uważana za mniejsze zagrożenie dla życia niż zwykła grypa (która pochłania do 0,5 mln istnień rocznie)! Jeżeli ktoś zatem chce zmniejszyć swoje szanse na rychłe pożegnanie sie z tym światem, powinien czym prędzej wybrać się do Meksyku i zamieszkać na jakiś czas w chlewiku.

W tym roku zapanowała moda na świnie. W przyszłym będą to zapewne gekony.     

    

sobota, 04 kwietnia 2009
Alleluja! Bruksela sypnęła groszem!

Fryzjer Midasa był jedynym człowiekiem, który wiedział o oślich uszach króla. Ciężar tej wiedzy go przerósł, więc fryzjer wygrzebał sobie dołek w piasku, w który wykrzyczał swoją tajemnicę. W sumie zakończyło się to dla niego przykro i boleśnie, jak zresztą kończy się prawie każde wydarzenie  w mitologii greckiej. Niezrażony tym przykładem, chciałbym potraktować niniejszego bloga jako osobisty dołek z piaskiem.

Przechodząc zatem do sedna zwanego meritum - zgłosiłem się byłem do oceny wniosków w jednym z licznych programów wspieranych brukselskimi srebrnikami. Po części uczyniłem to dla kasy, częściowo z patriotyzmu, a konkretnie z chęci pomocy w budowie Nowego Jeruzalem obiecanego przez Pana Premiera (uwaga antysemici i antyantysemici - ta uwaga nie stanowiła aluzji do pochodzenia Pana Premiera, Nowe Jeruzalem oznacza po prostu raj, mogłem zwyczajnie napisać raj, ale jestem snobem). Chciwość i dobre chęci zaprowadziły mnie jednak prosto do Twilight Zone, gdzie rzeczywistość nabiera cech sennego koszmaru, a logika przegrywa w starciu z przeznaczeniem. Przeznaczeniem europejskich funduszy jest bowiem bycie wydanym szybko, a nie bycie wydanym rozsądnie. Wydaje się, że to jedno i to samo, ale tylko pozornie. Szybko i rozsądnie byłoby po prostu rozdać 500-600 euro przypadające na głowę każdego Polaka. Ja na pewno spożytkowałbym je rozsądnie. Rozmieniłbym swój udział na 20eurówki, które następnie przerobiłbym na malutkie papierowe stateczki, udał się na granicę w Zgorzelcu i wesoło machajac pogrążonym w kryzysowej depresji Niemcom, podpalał je i puszczał na Nysę Łużycką.  Niestety, wybrano opcje drugą tzn. koncesyjno-biurokratyczną, co od razu pozbawiło pomysł modernizacji Polski za pieniądze europejskiego podatnika całego sensu. Dodatkowo, naciski rzadu, żeby wydawać szybko, wydłużyły cały proces. Co było oczywiście nieuchronne, jak pożarcie chrześcijan przez lwy w greckiej tragedii. Wstęp mi się także wydłużył, więc robimy w tym momencie małego cliffhangera, a do konkretów przejdę  następnym razem.    

środa, 11 marca 2009
Mad off

- Gadaj Madoff, skąd wziąłeś pomysł wypłacania starym inwestorom pieniędzy wpłacanych przez nowych inwestorów?

- Z ZUSu.  

ps. Przepraszam za złamanie kopyrajtu, ale żart jest so fraking true.....

psps. A oto, na życzenie hjuston tłumaczenie żartu przez Googla:

Wszystkie prawa Madoff! Skąd masz pomysł płacenia początku inwestorów z pieniędzmi od końca inwestorów.

Przyznaję, że nawet śmieszniejsze od mojej wersji.

pspsps. Jeżeli ktoś w ogóle czyta tego blogam, to powinien pamiętać tekst o premierze Pawlaku i jego aktywności w sprawie opcji walutowych. Przetartym przeze mnie szlakiem poszedł "Puls Biznesu": PB tłumaczy zaangażowanie wicepremiera w pilne rozwiązanie problemu opcji. Pawlak zawarł 123 kontrakty terminowe na kwotę 6 mln euro, które miały być zabezpieczeniem przed ryzykiem walutowym. Skorzystanie z opcji nie było jednak dobrym pomysłem. Kurs euro w dwa miesiące wzrósł z 4,02 do 4,25 złotego i trzeba było przełknąć stratę w wysokości 1 mln złotych. (Swoją drogą powyższa notka nie tłumaczy, czy premier P. zawarł te kontrakty jako osoba prywatna, oficjalnie bez żadnego majątku, czy jako premier RP, w celu podratowania finansów państwa).

czwartek, 26 lutego 2009
Greed is good, ale...

Greed is good. Dzięki żądzy zysku stoimy tu gdzie stoimy, a małpy, lemury i ryby trzonopłetwe tam gdzie stało ZOMO. Dzięki chciwości mamy elektryczne szczoteczki do zębów i telefony komórkowe z wideorozmowami, których zapewne używałbym do robienia wielu śmiesznych żartów, gdybym tylko wiedział na jaki guzik nacisnąć, żeby włączyć tę cholerną kamerę i znał kogoś kto potrafi ją właczyć u siebie.  Mamy lekarstwa na choroby, których w ogóle nie znano jeszcze 100 lat temu. Możemy wziąć odwet na klimacie, który zmieniał nas przez miliony lat ewolucji, a teraz my możemy go w końcu zmienić. Nu pagadi, klimat.

Co złego przyniosła chciwość? Taśmę montażową Forda i wytępienie Majów, którzy sądząc z opisów nie byli wcale sympatyczni. Co przyniosła chęć zwalczania chciwości? Pola śmierci w Kambodży, wielki głód na Ukrainie i masowe polowania na wróble w Chinach.

Greed is good, pod warunkiem oczywiście, że nie jest finansowany z mojej kieszeni. Na szczęście nie jest. Ale jest finansowany z kieszeni amerykańskiego podatnika. Firmy z Wall Street przyznały swoim szefom ponad 18 mld USD bonusów w 2008 roku. Jest to szósty najlepszy wynik w historii. Citigroup swoje 45 miliardów dolarów otrzymane od rządu, przeznaczyło m.in. na zakup 12-osobowego luksusowego jeta za 50 mln. Mówiłem, że cały ten kryzys to wielkie oszustwo? Co nie zmienia faktu, że chciwy prezes Citigroup okazał się sprytniejszy od całej amerykańskiej administracji. I to sie właśnie nazywa duch przedsiębiorczości. Może czasami greed nie jest good, ale za to prawie zawsze spectacular.       

wtorek, 24 lutego 2009
Podziękowania dla spekulantów walutowych

W pierwszych słowach mojej notki chciałbym podziękować bezimiennym spekulantom z całego świata, dzięki którym polska waluta straciła na wartości, a polskie produkty stały się konkurencyjne na globalnym rynku. Gdyby nie ich nieustanny i niedoceniany wysiłek, Dell nie przenosiłby produkcji z Irlandii do Łodzi, a Fiat zamykałby fabrykę w Tychach, a nie we Włoszech. Dziękuję im również za ujawnienie nieudolnych prezesów firm, którzy dokonywali transakcji walutowych na kwoty miliardów złotych (dokładniej gdzieś w przedziale pomiędzy 15 a 200 mld złotych) za pomocą telefonu. Żyjący w permanentym stresie traderzy, młodo umierający na zawał analitycy walutowi, bezimienny tłumie inwestorów, z których 90% skończy ostatecznie w nędzy - cześć waszej pamięci.  

ps. Kończymy pomału set ekonomiczny, jeszcze jedna, góra dwie notki, a pózniej wracamy do ulubionego lajtmotiwu, w postaci kryzysu wieku średniego i korzyści płynących z zamierania komórek mózgowych.     

niedziela, 15 lutego 2009
Chcę być jak Waldemar Pawlak

Zanim jeszcze przekażę wam niezawodny przepis na zostanie bogatym, poświęcę kilka linijek mojemu nowemu celowi życiowemu. Otóż chciałbym zostać politykiem. Bycie politykiem tworzy nieprawdopodobne okazje do powiększania entropii, a jakiż szlachetniejszy miałby być cel naszego bytowania poza bezwarunkowym podporządkowaniem się zasadom termodynamiki? Bycie politykiem sprawia, iż pospolity wic (w języku niemieckiej filozofii: witze) rozrasta się do rozmiarów sięgających obszarów zarezerwowanych dla sztuki. Nie mówię tutaj o politykach wygłaszających żenujące bon-moty pisane przez kabaret Klika, aby  zabłysnąć przed Moniką Olejnik, ale o prawdziwych mistrzach stand-up comedy, którzy swoje kwestie wypowiadają z kamienną twarzą, bez mrugnięcia okiem i zwiększonego przewodnictwa elektrycznego skóry. Na mojej liście przebojów zadebiutował ostatnio - i to razu bardzo wysoko w zestawieniu - minister finansów, który ogłosił, iz kryzys potrwa siedem lat. Z dużym prawdopodobieństwem (niepewność jest w przypadku tej kategorii żartów głownym źrodłem humoru) chodziło mu o biblijne siedem chudych lat, ale media zaroiły się natychmiast od poważnych analiz cyklów koniunkturalnych, z których jasno wynika magiczność liczby siedem i konieczność dopasowania do niej wszelkich planów gospodarczych.

Moim prawdziwym idolem pozostaje jednak od pewnego czasu, wspomniany w poprzedniej notce, Waldi Pawlak. Zazdroszczę mu. Jego wypowiedź o unieważnieniu kontraktów opcyjnych, była absolutnym mistrzostwem świata. Gdyby robienia z dziennikarzy idiotów było dyscypliną olimpijską mielibyśmy następną Agate Wróbel. Jak dorosnę, też chcę zostać wicepremierem (co nota bene jest znacznie fajniejsze od bycia premierem). Co poniedziałek będę zwoływał konferencje prasowa, na których a to ogłoszę urzędową obniżkę kursu dolara do poziomu oficjalnego kursu wymiany z 1971 roku, a to zawiadomię o chwilowym unieważnieniu prawa grawitacji, a to puszczę farbę o pracach rządu, który kierując się koniecznością ograniczenia emisji gazów cieplarnianych zamierza wydać rozporządzenie nakazujące urzędnikom państwowym puszczanie wiatrów do szklanych słoików typu twist. Fnord, stupid!

poniedziałek, 09 lutego 2009
Wróżby kumaka

Do tak zwanych ekspertów ekonomicznych (tych udzielających się publicznie) mam stosunek ambiwalentny. To znaczy uważam ich za głupków lub oszustów. Pracowałem kiedyś z człowiekiem, który uchodził za samego dalajlamę komentatorów ekonomicznych i to w CNBC a nie TV Biznes. Każda jego analiza podbudowana była opracowaniem grubszym niż cały dorobek naukowy doktora Migalskiego. Po pierwszych zdaniach z jego ust każdy czuł się Gosiewski przy Dornie. Jedynym problemem było to, że stosowanie się do jego rad prowadziło najkrótszą drogą do zameldowania się na stałe na Dworcu Centralnym z dietą opartą na tytoniu wydłubywanym z niedopałków.

Muszę jednak uczciwie przyznać, że duża część informacji ekonomicznej trafia do nas za pośrednictwem dziennikarzy. Tymczasem dziennikarzem może zostać w Polsce jedynie osoba, która nie jest w stanie przeczytać ze zrozumieniem „Elementarza” Falskiego. Kiedy w końcu dziennikarz wydorośleje, zmądrzeje i zrozumie co pisał do tej pory, najczęściej umiera. Populacja 70-letnich dziennikarzy jest tak mizerna jak populacja 70-letnich górników przodkowych.

Zatem, czysto teoretycznie, mogą istnieć rozsądni i uczciwi komentatorzy ekonomiczni niemogący się przebić przez dziennikarskie, barbarzyńskie hordy. Nawet przed nimi stawia się zadania, których nierozwiązywalność wynika z samej istoty rzeczywistości (w języku niemieckiej filozofii takie kwestie określane są jako: Ferfluchtebanditen). Uważam, że każda prognoza na okres krótszy niż dwa tygodnie i dłuższy niż 6 miesięcy nie ma żadnej praktycznej wartości. W pierwszym przypadku bąble na powierzchni bagna rzeczywistości bierzemy za długoterminowe trendy, w tym drugim nie jesteśmy jeszcze w stanie uchwycić rzeczywistych trendów dopiero rodzących się gdzieś w głębinach. W dodatku jestem przekonany, iż odrobina zdrowego rozsądku jest w większości przypadków znacznie bardziej pożyteczna od głębokiej wiedzy ekonomicznej. Dobrym przykładem będa tutaj tzw. zabezpieczenia walutowe, w które weszły polskie firmy (niektóre w ogóle nierozliczające się w walutach). Czy pod koniec 2007 roku ktoś wierzył, ze dolar spadnie jeszcze bardziej? Dyrektorzy finansowi polskich spółek w oparciu o analizy ekonomiczne oraz opinie doradców bankowych (dziękujemy bankowi, który nigdy nie śpi) wierzyli. Zamiast jednak zastosować zabezpieczenia kursowe (tzn. wykupić opcje), wybrali czystą spekulację. Nie wchodząc w szczegóły, było to równie rozsądne jak wrzucenie zapałki do baku z benzyna, żeby sprawdzić poziom paliwa. Mniejsze ryzyko wiązałoby się z przepuszczeniem pieniędzy włożonych w zabezpieczenia na ruletce. I tym razem nie jest to właściwa temu blogowi lekka przesada. Tako po prostu rzecze statystyka (w języku niemieckiej filozofii: Also sprach statistichen). Jakoś trudno wykrzesać mi współczucie dla firm, które toną obecnie pod ciężarem swoich beznadziejnie durnych decyzji. Największa zaletą wolnorynkowego darwinizmu jest  to, że łysiejące owce kończą na grillu, a spółki prowadzone przez ludzi pozbawionych przodomózgowia bankrutują. Wiem, że przemawia przeze mnie w tej chwili korwino-mikkowski idealizm, ale w końcu na własnym blogu mogę dać upust swojej wierze w sprawiedliwy świat, w którym wolny rynek swoją niewidzialną ręką karze głupotę i nagradza cnotę. Niestety, w prawdziwym świecie wicepremier RP proponuje unieważnienie prawnie wiążących kontraktów, ze względu na fakt, iż prezesi, pod wpływem pigułek gwałtu podanych im przez banki, nie byli w stanie zapanować nad żądzą podpisanie niekorzystnych dla nich umów. Z premierem Pawlakiem, jak z Busterem Keatonem – nigdy nie wiadomo, kiedy się śmiać.

 

 

Tyle tytułem wstępu, a w następnym wpisie przedstawię Wam niezawodny (tym razem naprawdę) sposób na zdobycie bogactwa i zapewnienia długotrwałej rozkoszy partnerkom życiowym*.

* jak wynika z badań przeprowadzonych nie pamiętam przez kogo i opublikowanych nie pamiętam gdzie, ale niewątpliwie rzetelnych i trudnych do podważenia, jakość życia seksualnego kobiety skorelowana jest z grubością portfela jej partnera. Nie będziemy jednak ciągnąć tego tematu, ze względu na fakt, że nie używamy na tym blogu słowa seks, a po za tym Jolanta Pieńkowska już i tak była obiektem zazdrości milionów polskich kobiet.

piątek, 16 stycznia 2009
Znaki

"Posiadacze kapitału będą zachęcać klasę pracująca, aby ta kupowała coraz więcej i więcej drogich towarów, domów i technologii, zaciągając coraz droższe kredyty, aż ich ciężar stanie się nie do uniesienia. Niespłacone długi doprowadzą do bankructw banków, które zostana znacjonalizowane, a rządy wkroczą na drogę, która doprowadzi ostatecznie do komunizmu." Karol Marks, Kapitał, 1867

Dosyć przerażające, co? Byłoby jeszcze bardziej przerażające, gdyby faktycznie zostało napisane w 1867 roku, a nie w 2009. Powyższy apokryficzny tekst pochodzi z zyskującego coraz wiekszą popularność mejla rozsyłanego przez średni szczebel pracowników instytucji finansowych. Jaki z tego wniosek? 1. Nie wierz we wszystko, co przynosi internet. 2. Marks był starym głupcem. 3. Komunizm jeszcze nie zwyciężył.

ps. Marks - prawie całe dorosłe życie żerujący na swoim przyjacielu-fabrykancie Engelsie, był przekonany, że kapitaliści będą pozwalali klasie pracującej zaspokajać co najwyżej podstawowe potrzeby bytowe. Nie dostrzegł tego, co było oczywiste np. dla Forda - masy muszą wspierać konsumpcję. Czyli patrz punkt 2.  

poniedziałek, 08 grudnia 2008
Kapitalizm nas uratuje, alleluja!

Zbliżają się Święta, za progiem 2009, do końca świata już tylko 4 lata, pora na rachunek sumienia. Pomyślałem sobie ostatnio, że właściwie chciałbym być beztroskim lewakiem-ekologiem, z sumieniem czystym jak serce generała Jaruzelskiego, z facjatą Che Guevary (zanim jeszcze nie utył) na T-shircie i  w butach z łyka, wierzącym, że tree-hugging jest odpowiedzią. Niestety, poglądy polityczne są w dużej mierze kształtowane genetycznie, więc nic na to nie poradzę, że jestem reakcyjną konserwą, przekonaną, że Marks i Stiglitz mogliby robić co najwyżej za dywaniki przed kominkiem Adama Smitha. Genetyczny garniturek odbija się w fenotypie - również w zawijasach splotów nerwowych - i podobno na podstawie tomografii komputerowej mózgu można określić światopogląd jego właściciela (właściciela mózgu, nie tomografu). Na przykład polska, pożal się Boże, prawica - obrażająca swoim istnieniem idee liberalnego konserwatyzmu - ma charakterystyczne mózgi wielkości orzeszka i to raczej ziemnego, a nie włoskiego (prawdziwa lewica na szczęście w Polsce nie istnieje - poza Piotrem Ikonowiczem i tym Dzierzyńskim w spódnicy, który prowadzi "Sprawę dla reportera" - więc trudno ją zbadać).

Dla takiej reakcyjnej konserwy jak ja, obecny kryzys rodził nadzieje na ostateczne przebicie kołkiem upiora socjalizmu - rozumianego jako centralizacja władzy w imię "bardziej sprawiedliwego" podziału dóbr. Źródłem  owego kryzysu była bowiem wiara, iż bank centralny (czyli FED w Ameryce) powinien oprócz kształtowania polityki pieniężnej, chronić gospodarkę przed recesją (która oczywiście bardziej uderza w chudych niż w grubych). Więc Greenspan robił to, czego od niego oczekiwano - smarował tanim pieniądzem tryby gospodarki. Powstrzymując spowolnienie doprowadził do recesji. A zasilane rządowymi pieniędzmi i naciskane przez różnych obrońcow najbiedniejszych, Freddie Mac i Fannie Mae przepychały dalej tani pieniądz do mieszkańców trailer parków, aby Ci mogli poczuć się klasą średnią. Idea, jak to zwykle z ideami socjalistycznymi bywa, generalnie słuszna, ale w szczegółach niedopracowana.

Oczywiście, świat nie jest racjonalny, więc lewakom jeszcze raz udał się globalny brainwash i zalały nas szlachetne hasła ograniczania wolnego rynku, większej kontroli i "uspołecznienia" gospodarki rynkowej. Czy jest się czym przejmować? Jest. Wredny, oparty na wyzysku, egoizmie i chciwości kapitalizm jest tym co trzyma nas jeszcze na powierzchni tej planety. Lecimy w statku kosmicznym, którego zasoby sie wyczerpują. Mamy przed soba tylko dwie drogi - redukcję populacji o 90% i cofnięcie się do epoki wczesnych Piastów lub oparcie się na innowacyjnej potędze wolnego rynku. Wszystkie drogi pośrednie - segregowanie odpadów, jeżdżenie rowerem i spłukiwanie toalet woda deszczową, to słodkie lecz niemające większego znaczenia próby dogadania się sytych zachodnich społeczeństw ze swoimi sumieniami.

Dowód na zbawczą rolę kapitalizmu? Surowce nieodnawialne, jak sama nazwa wskazuje są nieodnawialne, ich cena powinna zatem z upływem czasu iść w górę. Tymczasem dokonana, powiedzmy 30 lat temu, inwestycja w indeks surowcowy przyniosłaby nam ok. 3,5% zysku rocznie, czyli mniej niż wyniosła w tym okresie inflacja. Oznacza, to, ze surowce systematycznie, od dziesięcioleci tanieją! Bo jedynym surowcem, ktorego ilość rośnie wraz z wielkościa populacji jest innowacyjność - pozwalajaca nam wynajdować wciąż nowe zasoby lub substytuty juź zużytych zasobów, napędzana chciwością i żądzą zysku, tymi nieodłącznymi atrybutami wolnego rynku.

I to było moje kazanie na koniec roku. A teraz rzucajcie sie do kupowania prezentów, bo o ile innowacyjność jest ekskrementem wolnego rynku, to jego pożywieniem są portfele konsumentów. Tylko kupując bez opamiętania możecie uciąć łeb odradzającej się hydrze socjalizmu!    

wtorek, 02 grudnia 2008
Kto sie boi globalnego ocieplenia - ręka w górę!

Globalne ocieplenie zajmuje jedną z ostatnich pozycji na mojej liście powodów do zmartwienia. Właściwie nawet chciałbym się trochę bardziej zmartwić, bo moją beztroskę uważam za zdradę ideałów młodości, ale nie mogę. Im bardziej się staram, tym więcej widzę pozytywów wzrostu temperatury. Oczywiście, zaleje Holandię i Malediwy. Malediwów trochę szkoda, ale podobne warunki do uprawiania nicnierobienia w słońcu wkrótce będziemy mieli na Wolinie. A Holandię spotka zasłużona kara za promowanie seksu i marihuany. Dwunastu sprawiedliwych uratowanych z potopu będzie mogło się osiedlić na Grenlandii, która będzie Zieloną Wyspą już nie tylko z powodów PR-owskich.

Wzrośnie populacja much tse-tse i antylop w Europie, ale też bogata Północ nareszcie zacznie zajmować się szukaniem lekarstw na choroby, które do tej pory dotykały ludzi zbyt biednych, aby opłacało się dla nich wynajdywać te lekarstwa. 

Narciarstwo stanie sie sportem wymarłym, takim jak zapasy z turem, ale jakoś mogę żyć z tą świadomością. W drodze na Biegun Północny nie trzeba już będzie zjadać psów, a co najwyżej popijać drinki z palemką.

Zacznie brakować słodkiej wody, więc będziemy musieli pić szampana. No tak, to ostatnie było podłe...Brak wody będzie problemem i to głównie dla ubogiego Południa oraz Polski (zapasy wody na głowę mieszkańca porównywalne z Egiptem). Cóż, trzeba będzie oszczędzać i zakładać filtrfraki.    

Najważniejsze chyba jest jednak to, że w sprawie ocieplenia niewiele możemy zrobić, a żaden elektryczny Prius, 10-krotnie bardziej szkodliwy dla środowiska od używanego Hummera, nas nie zbawi. Lepiej więc kupić zapas kremu do opalania, zrobić zapas bałwanków w lodówce i dobrze się bawić.          

  

sobota, 18 października 2008
Jak zostać komentatorem ekonomicznym

Mój ulubiony program TV - "You can dance na lodzie w cyrku", w którym klon Paris Hilton obrzuca papierem toaletowym klona owieczki Dolly- jest niestety często przerywany reklamami. Przełączam natenczas na TV CNBC, TV Biznes lub inny z 10 powstałych niedawno kanałów ekonomiczny, aby zrelaksować się przez chwilę komentarzami zaproszonych ekspertów. Ponieważ telewizja musi być dla ludzi, eksperci ci z reguły ograniczają się do powtarzania oczywistości, które co prawda niczego nie tłumaczą, ale też i nie wywołują w widzu kompleksu niższości. 

Większość z ekspertów cierpi na lekkie zaburzenia depresyjno-maniakalne przechodząc gładko i bez widocznej zewnętrznej przyczyny z fazy głębokiego załamania nerwowego do fazy radosnej ekscytacji. Ta niecodzienna obserwacja doprowadziła mnie do pomysłu na "shot game", mogącą zapewnić nam rozrywkę na długie zimowe przerwy reklamowe.

Na początek musimy wybrać dwie drużyny (w najbardziej minimalistycznej wersji - jednoosobowe, w najbardziej desperackiej - drugą drużynę może stanowić żona). W wyniku rzutu monetą drużyny dziela sie na "depresyjną" i "maniakalną". W kolejnym kroku włączamy telewizor i obserwujemy przemawiającego w danym momencie eksperta. Wychylamy kieliszek uprzednio przygotowanego napoju za każdym razem, gdy nasz ekspert wybierze jeden z komentarzy przygotowanych poniżej. Jeżeli jesteśmy w drużynie "maniakalnej" i zgraliśmy się w fazie z naszym ekspertem, czekamy na wypowiedzi z lewej kolumny, a jezeli w "depresyjnej"- z kolumny prawej. Pijemy na koszt drużyny przeciwnej, która nie sfazowała się z ekspertem.

Wydarzenie

Drużyna Maniakalna

Drużyna Depresyjna

Spadek cen ropy

„obniżenie kosztów produkcji”

„postępujące załamanie gospodarcze”

Wzrost cen żywności

„szansa na poprawę bilansu płatniczego krajów rolniczych”

„klęska głodu”

Spadek cen surowców

„osłabienie podstaw ekonomicznych imperialnej polityki Rosji”

„ryzyko chaosu w krajach postsowieckich

Podwyższenie cen energii

„wzrost opłacalności produkcji energii ze źródeł odnawialnych”

„poważna groźba wzrostu inflacji”

Wzrost płac

„zwiększający się popyt wewnętrzny”

„poważna groźba wzrostu inflacji”

Powrót Polaków z zagranicy

„dopływ wykwalifikowanej siły roboczej”

„wzrost bezrobocia”

Wzrost kursów walut

„poprawa bilansu płatniczego kraju”

„zagrożenie dla importerów”

Zaostrzenie warunków przyznawania kredytów hipotecznych

„poprawa bezpieczeństwa sektora bankowego”

„spadek cen mieszkań, bankructwa deweloperów”

ps. Troche zmian w zakładkach, usunąłem martwe linki i blogi, które mnie nie wpuszczaja. Już was nie lubię.

niedziela, 12 października 2008
Ostateczny krach systemu korporacji

No, przyznaję, że trochę mi zaschło w ustach podczas piatkowej sesji. I nie chodzi mi nawet o to, że jeszcze dwa dni takich spadków i dzieci będą musiały pójść do pracy szybciej niż się spodziewają (chyba, że uda mi się jedno z nich wcisnąć do adopcji Angelinie Jolie, a za uzyskane pieniądze pchnąć drugie na studia. Nie wiem tylko, czy to bardziej kochane wysłać na studia, czy raczej oddać do adopcji*). Prawdziwy kłopot w tym, iż mam wkrótce wygłosić wykład dla Pań Kosmetyczek na temat inwestycji giełdowych. W najlepszym wypadku obrzucą mnie wacikami, w bardziej prawdopodobnym, zrobią manicure migdałków.

Nadal uważam, że panika zwiastuje koniec bessy. Ale oto rodzi się piękny koan: wszyscy wiedzą, że  to panika. Zatem, czy to panika? (żeby trochę dodatkowo zaciemnić, ujmę to inaczej: czy panika jest wtedy, kiedy ludzie wiedzą, że panikują, czy wtedy, gdy panikują, a uważają, że zachowują się rozsądnie?).

Wszystkie działania rządów mające powstrzymać kryzys mogą go jedynie pogłębić. Byłem dzisiaj na targach produktów regionalnych, gdzie promowano  świetny cydr miętowy (prawdopodobnie sok Kubuś pół na pół ze spirytusem), więc jestem w refleksyjnym nastroju i chciałbym wygłosić następującą złotą myśl, która byłaby genialna, gdyby nie nieodparte wrażenie, że ktoś już  ją wypowiedział i to kilka razy (trudno pozostać oryginalnym wśrod 6 mld innych ludzi): Polityka to sztuka rozwiązywania dzisiejszych problemów - jutro, metodami z wczoraj. Sytuacja jest taka - mamy problem instrumentów pochodnych na długu. Nikt nie wie, jak poważny jest to problem, gdyż stworzyli go najlepsi absolwenci najlepszych wydzialów matematyki i fizyki, skorumpowani przez najbogatsze banki inwestycyjne. A kto zrozumie takiego matematyka? Nie wiedząc jaka jest rzeczywista skala problemu, rządy (i banki centralne) aplikują rynkom finansowa lewatywę (przepraszam za te metaforę, ale chodzi w końcu o odetkanie systemu, porównanie z kroplówką jest zupełnie bez sensu), rynki wpadają w panikę: skoro rządy podejmują tak radykalne działania, to sytuacja musi być gorsza niz sądziliśmy! Nikt nikomu nie chce pożyczać pieniędzy, giełdy spadają. Rządy wpadaja w panikę: wlaliśmy tyle pieniędzy do systemu, a sytuacja się pogarsza, na pewno rynki wiedzą coś czego my nie wiemy, może w końcu znależli matematyka, który to wszystko zrozumiał, teraz już czeka nas pewna zagłada! - i obniżają stopy procentowe. Rynki wpadają w panikę...itditd. Gdyby ktoś mnie pytał, to dla pożegnania kryzysu w Polsce wystarczyłoby zwiększyć limity inwestycyjne otwartych funduszy emerytalnych. Ale nikt nie zapyta, a do jutra cydr się ulotni i mogę już nie mieć tak dobrych pomysłow.           

*Dzieci, jeżeli kiedykolwiek to przeczytacie, musicie wiedzieć, że był to tylko żart i kocham Was oboje tak samo, a Twój zimowy paltocik, synu, sprzedałem tylko dlatego, żebyś się szybciej zahartował.

 sponsorem obrazka jest literka H.

ps. Na wykładzie dla Pan Kosmetyczek było fajnie, jakby to kogoś interesowało. Dostałem karnet na peeling stóp. A  wykład miał miejsce podczas dorocznych Targów Kosmetycznych. Wspaniała impreza! Olbrzymia hala wystawowa wypełniona kobietami, a każda z nich pokrytymi wonnymi olejkami, czekoladą, woskiem, błotem borowinowym i kisielem (no dobra, kisiel wymyśliłem). Sądzę, że tak właśnie wyglądała wizja raju tych facetów, którzy rozwalili WTC.        

czwartek, 09 października 2008
Kapitalizm zdycha

Kryzys, panie, kryzys...jedynymi ostojami spokoju są Kuba i Korea Północna, co świadczy, iż tylko socjalizm i gospodarka planowa są w stanie zapewnić nam stabilny kryzys bez wyniszczających emocjonalnie huśtawek koniunktury. Obecny krach, który już z pewnością pogrzebie Amerykę, tak jak nie udało się to żadnemu z dwudziestu siedmiu poprzednich, najbardziej przypomina mi ten tulipanowy z XVI wieku w Holandii. To znaczy tak samo nie wiadomo, czy rzeczywiście miał miejsce.

Ciężko być nieugiętym optymistą, w czasach, gdy Rada Polityki Pieniężnej obraduje w nocy, żeby nie wzbudzać paniki (ale jednocześnie wydaje na ten temat oświadczenie prasowe, żeby dać pole spekulacji, któryż to z polskich banków jutro upadnie), informacje o kłopotach gospodarczych Islandii (bardzo ładne miejsce z 300 tys mieszkańców - trochę więcej niż na Ursynowie) pojawiają się w gazetach częściej niż kolejny botoks Jacykowa, a George Soros znowu oddaje się wieszczeniu upadku światowego systemu finansowego (jednocześnie mocno inwestując), ale nadal będę twierdził, że to wszystko hucpa. Kryzys jest wtedy, kiedy firmy bankrutuja, a histeria wtedy, gdy ich wycena giełdowa spada o 25 % w ciagu dwóch dni i osiąga 1/10 wartości księgowej w chwili, gdy zysk rośnie, a zadłużenie spada. Nie lubię prorokowania, bo w końcu nie jestem analitykiem giełdowym, żeby mi płacili za robienie z gęby cholewy, a w dodatku nie wierzę, aby na giełdzie cokolwiek dało się przewidzieć w krótkim terminie, ale postawiłbym worek ziemniaków przeciwko Stolicznej, że jesteśmy w fazie totalnej paniki, a ta -jak do tej pory-zawsze zwiastowała koniec bessy.               

czwartek, 02 października 2008
Uspokojenie rynków po wypowiedzi prezydenta

Prezydent Kaczyński zapowiedział przeniesienie się kryzysu finansowego z Ameryki do Polski. Przyniosło to uspokojenie rynków finansowych, zaniepokojonych wypowiedzią Pana Prezydenta sprzed dwóch dni, w której stwierdził, iż kryzys finansowy NIE PRZENIESIE się z Ameryki do Polski. Pan Prezydent stwierdził także, że w tych trudnych dniach powinniśmy być z narodem amerykańskim i wysłać im jakieś koce, śpiwory albo coś. Poglądy Pana Prezydenta uległy zmianie w tym samym momencie, w którym Brat Pana Prezydenta zaproponował powołanie Ponadpartyjnego Ruchu Ocalenia Narodowego, który miałby nas uchronić przed skutkami przeniesienia się na pokładach samolotów LOT ww. kryzysu finansowego.  

Jakby się umówili....

Wypowiedź Pana Prezydenta została natychmiast skrytykowana przez pozostające w niemieckich rękach media oraz jedną gazetę pozostającą w rękach polskich, ale niekatolickich. Ww. polskojęzyczne media zarzuciły Panu Prezydentowi wywoływanie paniki i  pogrążanie polskiej giełdy. Te komentarze w pełni ujawniają ich lisie oblicze i wilcze zęby, ponieważ wszyscy - a już szczególnie gracze giełdowi - doskonale zdają sobie sprawę z wiarygodności przepowiedni Pana Prezydenta.    

Brat Pana Prezydenta w ramach swojego planu ratowania Polski wysłał do premiera Tuska Poseł Natalię Świat-i-Okolice oraz dwa nagie miecze na znak swojej przyjaźni i zapowiedź wielkiego pojednania narodowego, którego zwieńczeniem będzie przekazanie  pełni władz cywilnych i wojskowych w ręce BPP.  

środa, 10 września 2008
Klapsy poprawiają krążenie

Na mojej wsi pojawiły się bilboardy z napisem "Kocham - nie biję"(dzieci). Już pominę złośliwą i nie na temat uwagę, iż hasło kojarzy mi się z tym lansowanym kilka lat temu przez Sławka Starostę: "Kochaj, nie zabijaj". Nas tutaj, na wsi bardziej mierzi fakt, iż wszyscy ludzie na plakatach wygladają na mieszkańców Ursynowa, a nawet konkretniej Kabat, posiadaczy mieszkań urządzonych w stylu minimalistycznym i Suv-a , ale o małej pojemności silnika, żeby nie zatruwać srodowiska (bo i w rzeczy samej są to różnego rodzaju celebryci). 

W świecie przedstawionym na plakatach kochający ojciec wykonuje społecznie użyteczny zawód aktora lub pracuje jako dziennikarz we wpływowej gazecie albo w najgorszym razie tygodniku, może nawet zna osobiście red. Maleszkę. Kochająca matka jest popularną aktorką albo ewentualnie zajmuje odpowiedzialne stanowisko w koncernie farmaceutycznym. Oboje są przekonani, że poza ulicą Czerską, a najdalej za rogatkami Warszawy rozciagają się dzikie pola zamieszkane przez wąsatych Polaków, żyjących z zapomóg z Unii i tłukących dzieci butelkami po winie Arizona. Oboje zdają sobie sprawę z brzemienia białego człowieka, którego misja jest szerzenie cywilizacji pośród zdegenerowanych hord słuchaczy Radia Maryja i dlatego z radością wzięli udział w tej sesji fotograficznej, własnym przykładem świecąc prosto w oczy ciemnogrodowi.

Goraco popieram akcje społeczne, w których elity radośnie się kompromitują, próbując oświecać naród bez skrępowania  własnym stereotypizmem, ksenofobią i brakiem wyobraźni.

ps. Gdybym się niejasno wyrażał, to teraz nastąpi eksplikacja: na bilbordach nie ma górników, rolników, stoczniowców ani traktorzystów, z czego ergo wynika, że te grupy nie kochają swoich dzieci i dlatego je biją. Jedyna grupa, która nie bije dzieci, bo je kocha, jest warszawska inteligencja pracująca. Tak samo jak wszyscy Żydzi kochają pieniądze, Murzyni koszykówkę, a Tatarzy nabijanie głów na piki.    

psps. Dzisiaj rusza kolider hadronowy, więc korzystając z okazji chciałbym się na wszelki wypadek pożegnać.

pspsps.A tutaj coś dla moich najbardziej zagorzałych fanów: recenzja.        

 
1 , 2 , 3