Nie ma przypadków, są tylko znaki.
Zakładki:
Moja książka, bo sam ją napisałem.

Jak zostac milionerem w 24 godziny
Zaglądam
Locations of visitors to this page Pagerank dla www.lonegunman.blox.pl
Web Pages referring to this page
Link to this page and get a link back!
View blog authority
visited 28 states (12.4%)
Create your own visited map of The World or website vertaling duits?
czwartek, 28 września 2006
Seks, kłamstwa i taśmy wideo
11:22, lonegunman
Link Komentarze (9) »
piątek, 22 września 2006
Legalize it
Niecodzienny sposób na niesforną jałówkę zaprowadził mieszkankę Łobza przed oblicze prokuratora. Kobieta podawała zwierzęciu w karmie konopie indyjskie, z których robi się marihuanę. Teraz przed sądem odpowie za nielegalne uprawianie narkotyków. 55-letnia Irena Ś. razem z rodziną prowadzi gospodarstwo w małej wsi pod Łobzem. Mają stado krów. Podobno jedna z jałówek od dawna dawała się gospodarzom we znaki. Była agresywna, wierzgała kopytami tak, że kiedyś złamała mi rękę - opowiadała policjantom Irena Ś. Jak twierdzi, próbowała różnych sposobów na uspokojenie zwierzęcia. Wszystkie zawodziły. Rozwiązanie problemu podsunęła znajoma. Zaproponowała, aby do karmy bydlęcia dodawać marihuanę. Gospodyni wybrała się do Szczecina na targowisko. Twierdzi, że na rynku „Turzyn” kupiła dziesięć nasion za 50 zł. Konopie hodowała razem z pomidorami w specjalnym foliowym namiocie. Nawoziła ziemię, systematycznie podlewała i utrzymywała odpowiednią wilgotność. Na efekty nie trzeba było długo czekać. Konopie osiągnęły wysokość trzech metrów. Niektóre pnie miały dziesięć centymetrów średnicy. Według kobiety, pomysł wypalił i jałówka po dziennej dawce marihuany łagodniała. Policjanci od spraw narkotykowych byli zaskoczeni tak dobrze wyhodowaną marihuaną. Dawno nie widzieli takich okazów - mówi kom. Rak. Irena Ś. przyznała się do winy. Twierdzi, że zachowała się lekkomyślnie, ale powtarza, że marihuanę hodowała wyłącznie po to, by uspokajać jałówkę. - Po tym zielsku chodziła na łąkę jak baranek - mówiła podczas przesłuchania. Kobiecie grozi do 3 lat więzienia.

(Głos Szczeciński)

Świat zmierza w dziwną stronę. Nowy (i pierwszy długometrażowy) film Borata stał się tematem trudnego spotkania Busha juniora z prezydentem Kazachstanu (nie chce mi sie sprawdzać nazwiska, pewnie Borat). Prezydent Borat nie był zadowolony ze sposobu w jaki przedstawiono Kazachstan w "Borat: Cultural Learnings of America for Make Benefit Glorious Nation of Kazakhstan" (tak mniej więcej: "Borat:Kulturalne uczenie się Ameryki dla dobra wspaniałego narodu kazachskiego"). Borat (nie prezydent, ten z filmu), to kolejne wcielenie Alego G, czyli Sachy Barona Cohena, czyli głosu króla Juliana z Madagaskaru* (ta gwiazdka to odnośnik do przypisu na dole. Mógłbym cały przypis umieścić w nawiasie, ale to rozbiłoby spójność tekstu. Chodzi o to, że dochodząc do końca tego zdania, zapomnielibyście o czym był początek. Więc dałem odnośnik. Do przypisu. Nie wiem, czy pisałem, ze przypis jest na dole wpisu) znanego także jako Bruno - Austriacki Gejowski Reporter. W każdym razie chodzi o to, że Sacha jak Borat - prezenter kazachskiej telewizji podróżuje po Stanach i dziwi sie różnicom kulturowym pomiędzy dwoma wspaniałymi narodami. Poniżej mała dawka Borata. Ponieważ Borat po kazachsku wita sie zazwyczaj słowami: "dzień dobry, bigos, polska gola", uważam, że również Lech Kaczyński powinien włączyć sie w prezydencką debatę nad filmem.

* a teraz obiecany przypis dolny. Otóż chciałem stwierdzić, że polska wersja językowa Madagaskaru jest od 5 do 7 razy lepsza od oryginalnej i 3 do 4 razy śmieszniejsza. Po prostu, kurne, Oskar. Wiem, co mówie, bo to jedyny film, ktory ucisza tylne siedzenia na samochodowych wycieczkach rodzinnych, więc scieżkę dżwiękową znam na pamięć. Od pingwinowatego "lodzio-miodzio" nie mogłem sie uwolnić przez ostatnie trzy miesiące.

** to już drugi przypis, ale zapomniałem napisać, że Borat bedzie pewnie kandydatem do Oskara. Tak mówią.

*** i jeszcze jedno. Borat ma na nazwisko Sagdijew.

Odetnijcie go, odetnijcie!

No i znowu będzie o waleniach, ale informacja znaleziona przez houston zrobiła na mnie duże wrażenie. Pewnie nie każdemu będzie chciało się ją czytać, więc zamieszczam streszczenie.

1. Pan Lee (nie wiem, czy faktycznie sie tak nazywał, ale Chińczycy zazwyczaj nazywają się Lee albo Woo albo Hu) stracił w "traumatycznym wypadku" penisa (tutaj pojawia się pierwsza zagadka- jaki to był wypadek? Wyjaśnienie dla pań: jesteśmy bardzo przywiazani do tego organu i zazwyczaj nie gubimy go ot, tak sobie). 

2. Dr Hu (mówiłem!) przyszył panu Lee penis pana Woo podarowany przez jego rodziców. Pan Woo jest pogrążony w spiączce i jego rodzice uznali, że przynajmniej część pana Woo powinna cieszyć się życiem (jeżeli zostanę rośliną, możecie mi wyciąć nerkę, płuco lub mózg, coś czego na pewno nie będę potrzebował, ale - kurdelebele - nie TO!). Poza tym, nie żebym wybrzydzał, ale przyszyty organ miał, jak donosi Associated Press, raptem 4 cale, czyli ok. 10 cm.

3. Dwa tygodnie po operacji, pan Lee wraz z małżonką zażądali odcięcia penisa z powodu "psychologicznych problemów" jakie powodował. Co prawda, nie nadawał się właściwie do niczego poza zwisaniem, ale prawdziwe powody decyzji państwa Lee pozostają zagadką.

4. Podsumowanie: postępy medycyny rodzą nowe dylematy moralne. Czy państwa Lee mozna zaliczyc do swingersów? Czy przez dwa tygodnie tworzyli trójkat seksualny z panem Woo? Czy małżonka pana Lee dopuściła sie zdrady z panem Woo (nawet teoretycznej, biorąc pod uwagę małą sprawność nowego organu)? Czy przeszczepy penisów się upowszechnią (dostarczanie tych organów mogłyby stać się nowa gałęzią przemysłu w Afryce, rozwiązując jednocześnie problem przeludnienia tego kontynentu). Oczekuję zajęcia jasnego stanowiska w tych kwestiach.

11:07, lonegunman
Link Komentarze (1) »
czwartek, 14 września 2006
Obadiah, obadiah, Jah Jah sent us here to catch vampire
Dobra, możecie sobie darować komentarze w stylu: "eee... słuchałem tej płyty rok temu" albo "słuchałem tej płyty pływając jeszcze w wodach płodowych". Ja słucham jej dopiero teraz, a ponieważ do dłuższego czasu nic mi specjalnie nie podoba, więc teraz chciałem się podzielić radością ze znalezienia czegoś co mi się podoba. Gdyby ktoś nie wiedział jeszcze o czym mówię, to mówię o "Throw down your arms" Sinead O'Connor nagranym na Jamajce ze Sly Dunbarem. Ponieważ w radiu trudno znależć cokolwiek poza czarnymi gangsterami jeżdżącymi mercedesami klasy S, dowód na to, że biała rasa też potrafi śpiewac jest budujący. Oczywiście numer jeden to cytowany "Vampire" oraz "Downpressor man" Petera Tosha czyli "Sinnerman" kiedyś jeszcze w wykonaniu Niny Simon (nie, nie Africa Simona). Mały konkurs: kto wie kim jest downpressor?
21:59, lonegunman
Link Komentarze (21) »
Sensacyjne wyznanie posła Zawiszy
"Uderzyliśmy w podstawy cywilizacji socjal-liberalnej" - powiedział poseł Artur Zawisza w radiu TOK FM. Należy to chyba rozumieć jako przyznanie się do zamachu na World Trade Center?
09:21, lonegunman
Link Komentarze (1) »
środa, 13 września 2006
Pamiątka z wakacji
09:00, lonegunman
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 12 września 2006
Islam nadzieją Europy

Elity europejskie krytykują Papieża za poparcie dla islamu, elity amerykańskie powtarzają "przegrywamy wojnę z terroryzmem", elity polskie współczują: "11 września uderzono w samo serce zachodniej cywilizacji". Nie umniejszając amerykańskiej tragedii - przeciętny Amerykanin ma większe szanse utopić sie we własnym basenie, niz zginąć w wybuchu samochodu pułapki, a nikt nie lamentuje nad przegraną wojną z basenami. Na świecie więcej ludzi umiera na grypę niż w wyniku zamachów terrorystycznych.  World Trade Center nie jest sercem zachodniej cywilizacji. Luwr może i jest, bazylika Św. Piotra jest, ale szklany wieżowiec nie jest. Wojnę z islamem przegramy, ale nie przez terrorystów, tylko z powodu demografii. No i z tego powodu, o ktorym mówi Papież (mimo, że Niemiec) - cywilizacja, która nie wierzy w siebie, musi przegrać z cywilizacją mniej może wyrafinowaną, mniej tolerancyjną i gorzej wychowana, ale za to znacznie żywotniejszą. Żadna islamska propaganda, tylko stwierdzenie faktu. Zresztą jeżeli tylko muzułmanie nie powrócą do tradycji kastracji wrogów może wcale nie będzie tak źle.

12:32, lonegunman
Link Komentarze (11) »
piątek, 08 września 2006
29 lat minęło...

...od pierwszego odcinka Sondy (śp. Kurek i śp. Kamiński spierający się wśród dykty i styropianu udających futurystyczne dekoracje). No i proszę-żyjemy w przyszłości. Gdzie te osobiste plecaki rakietowe, lek na łysienie oraz transfer osobowości na tasmy magnetyczne produkcji Stilonu Gorzów?    

15:19, lonegunman
Link Komentarze (2) »
środa, 06 września 2006
Poranne wiadomości

Liczba ludzi otyłych przekroczyła już liczbę ludzi głodujących. Wydaje mi sie, ze rozwiązanie tej sytuacji samo sie narzuca. Powinniśmy wyeksportować wszystkie grubasy do Afryki, dodająć w promocji butelkę ketchupu i rozpałkę do grilla.

09:35, lonegunman
Link Komentarze (1) »
wtorek, 05 września 2006
Pierwsze uczciwe badania opinii publicznej

Przeżyłem chwilowe załamanie nerwowe, bo przestali mnie polecać na bloksie, ale dzięki piciu mleka odbudowałem już  poczucie godności i własnej wartości. Chciałem napisać coś o Steve Irwinie, ale po pierwsze ubiegł mnie trudnoświetny, a po drugie nie bardzo jest o czym pisać. Popularność programów Irwina opierała się na pytaniu, czy ten krokodyl go w końcu wszamie oraz co ugryzie go w tym odcinku. Ostatecznie ukąsiła go śmiertelnie ogończa i jestem przekonany, że odbyło sie to w trakcie  długiego wywodu o pięknie kolców jadowych. Dzika Przyroda vs Steve Irwin: 1:0. Zapraszam też na sondę poświęcona Irwinowi (na lewo, poniżej)

A teraz wracamy do prawdziwej dziczy. 

Jak wiadomo ośrodki badania opini społecznej chodzą na pasku PO (co dziwniejsze, jest to prawda). Chciałbym w związku z tym  przeprowadzić niezależne i obiektywne badania, które wykażą faktyczny stopień poparcia społecznego dla działań Prawa i Sprawiedliwości. Prosiłbym zatem o szczerą i zgodną z waszymi preferencjami politycznymi odpowiedź. Ankieta jest całkowicie anonimowa i nie zostanie wykorzystana w niecnych celach.

10:36, lonegunman
Link Komentarze (2) »
piątek, 01 września 2006
Poduszkowce, latawce, wiatr

Teraz bedzie lajtowo.

Męczony kryzysem wieku średniego udałem sie na kurs jazdy poduszkowcem. Poduszkowiec, to pojazd znany z Tytusa w Bieszczadach (jako prasolot). Na podobnej zasadzie działał również wannolot (jak pamietamy tunningowaną wersję podarowali Tytusowi komsomolcy z Artka). W każdym razie kurs polegała na tym, że pan instruktor powiedział nam, żeby nie wsadzać palców w wirnik. Później wsiedliśmy do poduszkowca, który przypominały nieco kajak z doczepionym wentylatorem. Po 30 sekundach urwał się wirnik i wygolił mi tonsurkę na głowie (tak, tak własnie było, włosy straciłem w wyniku awarii poduszkowca, a nie z powodu wyłysienia. To moja wersja i będę jej się trzymał). Pan instruktor powiedział, że to sie zdarza. Ostatnio zdarzyło się 10 lat temu. Wsiedliśmy do drugiego poduszkowca, który natychmiast ekslodował. Ja jestem przyzwyczajony do podobnych zdarzeń, ale pan instruktor wygladał na przygnębionego. Ale ja właściwie nie o tym chciałem.

Otóż razem ze mna trudnej sztuki pilotażu uczyła się grupka nietuziemców na tzw. weekendzie kawalerskim. Na tydzień przed ślubem, koledzy organizują nowożeńcowi in spe wyjazd na Dziki Wschód. Rano w programie jest strzelanie z kałachów do miejscowych chłopów, później rozjeżdżanie lokalnej fauny i flory quadami (lub jak w tym przypadku poduszkowcami), a wieczorem strip-tease i chlanie. Oczywiście jesteśmy w Polsce, więc kałachy się zacinają, poduszkowce eksplodują, a strip-tease jest w wykonaniu rodowitej Ślązaczki. Pani z firmy, która organizuje te eskapady próbowała mi wyjaśnić dlaczego akurat Ślązaczki, ale nie zrozumiałem, było coś o fetyszyzmie i dominowaniu. Wyobrażam sobie jedynie tą biedną kobietę, która tuż po podaniu powracającemu z szychty mężowi pierogów z mięsem, wsiada w osobowy i po 6 godzinach podróży w śmierdzacej i zatłoczonej dumie PKP tańczy nago na stole dla grupy wściekłych Angoli, którzy nie mogli sobie postrzelać z kałachów. I tym akcentem społecznym kończymy.

10:19, lonegunman
Link Komentarze (13) »