Nie ma przypadków, są tylko znaki.
Zakładki:
Moja książka, bo sam ją napisałem.

Jak zostac milionerem w 24 godziny
Zaglądam
Locations of visitors to this page Pagerank dla www.lonegunman.blox.pl
Web Pages referring to this page
Link to this page and get a link back!
View blog authority
visited 28 states (12.4%)
Create your own visited map of The World or website vertaling duits?
sobota, 13 sierpnia 2011
Egeszegedre

Niektórzy mogli odnieść wrażenie, że niniejszy blog już padł. Generalnie będą mieli rację. Wykonywanie pracy za darmo, nawet tak marnej jakości jak pisanie bloga, ma w sobie coś żałosnego. Z drugiej jednak strony nie mogę dać Agorze pretekstu do zdeletowania pięciu lat moich intelektualnych wysiłków. Tym bardziej, że niedługo może nawet będę miał coś ciekawego do napisania. Z tym, że raczej bym się nie podniecał tym "ciekawym". Będzie to coś bardziej na "acha" niż na "wow".

A w tak zwanym międzyczasie pozwalam sobie zamieścić obrazki z wystawy.

Wystawa odbywa się w Budapeszcie, w Parku Miejskim, a dokładniej na 6 hektarowym jeziorze w Parku Miejskim, co daje duże pole do interpretacji, z których najbardziej odpowiada mi ta, że sztuka współczesna tonie. 

Wystawę zwiedza się wiosłując między rzeżbami.  W ten sposob jej pomysłodawcy postanowili urzeczywistnić antyczną ideę jedności piękna ducha i ciała. Spociłem się.

  

ps. Autorem ostatniej rzeżby jest Krzysztof M. Bednarski, który głowy Marksa produkuje już od 30 lat. Sądzę, że praca górnika jest bardziej kreatywna. Chociaż Panu Bednarskiemu trzeba oddać sprawiedliwość. Ten stek Marksów ma dodatkowo zamontowaną fontannę.

21:27, lonegunman
Link Komentarze (3) »
czwartek, 02 czerwca 2011
Ogórki zemstą miesożerców

Nasz kraj jest podzielony. Na tych, którzy noszą moherowe berety i na tych, którzy noszą poszetki. Na tych, którzy wierzą w Pana Boga i na tych, którzy wierzą w Unię Europejską i kara ich nie minie. Na tych, którzy słyszą wystrzały na filmie ze Smoleńska i na tych, którzy wznosza ręce do góry i mowią: aj waj, wielkie mi mecyje.  Na tych, którzy umrą po zjedzeniu zagrypionej świni i na tych, którzy umrą po zjedzeniu ogórków, które hiszpański wieśniak posadził w swojej wygódce. Na tych, którzy ogladają Kiepskich i tych, którzy oglądają Rodzinkę.pl. 

Według wizji Polsatu, Polska to kraj wąsaczy, żywiących się tanim piwem, walczących z sąsiadami o papier toaletowy i mających kontakt z kulturą jedynie bakteryjną. Według drugiej strony (czyli reżimowego TVNu i TVP), przeciętna polska rodzina ma SUVa, domek pod miastem, Xboxa kinect, brak alergii na product placement  i dylemat, czy pojechać na wakacje do Chorwacji, czy Norwegii.  W tej wizji patrzymy na wanabee Polskę, w dosyć jednak dramatyczny sposób ograniczoną do maksimum pięciu planów zdjęciowych. W doskonały sposób prezentacje tej Polski oponował koncern ITI, produkując całą masę nieodróżnialnych od siebie komedii romantycznych, przy czym za komediowe uchodzi użycie słowa "qurwa", a za romantyczne - ubranie głównej bohaterki w pończochy. Życie warszawiaków (oczywiście) toczy się bądź to w bazie głównej Agory przy ul. Czerskiej, bądź to przy Rodzie ONZ 1, wszyscy bohaterowie jedżą ta samą marką samochodów, słuchają radia RMF, a po to by zbratać sie z ludem i wchłonąć jego mądrość, wyjeżdżają w góry i upijają się bimbrem z góralami.

Produkcje takie są zwykle po prostu długimi reklamami, przerywanymi krótszymi reklamami, skierowanymi do wąskiej, ale atrakcyjnej dla reklamodawców, dobrze sfokusowanej grupy docelowej wanabeesów, którzy po  ich obejrzeniu powinni kupić przedstawione w filmie samochody i włączyć radio RMF. Wczoraj na przykład obejrzałem spełniający te kryteria film "Och, Karol 2", który wypalił mi na siatkówce obraz przeraźliwie chudej Małgorzaty Foremniak z biczem w zębach.

Nie, żebym wolał od razu wąsaczy z piwem, ale zawsze na szczęście pozostaje Family Guy.         

11:31, lonegunman
Link Komentarze (11) »
piątek, 01 kwietnia 2011
Zagadka 2012 roku nareszcie wyjaśniona

Wg "Focusa" mieszkańcy Regulusa (czy jakieś planety krążącej wokół tej gwiazdy) oglądają właśnie transmisję TV z otwarcia olimpiady w Berlinie, Zeta Reticuli są w połowie "Niewolnicy Isaury" i "Czterech pancernych", Altair jest już po emisji "X-files". W 2012 roku, po wprowadzeniu TV cyfrowej, Ziemia zamilknie, co będzie ciosem dla miłośników ziemskiej telewizji w promieniu 75 lat świetlnych.  Zapewne uznają, że nastąpił u nas koniec świata.

Tagi: 2012
14:14, lonegunman
Link Komentarze (4) »
czwartek, 31 marca 2011
Klasyczna elegancja sposobem na propagację genów

Będąc częstym gościem Warsaw fashion zapragnałem poznać źródła tej genialnej w swojej prostocie parodii. Podążając za zamieszczonymi tam linkami niczym Alicja za królikiem albo Neo za króliczkiem, trafiłem do tajemniczego podziemnego świata klasycznej męskiej elegancji. Przepustką do tego świata jest znajomość takich słów, jak np. brustasza. Otóż, albo wiesz co to brustasza i jesteś "in" albo nie wiesz i jesteś  "out" (albo nawet "jang"). Pomylenie brustaszy z butonierką jest kompromitacja większą niż łączenie sie w bulu z narodem japońskim (notabene, nie rozumiem szumu wokół tej sprawy, jedyną umiejętnością prawdziwie niezbędną do pełnienia funkcji prezydenta jest umiejętność podpisania się).

Na blogach takich jak ten (macaronitomato jest absolutnym cappo di tutti capi w tym świecie) lub ten, toczą się zażarte dyskusje, czy koszula ma wystawać spod rekawa marynarki na jeden, czy dwa palce oraz typowo maczyzmowe pojedynki na ilość poznanych sposobów składania poszetki (następne słowo - klucz).

Jestem jak najdalszych od żartów z tego niewinnego, chociaż zwykle kosztownego hobby. Przez wieki, to mężczyzni doskonali się w sztuce pięknego ubioru. W świecie zwierząt, zadbany wygląd samca świadczy o braku robaków i zwiększa szanse na znalezienie partnerki.  O ile kobieta ubiera sie, aby ukryć swoje niedoskonałości, mężczyzna ubiera się, aby pokazać swoją pozycję w hierarchii stada oraz przymioty ducha i ciała.

Z biegiem czasu zaczynam także rozumieć słowa Oscara Wilde'a (chociaż nadal preferuję Olivie Wilde): posiadanie celu w życiu nie jest ważne, posiadanie stylu jest ważne.

Trochę zastanawiające jest to, że na forach poświęconych klasycznej elegancji panuje zwyczaj zamazywania twarzy na prezentowanych zdjęciach. Nieodparcie kojarzy się to z forami dla pedofilów, ale zapewne zjawisko to można byłoby jakoś uzasadnić w długim i zakręconym, freudowskim wywodzie.

Polscy eleganci nie odbiegają kreatywnością od średniej w populacji. Polacy, niezależnie od tego, czy wydają na ubrania 200 czy 20 000 zł, zdecydowanie preferują barwy ziemniaczane, pozwalające na bezpieczne zlanie się z tłem. Powodem jest zapewne głęboko genetycznie zakorzeniona potrzeba mimikrycznego ukrycia sie przed okiem zaborcy, czy innego okupanta. Zilustruję to przykładami z Włoch i z Polski:    

 (źródło: the Sartorialist)

Beztroski włoski elegant, dla ktorego przynależność do mafii jest ważniejsza od przynależności do narodu.

 (źródło: http://forum.bespoke.pl/)

Patriotyczny elegant polski, nadal w żałobie po Traugucie.

Prawdziwym ciosem dla stylu bespoke (czy na innym blogu poznalibyście tyle nowych słów naraz!?) jest jednak wynik ankiety przeprowadzonej na jednym z forów: Czy ujawniasz swojej partnerce wydatki na ubrania?

Otóż, większość forumowiczów nie ujawnia. Ponieważ takowej nie posiada. Tym samym hipoteza o biologicznym uzasadnieniu potrzeby strojenia się przez mężczyzn została poważnie nadkruszona.  A cóż istnieje poza biologią? Złudzenia i nieuzasadnione straty energii.   

piątek, 25 lutego 2011
Pokonaliśmy neandertalczyka seksem.

Nie do końca wiadomo co sie stało z tym neandertalczykiem. Żył sobie, wcinał marchewkę, łeb miał jak Wałujew, ale i mózg niezgorszy w tym łbie, chował zmarłych z szacunkiem, więc może i miał jakieś poglądy religijne, co w tamtych czasach było jeszcze oznaką progresiwizmu, nie zacofania, a potem zniknął. I powstał taki niemiły smrodek, że może po prostu go zjedliśmy. Tzn. częściowo zjedliśmy, częściowo wykorzystaliśmy w inny sposób, bo jednak średnio mamy w sobie 4% genów neandertalskich, w każdym razie nie byliśmy dla niego zbyt mili.

W ostatniej Polityce przeczytałem jednak przypadkowo o nowej teorii, która rozwiązuje przy okazji zagadkę ukrytych dni płodnych. Otóż, w przypadku innych gatunków zwierząt, samiec zwykle nawet z odległości kilku kilometrów wie, kiedy opłaca mu się podbiec do samicy i zacząć się do niej przymilać, w nadziei na właczenie swoich genów do wielkiego pochodu zwycięzców ewolucyjnego wyścigu. Czyli jak ostrzegał kiedyś Mleczko: Nie musi piep...bez sensu.   W przypadku naszych przodków nie było jednak tak prosto. Po pierwsze samiec musiał się przez cały czas przymilać do samicy, bo nie wiedział, kiedy przypadają jej dni płodne, po drugie musiał także stale jej strzec przed innymi samcami, które mogłyby wpaść na pomysł wykorzystania kalendarzyków małżeńskich.  U neandertalczyków jednak mogło przetrwać zjawisko rui. Oznaczało to, ze samiec  spokojnie wychodził z domu po zapałki i nie wracał przez cały miesiąc. Przymilanie, polegające m.in. na dokarmianiu samicy i jej potomstwa ograniczało się jedynie do kilku dni w cyklu. Małe sapiensy były zatem zapewne lepiej odżywione od małych neandertalczyków, a w dodatku niepozbawione ojcowskiego wzorca wychowawczego. I tak właśnie, dzięki dziwacznym praktykom seksualnym opanowaliśmy Ziemię, zostawiając neandertalczykom kilka jaskiń w Tybecie.        

środa, 23 lutego 2011
Hej, kulig, kulig...

Wiecie, że w Polsce nie ma człowieka o nazwisku Pies? To znaczy jest, ale jak się okazuje, jego nazwisko jest wynikiem seplenienia urzędnika, który z "Piotr" zrobił "Pies". Zapewniam, że ta historia jest w 80% prawdziwa.

Pies uchodził przez długi czas za zwierzę głupie i niehonorowe, a to ze względu na swoje przywiązanie i wierną służbę właścicielowi (dużo to mówi o naszych przodkach, nie?).

Kot był znacznie bardziej poważany i dlatego mamy rody Kotów, ale nie Psów. 

Tyle, jeżeli chodzi o zagajenie.

Widomym znakiem normalizacji naszego kraju następującej pod światłymi rządami rządu jest wzrastająca liczba szaleńców Bożych. A to sobie ktoś kajakiem przepłynie ocean, a to ktoś inny postanowi zostać masherem. W weekend miałem okazję spotkać się z tym drugim rodzajem szaleńców. Hodują 28 psów i uprawiają dog sleddging w podbydgoskich lasach. Marzą o starcie w Yukon Quest (1000 mil w 9 dni), osprzęt kupują w Czechach*, a jeżeli chcecie pojeżdzić z nimi weekendowo, to trzeba sie śpieszyć, bo w poszukiwaniu bezkresnych śniegowych połaci być może niedługo wyemigrują

niedziela, 28 listopada 2010
Tower of Power

Dlaczego kazałem rodzinie spędzić 5 godzin w samolocie, w którym powietrze przeszło przez system respiratorowy poprzednich czterech wycieczek? Dlaczego naraziłem syna na widok 80-letnich niemieckich emerytek paradujących topless po plaży, co może mieć dramatyczny wpływ na jego preferencje seksualne i rzucić za 20 lat w ramiona Roberta Biedronia? Dlaczego ryzykowałem rakiem skóry, zamiast grzać się bezpiecznie w łagodnych promieniach polskiego listopadowego słońca?   Dwa słowa. Tower of Power. Trzydzieści metrów spadu, prawie 40 kilometrów na godzinę. 

Jak było? Tak sobie...

21:40, lonegunman
Link Komentarze (6) »
wtorek, 23 listopada 2010
Tenerife - world center of fat people

Ktoś mógłby pomyśleć, że zamieszczam poniższy set z próżności, chcąc się pochwalić atrakcyjnym i egzotycznym (no, powiedzmy) wyjazdem w ciepłe strony, w okresie, gdy większość rodaków musi się taplać w błocie i głosować w wyborach samorządowych. Taka niesprawiedliwa ocena byłaby dla mnie naprawdę przykra. Wpis zamieszczam dla pochwalenia się nowym teleobiektywem.   

ps. i proszę - żadnych populistycznych uwag o delfinach. To są delfiny pochodzące z niewoli w 15 pokoleniu, zmanipulowane genetycznie i szczęśliwe. Wystarczy spojrzeć na uśmiech na ich pyskach.  

11:57, lonegunman
Link Komentarze (8) »
sobota, 20 listopada 2010
3d dla najuboższych

Wiem, że z tymi delfinami, to żenada, ale ze względu na konstrukcję i barwę skory bardzo łatwo się je zaznacza w photoshopie (tak naprawdę w photoshop elements) i dlatego stanowią świetny obiekt treningowy.

sobota, 16 października 2010
Osobisty predator

Nie chodzi mi o morderczego rastamana z kosmosu, a bezzałogowy samolot obserwacyjny zrobiony z jednego helikoptera typu Ar drone, kamery za 100 zł oraz dużej ilości taśmy samoprzylepnej.  Zwracam uwagę na bardzo aktywny drugi plan.  

wtorek, 28 września 2010
Wobbling

W celu uniknięcia zbędnych rozczarowań, wyjaśniam na początek, że wobbling (znany też jako wiggling) nie jest nową rozrywką seksualną, dekadenckiego i zarażonego moralną pleśnią Zachodu.

Zauważyłem, że moje wpisy o 3D cieszą się negatywnym zainteresowaniem. To znaczy powodują spadek czytelnictwa. Nie może to być wynikiem małej atrakcyjności tematu, ani tym bardziej jego słabej prezentacji przez autora. Dedukuję zatem, że albo macie ograniczone postrzeganie głębi albo nie zakupiliście tekturowych okularków za dwa pięćdziesiąt do podziwiania świata w trzecim wymiarze. W tym momencie przychodzi nam z jednak pomocą wobbling, czyli dwa obrazki połaczone w jeden, migający.

Dzięki wobblingowi nawet jednooki zobaczy głębię obrazu.

Podejrzewam, że dłuższe wpatrywanie się w te obrazki prowadzi do naruszenia połączeń synaptycznych, więc prawdopodobnie skończycie jak prezes Kaczyński na środkach uspokajających, ale to ryzyko, które gotowy jestem ponieść.  

 

16:47, lonegunman
Link Komentarze (5) »
wtorek, 21 września 2010
Sushi 3D

No, Avatar to jeszcze może nie jest, ale Cameron też nie zaczynał od Titanica, tylko od filmu Pirania II, więc tak jakby troche poniekąd idę w jego ślady.

Youtube postanowiło załapać się na pociąg pod nazwą 3D i wprowadziło odpowiednia usługę, która jednakowoż wymaga kolorowych okularków, w które powinniście się czym prędzej zaopatrzeć, bo inaczej wyginiecie jak dinozaury.

UPDATE: Dopiero teraz zauważyłem, ze film jest trójwymiarowy, tylko, jak sie go ogląda na youtube, a nie jako embeded - czyli na blogu. Ciekawe, że nikt inny nie zwrócił na to uwagi...

ps. Podkład dzwiekowy zapewnił Junior. Miejsce: Oceanarium w Stralsundzie (po niemiecku, w typowo germańsko-pretensjonalnej formie: Ozeaneum).

15:10, lonegunman
Link Komentarze (3) »
czwartek, 09 września 2010
Komunikat prasowy
Chciałem dociągnąć bloga do końca świata, żeby przynajmniej mieć satysfakcję powiedzenia: "A nie mowiłem?", kiedy wszystko pogrąży się w ogniu piekielnym, bo przecież duch jeszcze żwawy i chętny, ale ciało już mdłe, więc pożegnam się z próżnym i bezproduktywnym pragnieniem wejścia do pierwszej 500-setki blogów bloxa i wpisy będę zamieszczał sporadycznie i tylko w chwilach przypływu weny, co oznacza, że raczej rzadko.     
11:19, lonegunman
Link Komentarze (11) »
wtorek, 03 sierpnia 2010
Onion News Network

Ponieważ leniuch ubiegł mnie w jedynym sensownym rankingu, jaki można zrobić latem, pozostał mi ten mniej sensowny, czyli zestawienie najlepszych informacji z Onion News Network. ONN utrzymuje mnie w przekonaniu, że Ameryka jeszcze nie zeszła zupełnie na psy, Chiny nie zdobędą panowania nad światem, Koreańczycy nie zgarną wszystkich Nobli, kubański model socjalizmu nie zatriumfuje nad światem, a drugie dno recesji może jednak nie nadejść.

1. Wywiad z rzecznikiem Al-Kaidy

2. Paranoja problemem zdrowotnym USA

3. You will die soon

13:29, lonegunman
Link Komentarze (5) »
piątek, 30 lipca 2010
Nareszcie coś o seksie!

Pamiętacie Dolphin Reef? Pewnie nie. To takie miejsce w Izraelu, w którym można popływać z delfinami. Nie z terrorystami. Z delfinami. Przeczytałem właśnie zabawną historyjkę o tym miejscu. 

W ośrodku Dolphin Reef żyje Cinderella (czyli Kopciuszek, Pan Kopciuszek) -  i jego siedmioosobowy harem. Delfiny źle znoszą warunki niewoli, te z oceanariów rzadko przeżywają dłużej niż 24 miesiące od swojego schwytania.  Cindy pomimo skończenia 30-tki nadal jest w świetnej formie, mimo, iż przybył do Dolphin Reef w 1990 roku. Poza dwoma starszymi samicami – Naną i Daną, reszta delfinów urodziła się już w niewoli. Delfiny trafiły do Izralea wprost z Morza Czarnego na fali wyprzedaży majątku po upadającym Związku Radzieckim.  Razem z Cindy do Izraela trafił Dicky. Dicky uzyskał swoje imię dzięki chętnie prezentowanym skłonnościom ekshibicjonistycznym. Ot, taki Moby Dicky. Ponieważ to jednak Cindy był dominującym samcem, towarzyski Dicky postanowił wejść w bardziej zażyłe kontakty z odwiedzającymi Dolphins Reef turystami obu płci. Od etapu prezentacji genitaliów szybko przeszedł do fazy ocieractwa, co jednak ze względu na duże różnice gatunkowe mogło stanowić zagrożenie dla obu stron. Za nieobyczajne zachowanie Dicky został skazany na wygnanie i  wypuszczony wolno, co pokazuje, że lepiej jednak nazywać się Dicky niż Cinderella. Aby ostudzić ekstrawaganckie praktyki  seksualne Dicky'ego znaleziono dla niego partnerkę.  Obserwacje potwierdzają, że oboje dołączyli do stada żyjącego w Morzu Czarnym i cieszą się dobrym zdrowiem. Taka to historyjka z happy endem, pokazująca, że dobra kobieta może sprowadzić meżczyznę na drogę cnoty. Nawet biseksualnego zoofila (w tym szczególnym przypadku - homofila).   

Kilka brytyjskich turystek zwróciło się Dolphins' Reef o zgodę na odbycie porodu w towarzystwie delfinów, jako formę bratania się z Matka Naturą. Do realizacji pomysłu nie doszło, co ciekawe - ze względu na dobro delfinów. Szkoda, bo sam jestem ciekaw, co wyrosłoby z dziecka, które przez kilka godzin przedziera się kanałami rodnymi, wpada do słonej wody, a na koniec staje oko w oko ze stadem delfinów.        

08:52, lonegunman
Link Komentarze (4) »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 29