Nie ma przypadków, są tylko znaki.
Zakładki:
Moja książka, bo sam ją napisałem.

Jak zostac milionerem w 24 godziny
Zaglądam
Locations of visitors to this page Pagerank dla www.lonegunman.blox.pl
Web Pages referring to this page
Link to this page and get a link back!
View blog authority
visited 28 states (12.4%)
Create your own visited map of The World or website vertaling duits?
poniedziałek, 08 października 2007
Piosenka tygodnia - Jenisej punk

Nie bedę się dzisiaj rozpisywał, bo nie ma co sie rozpisywać, bo i po co się rozpisywać, nic z tego rozpisywania dobrego nie wyjdzie itd.itd. Yat-ka (normalnie Jatka) pochodzi z legendarnej Tuwy, gra i trabi w stylu - na serio - kanzat kargiraa khöömei ze sporą domieszką rocka, a jak czasami i punka. Myślę, że coś podobnego śpiewali Tatarzy zdobywając Legnicę. Żeby się nie rozpisywać, bo nie ma po co się rozpisywać, posłużę się dłuższym cytatem z oficjalnej polskiej strony zespołu Yat-kha, łączącym płynnie biograficzny konkret założyciela zespołu z rosyjska dumką o mieście zatopionym w jeziorze, nad brzegami którego rośnie wiele roślin: Albert Kuvezin założył zespół bardzo dawno temu. Kiedy był małym chłopcem wyrzucono go z chóru i powiedziano by nigdy więcej nie śpiewał. Próbował w zamian grać w piłkę nożną. Lecz kiedy zdał sobie sprawę, że istnieje coś takiego jak Deep Purple czy Sonic Youth, postanowił dać sobie spokój z piłką, zdobył gitarę i zaczął ponownie śpiewać. Jego ojciec, tuwińczyk, Budachy (co znaczy ten co lubi zupę) Kuvezin doprowadził Tuwę do ćwierćfinałów jako trener siatkówki wśród wszystkich rosyjskich drużyn, co było pierwszym takim osiągnięciem w historii Tuwy. Kiedy Albert miał 7 lat sowieci wybudowali największą na świecie wodno-elektryczną tamę - Sayano-Shushinskoye - i cały ten teren został na zawsze zalany. Obecnie jest tam ogromne jezioro (jednak tylko latem - zimą i wiosną można zobaczyć stare zatopione miasta). Jego rodzina przeprowadziła się do Shagonar (lub Rio de Shagoneiro, jak lubią je nazywać). Tutaj właśnie się wychował spędzając długie letnie miesiące nad wodą, gdzie rośnie wiele niespotykanych roślin.
 

piątek, 05 października 2007
Sława z rana jak śmietana

Dłubie sobie człowiek w spokoju ten swój bloczek, a tutaj niespodziewanie spada na niego sława, jakieś 2000 odwiedzin, i nagle czuje się, jakby wszedł do własnej łazienki w bieliźnie żony, a tam kłębi się tłum obcych ludzi. Darowanej sławie nie powinno się jednak zaglądać w zęby. Chciałbym zatem wykorzystać swoje 5 minut - kolejne - dla poszerzenia sfery dobra na świecie. Po pierwsze zapraszam wszystkich na blog Kezloga. Kezlog jest autorem blogowego komiksu. Blomiks jest fajowski, pod warunkiem odnalezienia jego początku, w innym przypadku - ze względu na wartką akcję, wielość bohaterów i wątków oraz różnorodność używanych w nim języków- łatwo się w nim zagubić niczym jeż w składzie drucianych szczotek. Kezlog zamierza wydać komiks w postaci książkowej i istnieje duże niebezpieczeństwo, że odniesie sukces rynowy i zarobi trylion taczek z dolarami, co sprawiłoby mi taką normalną ludzką, przykrość. Zatem, przeczytajcie sobie ten komiks za darmo, dzieki czemu nie będziecie już musieli go kupować. Inne blogi w moich zakładkach też sa ciekawe, ale ich autorzy/rki nie zamierzają wydawać książek, więc nie musicie ich czytać.

Po drugie, chciałbym, łącząc się w tej sprawie duchowo z Panem Premierem, zaprotestować przeciwko akcji "Zabierz babci dowód". Nigdy jeszcze nie spotkałem bezpośrednio żadnego zwolennika PiSu, ale jestem przekonany, że są oni ludźmi jak my, mają dwie ręce, dwie nogi i dwie myślące półkule mózgowe...kinda....Zamiast traktować ich jak mentalny desant z czasów gomułkowszczyzny, powinniśmy  pochylić sie na ich trudnym dzieciństwem, trudnym dorastaniem i trudną dorosłością. Życiem w cieniu dominujacej matki i słabego ojca, który nie potrafił stłumić w nich lęku przed światem i wpoić zasad, które czynią z człowieka zintegrowaną osobowość. Życiem, w którym jest się zawsze ostatnim wybieranym do drużyny, nawet za klasowym Niemcem lub synem sekretarza POP. Życiem, które jest niczym długi tunel, w którym jedynym swiatłem są światła nadjeżdżającego pociągu. Takim ludziom należy się nasza miłość i zrozumienie. Dlatego po spotkaniu ze zwolennikiem PiSu należy go przytulić, jak zwykły czynić Teletubisie, i tulić...aż nastanie 22 października.

środa, 03 października 2007
100 spraw do zrobienia przed śmiercią

No, leniuszki (i ty, leniuchu na 102), pora trochę popracować. 40-dziecha już tuż, tuż, czas poważnie pomyśleć o życiu. I o śmierci. I w ogóle, czas pomyśleć. W wolnej chwili pomiędzy strzepywaniem siusiaka juniorowi i ubieraniem lalek juniorce, postanowiłem sporządzić listę 100 rzeczy do zrobienia przed śmiercią. Nie, żebym sie gdzieś wybierał, ale popatrzymy na sprawę chłodno. Za 10 lat będzie mnie zajmowała głównie moja prostata oraz pytanie, gdzie zostawiłem poduszkę antyhemoroidową. Jeżeli zatem mam jakos dobrnąć do końca listy, powinienem pomału zaczynać. Przy jej układaniu dotarłem właśnie do punktu 78 i utknąłem. Tutaj zaczyna się Wasze zadanie. Możecie zaproponować pozostałe 22 punkty lub podać własną listę, cobym mógł sobie ją splagiaryzować. Propozycje powinny być w miarę realistyczne (np. podróż na Marsa za pomocą olbrzymiego dźwigu zbudowanego z klocków lego odpada),  egoistyczne (żadne tam "zaprowadzić pokój na ziemi", "wynaleźć skuteczne lekarstwo na łysienie" i tym podobne) i znaczące (nie jakieś tam "zrobić prawo jazdy" albo "zostać prezydentem XXIV RP"). Dla podpowiedzi załączam własne punkty 22, 44, 53 i 66:

Zanurkować w cenotach w Meksyku.

Zjechać bobslejem w Altenbergu.

Sky-dajwnać się w Bedfors

Nauczyć się pływać Aqua skipperem.