Nie ma przypadków, są tylko znaki.
Zakładki:
Moja książka, bo sam ją napisałem.

Jak zostac milionerem w 24 godziny
Zaglądam
Locations of visitors to this page Pagerank dla www.lonegunman.blox.pl
Web Pages referring to this page
Link to this page and get a link back!
View blog authority
visited 28 states (12.4%)
Create your own visited map of The World or website vertaling duits?
czwartek, 27 września 2007
Moje słuszne poglądy na wszystko

Przy powitaniu ludzie powinni deklarować swój światopogląd. Np.: Dzień dobry, nazywam się Jan Kowalski, jestem szatanistą. W świecie biznesowym, światopogląd powinien być zapisywany na wizytówkach, np. prezes Jan Nowak, lewicowy oszołom itd, itd.

Zdecydowanie ułatwiałoby to konwersacje i chroniło przed niepotrzebnymi nieporozumieniami, których sam często padam ofiarą. Spotykam się z ludźmi, zaczynamy small talk, więzi społeczne rosną niczym owłosienie na klatce Krzysztofa Krawczyka, aż do momentu, w którym rozmowa schodzi na tematy polityczne. Wyczuwając niebezpieczeństwo spuszczam wzrok,  szukam przekazów z Marsa w układzie piany w szklance piwa i staram się milczeć, ale oczywiście w końcu nie wytrzymuję i palnę coś co sprawia, że ludzie patrzą na mnie jakbym własnie załatwił im się na ich ulubiony dywan. A to powiem, że George Bush jest najlepszym prezydentem od czasów Ronalda Reagana, a to, że robienie ideologii z tego kto z kim śpi,  w jakiej pozycji i jakie części ciała wchodzą wtedy z sobą w interakcje, jest dowodem na to, ze mężczyzna nie jest w stanie zapewnić wystarczającej ilości krwi dla swoich dwóch najważniejszych organów jednocześnie, a to, że poprawność polityczną  jest rezultatem spisku roślin mającego na celu zmianę ludzi w dostarczycieli nawozu. Oczywiście mówię tutaj o rozmowie z tzw. postępowcami, których habitatem jest Europa od Costa del Sol do Odry, wschodnie wybrzeże USA oraz Warszawka (w skład Warszawki wchodzą dzielnice: Ursynów, Mokotów i Zolibórz). W rozmowie z rodakiem skupiam się raczej na tłumaczeniu, że Kaczyńscy, to według mnie agenci Borga i że to prawdopodobnie nie Żydzi stoją za spadkiem formy Małysza. Ani w jednym ani w drugim przypadku, takie uwagi nie czynią mnie bynajmniej duszą towarzystwa. Znacznie łatwiej byłoby mi się dostosować, a drugiej stronie nie tracić czasu na wstępne pitu-pitu, gdyby zgodnie z początkowa sugestią, kwestie światopoglądowe były wyjaśniane już na etapie ceremonianej wymiany potu towarzyszącej uściskowi rąk.

CDN...          

wtorek, 25 września 2007
Piosenka tygodnia - Podróż za jeden uśmiech.

World mjuzik powstaje w ten sposób, że bierze się dwa bity z Jamajki, dwa z Irlandii,  jeden z Łowicza i powstaje eleganckie disko polo dla snobów. "Last train to Lhasa" ma przynajmniej transowy rytm i słuszne - jak sie wydaje - przesłanie polityczne. "Jak się wydaje", bo tekst pisenki jest w obcym mi języku i równie dobrze może sławić chińską Kolej tybetańską. Chyba jednak nie sławi. Trasa, która łączy Lhasę z Pekinem  (47,5 godzin jazdy) była dla chińskich komuchów zarówno symbolicznym związaniem Tybetu z Chinami, jak i prestiżowym sposobem zutylizowania góry dolarów, których nie mają już gdzie utykać. Równie łatwo byłoby zbudować kolej na Księżycu. Aby uniknąć roztopienia wiecznej zmarzliny, na której stoją podkłady kolejowe, tłoczony jest w nią ciekły azot, wagony są hermetycznie zamykane (na tej wysokości część pasażerów mogłaby się podusić) i specjalnie chronione przed promieniowaniem ultrafioletowym. Niezależnie od imperialistycznej ideologii stojacej za projektem, warto byłoby się karnąć takim pociągiem.

Za utworem stoi artysta o pseudonimie "Bank Światowy" (Banco de Gaia), którego wybór wydaje się dosyć oczywisty dla kogoś, kto naprawdę nazywa się Marks. Toby Marks. 

środa, 19 września 2007
Partia Kobiet Mężczyznom

I to są właśnie plakaty wyborcze na jakie czekamy. Nie wiem tylko czy feministkom wypada się depilować?

No, to był podły i nieśmieszny żart. Jestem przekonany, ze owłosienie usunął grafik komputerowy.

wtorek, 11 września 2007
Bara bara - piosenka tygodnia

Przyznam się do pewnej słabości. Bądźmy szczerzy - jednej z wielu, ale ta akurat jest wstydliwa. Otóż uważam, że Francuzki nie mają biustu, a Francuzi mózgu, wino jest cierpkie, a ustrój etatystyczno-socjalistyczny. Mimo tego wszystkiego lubię francuskie piosenki. Może Rachid Taha nie jest pierwszym nazwiskiem, które przychodzi do głowy na hasło piosenka francuska, ale od '68 roku siedzi we Francji, więc to piosenkarz francuski jak w mordę strzelił. Oczywiście także przedstawiciel algierskiej mniejszości, która dzięki wytężonej pracy na niwie rozmnażania się niedługo będzie już wiekszością, co może temu krajowi wyjdzie nawet na dobre. Utwór "Barra Barra" niesie dla Polaka wesołe skojarzenia, ale piosenka jest smutna i opowiada o tym, jak nieprzyjemnie być na zewnątrz (barra oznacza podobnież właśnie "outside"). Outside płonie lawa, jest ciemno i zimno (jak płonie lawa, to chyba nie jest tak zimno?). Gdzie leży "outside" pozostaje kwestią do wyjasnienia. Jak widać na załączonym ruchomym obrazku Rachid też jest bardzo "outside", ale i tak zasługuje na recenzję zamieszczoną przez naszego brata- Słowianina na youtubie: kurva,je to super.

ps. Człowiek jest próżną istota, więc czasami zaglądam sobie na ranking bloxu i właśnie odnalazłem się tuż za Janem Turnauem. Jest to wysoce krępujące. W następnym tygodniu postaram sie spaść o 286 oczek w dół.

psps. A z innej paki: tutaj dowiecie się, ile będziecie żyli, jeżeli oczywiście jutro na przykład nie nastąpi inwazja arachnidów z Tau Centauri albo coś.