Nie ma przypadków, są tylko znaki.
Zakładki:
Moja książka, bo sam ją napisałem.

Jak zostac milionerem w 24 godziny
Zaglądam
Locations of visitors to this page Pagerank dla www.lonegunman.blox.pl
Web Pages referring to this page
Link to this page and get a link back!
View blog authority
visited 28 states (12.4%)
Create your own visited map of The World or website vertaling duits?
czwartek, 29 października 2009
Wakacje na Atlantydzie

Przez wiele lat uważałem Wyspy Kanaryjskie za paśnik dla klasy robotniczej z Niemiec i Anglii, zbyt wiekowej na wpuszczenie do klubów Ibizy. Mój pogląd uległ zmianie po -przynajmniej wiekowym- zbliżeniu się do ww. kategorii oraz osobistej wizytacji na wyspie o wdzięcznej nazwie Lanzarote. W gruncie rzeczy Kanary są dosyć odjechanym miejscem. 

Przede wszystkim jeszcze przed obsługą hoteli, Wyspy zaludnione były przez Guanczów (nazwa nie jest poprawna politycznie, ale o tym w innym miejscu). Nie bardzo wiadomo jak się tam znaleźli żywiąc obsesyjny lek przed wodą niepozwalający im nie tylko na powrót na stały ląd (Afryka jest trochę ponad 100, a Hiszpania 1000 kilometrów stąd), ale również ograniczający komunikację między wyspami. Najbardziej prawdopodobna hipoteza głosi, iż Guanczowie byli potomkami Atlantów, którzy pozbawieni dostępu do Internetu i elektrycznych szczoteczek do zębów, z radościa zdeewoluowali do poziomu człowieka z Cro-Magnon. Mniej przekonująca teoria mówi o plemionach berberyjskich przesiedlonych za karę przez Kartagińczyków (lub w innej wersji Rzymian) na Wyspy Kanaryjskie. Słaby punkt tej hipotezy zawiera się w pytaniu po co? Znacznie łatwiej byłoby ich uśmiercić na miejscu w Afryce albo przeznaczyć na pożywienie dla lwów na arenie. 

Być może cel był kolonizacyjny. Skazańcy mieli przygotować bazę pod przyszłą ekspansję terytorialną. Byłoby to genialne posunięcie przebiegłych Kartagińczyków. Coś jak wysłanie  kilkuset więżniów na Marsa z niewielkim zapasem tlenu i kilkoma roślinami. Po stu latach możnaby ich odwiedzić i sprawdzić, czy planeta nadaje się już do zamieszkania.

Z drugiej strony być może Kartagińczycy stworzyli idealny obóz koncentracyjny. Wywieżli kilka tysięcy niepotrafiących żeglować nomadów na Wyspy położone daleko na oceanie, po to by przypływać raz do roku i zabierać im zbiory w zamian za towary niemożliwe do wytworzenia na wyspie. Tak, czy tak, Kartagińczycy byli szczwani i słusznie Katon domagał się ich zniszczenia.

W końcu Rzymianie go posłuchali, zaorali Kartaginę, a resztki przysypali solą. I teraz wyobraźcie sobie Guanczów, czekających na brzegu na statki z imperium,  z tonami gnijących bananów, które mieli zamiar wymienić na papier toaletowy i inne osiągnięcia zachodniej cywilizacji. Statki jednak nigdy nie przypłyną.  W końcu Guanczpowie zjadają resztki bananów, bolą ich brzuchy i cofają się do poziomu człowieka jaskiniowego. Tę epicką opowieść możnaby nazwać "Ostatni statek z planety Ziemia". cdn.

                

Powyższa przentacja jest w całkowicie zamierzony sposób kiczowata (dla spotegowania efektu zaleca się ogladać w HD).Postanowiłem rozpocząć nową ścieżkę kariery zawodowej jako przygotowywacz czołówek seriali południowoamerykańskich. Podobno to niezła fucha.

10:30, lonegunman
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 26 października 2009
Konkurs bez nagród

Co to za miejsce, gdzie:

prowadzi się gruntową uprawę organów zastępczych

obsesyjnie dba się o stan środowiska

za oknami pływają ryby

kwestie prawidłowego oznakowania toalet potraktowano nadzwyczaj poważnie

kratery meteorytowe zarastają ekspansywnym zielskiem z Marsa

hydraulika jest sportem ekstremalnym

w akwariach hoduje się homunculusy

a tubylcy stosują dziwaczne praktyki seksualne (na zdjęciu kaktus z gatunku Straszliwa rozkosz)

09:19, lonegunman
Link Komentarze (7) »
czwartek, 22 października 2009
Pogawędki

Przyznaję, ze mam problem ze small talkami. Przede wszystkim są mało produktywne. "Nicea albo smierć"", "Hasta la vista, baby", czy "Yipikajej", to przykłady zwięzłych, treściwych wypowiedzi budujących efektywne kanały komunikacji z rozmówcami. Small talki wywodzą się tymczasem z naszej mrocznej zwierzęcej przeszłości i atawistycznej potrzeby podtrzymywania więzi społecznych. Jeżeli już nie spędzamy dni na poszukiwaniu pędraków i wyskubywaniu nawzajem wszy z sierści, nie rozumiem dlaczego musimy potrzymywać tradycję niezobowiazujących pogawędek.

Muszę niestety także przyznać, że moja niechęć do small talków, wynika częściowo z faktu, iż zazwyczaj  szybko wyrywają się one spod kontroli.  "Jest pan pierwszym Luxembourczykiem, którego spotykam! To pewnie z tego powodu, że jesteście tacy mali. Musiałem dać masymalnego zooma w googlemaps, żeby was w ogole zauważyć. Jesteście tak mali, że nie macie nawet znanych seryjnych zabójców jak Belgowie. Jesteście księstwem? To urocze! Macie tutaj duke'a? Takiego jak w Ucieczce z Nowego Yorku? Nie sądziłem, że tak mały kraj ma własne linie lotnicze. Ale samoloty małe jak i kraj. Co jeszcze macie małego...? Musi pan już iść? Gwałtowny atak rwy kulszowej? No, oczywiście, rozumiem. Ale miło się gawędziło, prawda?"        

Znowu tiltshifty, ale chodzilo o pokazanie, że w Luxembourgu wszystko takie maluuutkie....

11:22, lonegunman
Link Komentarze (8) »
poniedziałek, 12 października 2009
Lux fiat!

Los pchnął mnie tym razem do Luxembourga. To tajemnicze miejsce. Przynajmniej dla mnie. Jakim językiem tam mówią? Co jedzą? Czy mieszkają tam psiogłowcy?

Lot Lufthansą - znowu bieda - kartki post-it zastąpił plasterek szynki z jakieś zabiedzonej świni, które pewnie ostatnie dwa lata spędziła w Konzentrationslager.

Podczas lotu walczę ze sobą, żeby nie położyć płaszcza w biznesklasie, a potem wdać się w bójkę z załogą. Dopisałem to do swojej listy 100 rzeczy do zrobienia przed śmiercią, ale muszę jakoś wrócić z tego Luxembourga, więc odkładam sprawę na później. Dzielni pracownicy Lufthansy, korzystając zapewne z aparatu do odczytywania myśli, zaprojektowanego jeszcze przez von Brauna, domyślają sie moich zamiarów, bo celowo aranżują moje spóźnienie na przesiadkę, przez co spędzam następne 8 godzin na lotnisku we Frankfurcie, podziwiając hordy azjatyckich turystów w maseczkach przeciwgrypowych zakrywających 4/5 twarzy. Wygląda to na zjazd skośnookich fanów Michaela Jacksona.

Luxembourg ma nawet własne linie lotnicze, które nazywaja się oczywiście Luxair. To szczwany ruch - nazwać kraj tak, aby kojarzył się z luksusem. Nazwanie kraju tak, żeby kojarzył się z muzyką ska jest bardziej odlotowe, ale oferuje mniejszy potencjał pijarowski.

Samolot Luxair jest wielkości proporcjonalnej do wielkości kraju. Zaplątuje się w pasek od torby, dostaję skurczu i napadu klaustrofobii. Po kilku kłopotliwych próbach wyswobodzenia się, przegryzam ostatecznie pasek i możemy lecieć.   

Luxembourg w całej okazałości. To miejsce nazywa się Grund, czyli po naszemu grunt, czyli zdrowie, bo grunt to zdrowie.

Portret typowego Luxembourczyka.

16:00, lonegunman
Link Komentarze (16) »
sobota, 10 października 2009
Nobel dla Osamy?!

Nie, jednak dla Obamy. Ale tak czy tak, co to ma być? Wyjechałem na dwa dnia, a świat od razu stanął na krawędzi szaleństwa? Oczywiście, Obama nie jest Bushem i już za sam ten fakt należy mu się Nobel, przynajmniej w opinii europejskiej lewicy. Mogło też chodzić o wsparcie dla Obamy, w chwili, gdy Amerykanie budzą się z kacem po miesiącu miodowym z nowym prezydentem. Miałoby to sens pod warunkiem, że Amerykanie would give a damn. Może zatem jest to pierwszy Nobel za bycie czarnoskórym prezydentem? Byłaby to wtedy Nobel rasistowski. Najbliżej mi do teorii, że ten Nobel jest prezentem Rosjan dla Obamy za załatwienie sprawy tarczy rakietowej. Ot, taka niedźwiedzia przysługa, która samego Obamę wprawiła w niezłą konsternację. A może było coś o tym w Nostradamusie i emisariusze Tajnego Zakonu Apokaliptycznego w Parlamencie Norweskim, po prostu starają sie wypełnić przepowiednię, która zaprowadzi nas na koniec świata?

I jeszcze dwie ciekawostki - w tym roku na giełdzie kandydatów do nagrody obstawiano chińskich dysydentów. No, ale co, jeżeli Chińczycy by się obrazili i przestali przysyłac podkoszulki? Norwedzy mogliby nie przeżyc tej zimy.  Po drugie, na stronie nagrody Nobla widnieje sonda: Czy znane są Ci wysiłki Baracka Obamy na rzecz rozbrojenia atomowego? Mnie nie były znane. Podobnie jak 54% respondentów.

15:46, lonegunman
Link Komentarze (6) »