Nie ma przypadków, są tylko znaki.
Zakładki:
Moja książka, bo sam ją napisałem.

Jak zostac milionerem w 24 godziny
Zaglądam
Locations of visitors to this page Pagerank dla www.lonegunman.blox.pl
Web Pages referring to this page
Link to this page and get a link back!
View blog authority
visited 28 states (12.4%)
Create your own visited map of The World or website vertaling duits?
wtorek, 28 sierpnia 2007
Aquaman na Aquaskipperze

Jakiś czas temu pisałem, że mam zamiar toto zakupić. Nieco czasu zajęło mi przekonanie żony, ze to doskonaly prezent ślubny (dla niej), a dzieci, że trzy posiłki dziennie źle wplywaja na rozwój umysłowy. Dzięki zaoszczedzonym srodkom mogłem jednak w końcu stać się szcześliwym posiadaczem aquaskippera. Teraz wystarczyło tylko wyszukać odosobniony akwen wodny, aby zacząć treningi.

Po pierwszych 115 lądowaniach w wodzie, zacząłem podejrzewać, że kupiłem ręcznie napędzaną łódź podwodną. Ukryty w lesie akwen okazał się ulubionym miejscem spędzania czasu okolicznej ludności, która również głośno wyrażała swoją niewiarę w moje możliwości popłynięcia w innym kierunku niż na dno.

Nie dysponuję filmem z tych pierwszych prób, a szkoda, bo luźnym leszczem mógłbym wygrać roczny zapas musztardy i przypraw do grill firmy Kamis w programie "Śmiechu warte". Wygladało to jednak mniej więcej tak:

Tyle, że ja szybciej znikałem pod wodą. Dopiero mocne uderzenie drażkiem sterowniczym w głowę przypomniało mi o konieczności założenia tego żółtego tentegesa z przodu, który jak sie miało okazać, odgrywa decydującą role w utrzymywaniu pojazdu na powierzchni.

Chciałbym napisać, że od tego momentu poszło już jak po wodzie, prawda jest jednak taka, że w najdłuższym skoku udało mi sie przepłynąć ok. 20 metrów. Rekord świata - niepotwierdzony - wynosi podobno 13 km. Rekord Polski 600 metrów. Więc przede mna jeszcze długa droga. Dokładniej 580 metrów. Uczucie utrzymywania sie na powierzchni jedynie dzięki tajemnicom dynamiki cieczy (aquaskipper działa na podobnej zasadzie jak samolot. Tyle, że w wodzie. W powietrzu nie działa) było jednak absolutnie nie do pobicia. W przyszłym roku przymierzam się do przepłynięcia Bałtyku.

Aquaskipper utrzymuje się ok. 30 cm nad powierzchnią i osiąga do 30 km/godzinę. Wbrew pozorom należy do całkiem wiekowej rodziny napędzanych siła mieśni wodolotów. Na MIT pracują już nad  wodolotem, który osiągnałby 20 węzłów na godzinę (23 mile/h, czyli gdzieś koło 40 km/h).

niedziela, 26 sierpnia 2007
Star Trek - Gniew Jahra
piątek, 24 sierpnia 2007
Piosenka tygodnia - Sinnerman

Przy słuchaniu tej piosenki widzę od razu grupkę Murzynów klaszczących w dłonie i wzniecających tumany piasku gołymi stopami wybijającymi rytm. Co więcej, czuję natychmiastową potrzebę przyłączenia się do nich. Piosenka ma w rzeczy samej korzenie ludowe, można ją śpiewać praktycznie cały dzień, zrywając bawełnę i dodając kolejne zwrotki (Dokąd uciekniesz grzeszniku? Uciekam do morza, ale ono wrze, uciekam do skały, ale ona się topi, uciekam do jaskini, ale tam już zajęte  itd, itd). Co ciekawe, w niektórych interpretacjach, pojawiający sie na koniec diabeł może być także postacią pozytywną, jako jedyny i ostatni przyjaciel tytułowego bohatera.   Poniżej dwie interpretacje - klasyczna Niny Simon (klip taki bardziej statyczny) oraz abolutnie hardcorowa, w wykonaniu Reakcyjnego Chóru Pensjonariuszy Domu Zachodzacego Słońca im. Ronalda Reagana w Nowym Orleanie (ci akurat chyba nie zajmowali się w życiu zawodowym zbieraniem bawełny).

poniedziałek, 20 sierpnia 2007
Fragmenty - diaboliczna postać Maynarda Keynesa

John Maynard Keynes  był jednym z najbardziej znanych XX-wiecznych ekonomistów. Wzmianki encyklopedyczne o Keynesie właściwie zatrzymują się na jego wezwaniach do zwiększenia roli państwa w gospodarce i roli keynesizmu w tak zwanym New Dealu ogłoszonym przez prezydenta Roosevelta w celu wyciagnięcia gospodarki amerykańskiej z otchłani Wielkiego Kryzysu. Tymczasem myśl Keynesa sięgała znacznie dalej. Uważał on, iż bogacenie się obywateli jest szkodliwe dla gospodarki. Jeżeli wszyscy Amerykanie mieliby domki na przedmieściach i dwa samochody, czyli spełniliby większość swoich marzeń,  ich motywacja do pracy znacznie by się zmniejszyła. W dodatku obywatele nie mieliby ochoty na dalsze wydawanie zarobionych pieniędzy, skoro ich potrzeby zostałyby zaspokojone. Pracownicy odkładaliby coraz więcej, a proporcjonalnie coraz mniej konsumowali. Gospodarka pogrążyłaby się w recesji.   Zapobiec mogą temu jedynie inwestycje rządowe, których nie ogranicza – w odróżnieniu od sektora prywatnego lub inwestycji obywateli - pytanie o ich sensowność. Państwo musi zdobyć pieniądze na inwestycje kosztem obywateli. Prawdziwe jądro spisku, w którym uczestniczą rządy prawie wszystkich krajów europejskich, a za ujawnienie którego skończę zapewne na dnie jakieś rzeki z dziełami Keynesa przywiązanymi do stóp, tkwi zatem w rządowych próbach zapobieżenia nadmiernemu bogaceniu się podatników. 

Jeżeli wyczuwasz w tej opowieści nutę paranoi, posłuchaj jak rząd Stanów Zjednoczonych, który  jednak w miarę poważnie traktuje swoje zobowiązania wobec obywateli, wprowadził obowiązek płacenia podatków federalnych kłamstwem i podstępem. Amerykański rząd centralny nie miał prawa pobierać podatków aż do 1913 roku, kiedy to wprowadzono 13 poprawkę do konstytucji. Udało się ja przegłosować tylko dzięki zapewnieniu, iż podatek od dochodów osobistych nigdy nie przekroczy 7%, a większość obywateli będzie z niego zwolniona. Ostatecznie, miedzy innymi dzięki zaleceniom Maynarda Keynesa, górna stawka podatku dochodowego od osób fizycznych sięgnęła 91%. Jeszcze w latach 80-tych górne stawki podatku dochodowego w Stanach wynosiły 70% dla osób fizycznych i 48% dla firm. Dopiero w 1981  roku Ronald Reagan doprowadził do obniżenia stawek (najwyższej z 70% do 50, a w 1986 do 28%), co stało się jednym z głównych czynników raptownego wzrostu dochodu narodowego USA w następnych latach, a pośrednio ekonomicznego triumfu nad blokiem komunistycznym.  W taki oto sposób niższe podatki wygrały zimną wojnę.

poniedziałek, 13 sierpnia 2007
Segwayem w siną dal

Korzystając ze sprzyjającej pogody i dobrych wiatrów udałem się wczoraj na przejażdżkę segwayem. Segway jest pojazdem, którego podstawową wartością jest bycie cool. Coolność segwaya polega na tym, że posiada on bardzo mocny żyroskop utrzymujący go w pionie (nawet po spadnięciu kierowcy) oraz chip komputerowy, którego opracowanie kosztowało miliony trylionów dolarów, a moc obliczeniowa wystarczyłaby do przeprowadzenia misji na Marsa. Nawet niedźwiedź na segwayu wygladałby cool.

Nawet pani w sukience w kwiatki wygląda cool na segway'u.

Segway jedzie w kierunku, w którym się pochylimy, co za każdym razem budzi pełne zachwytu zdziwienie, jak to możliwe, że nie wyrypaliśmy się przy okazji na twarz albo na plecy. Rozpędza się do 20 km/h, chociaż podobno rosyjscy hakerzy (lub mechanicy - legenda ma kilka wersji) podkręcili go do 56 km. Kosztuje jedyne 25 tys zł (wersja podstawowa w Polsce) i ok. 5000 dolców w Stanach (dlatego nadal licze, ze trudny i hjuston mi go sprezentują. Hm...po starej znajomości możecie się nawet wspólnie na niego zrzucić!).

Jedyna trudność z segwayem polega na tym, ze trudno mu znaleźć jakieś sensowne zastosowanie. W praktyce jest on tak samo nieprzydatny do niczego, jak Rokita do team-buildingu. Obwożone są na nim wycieczki (co pokazałem kilka wpisów poniżej), policjanci z Miami jedżą na nim wzdłuż plaży,wystąpił w kilku filmach, ale generalnie te same zalety (manewrowość, niewielkie wymiary, łatwość sterowania) można osiagnąć za 1/10 kosztów jego produkcji, dodając jedno kółko więcej, jak to zrobili sprytni Chińczycy.

Tylko oczywiście, chiński segway nie jest już cool.        

niedziela, 12 sierpnia 2007
Zegarek
Najbardziej efektownie wygląda po kliknięciu na NOW.
Poodwaddle.com
wtorek, 07 sierpnia 2007
Summer wine

Z takim pewnym zenua podchodziłem do dzisiejszej piosenki, bo cały ten cykl zaczyna dryfowac w stronę "Wiedeoteki starego człowieka". Tak sobie pomyslałem w niedzielę, a w poniedziałek zmarło się Lee Hazlewoodowi i już miałem dobry pretekst, żeby jednak puścić "Summer wine". Możecie mi mówić Papa Legba. W przyszłości, jak jeszcze będzie mi czyjaś smierć do czegoś potrzebna to najpierw wyśle smsa. Piosenka opowiada historie jakich wiele: chłopak spotyka dziewczynę, dziewczyna podaje mu dragi (jestesmy jeszcze przed epoka Lucy in the Sky, więc tutaj dla niepoznaki zaszyfrowane są one pod postacią sfermentowanych wytłoczyn jabłkowych, czyli tzw. "summer wine"), chłopak odpływa, dziewczyna zabiera mu kase, chłopak budzi sie na głodzie. Jakieś 50 lat temu wykonywali tę wesołą, wakacyjną pisenkę Lee Hazlewood (notabene, żywotny gość z niego był) oraz Nancy Sinatra, o której perwersyjnej stronie już tutaj pisałem. Dzisiaj sączy się ona - wykonaniu blizej mi nieznanych artystów skandynawskich - z każdej składanki "Zetka boombastic summer hits", co u prawdziwego fana wywołuje uczucie zbrukania koniecznością dzielenia się swoim znaleziskiem z tłumem Ślązaków prażących się na molo w Ciechocinku. Dlatego poniżej "Summer wine" w wersji oryginalnej (to jakies home brew, ale warto obejrzeć dla zdjeć) oraz w wersji bonowskiej (warto zobaczyć dla sióstr Corr). Enjoy.

czwartek, 02 sierpnia 2007
Going Postal

Zazwyczaj nie ulegam łatwym zdziwieniom. Informacja o tym, ze Doda jest cierpiącym na przerost prostaty 70-letnim staruszkiem po operacji plastycznej wywołałaby u mnie jakieś 10 sekund zadumy nad szaleństwem świata. Ostatnio trafiłem jednakowoż na dosyć już stary zwiastun filmu "Postal", który wywołał u mnie odruchowe opadnięcie szczęki. Ponieważ nie wszystkim będzie się chciało obejrzeć zamieszczony poniżej filmik, streszczę go pokrótce. Otóż, dwóch islamskich porywaczy dyskutuje nad tym ile właściwie dziewic będzie czekało na nich w raju. Po ostateczna odpowiedź dzwonią do Osamy, który zagwarantować może im tylko 20. Rozczarowani porywacze (spodziewali się przynajmniej setki) postanawiają zmienić kurs i zamiast do Nowego Yorku, polecieć na Bahama. W tym samym czasie do kabiny wdziera się tłum porwanych Amerykanów, którzy psują wysiłki pewnego czyściciela szyb. Zdziwienie, które wywołuje ten zwiastun jest wielopiętrowe. Po pierwsze jest to filmowy żart z 9/11. Po drugie jest to żart z islamu, a reżyser tego dziełka jeszcze żyje. Po trzecie reżyserem jest p. Uwe Boll, który jak sam mówi kręci filmy za nazistowskie pieniądze i chyba jest to prawdą, gdyż żadna jego produkcja nie odniósła sukcesu finansowego, a mimo to Uwe mniej więcej co roku wypuszcza kolejnego gniota. Po czwarte Uwe jako producent gniotów ma status reżysera kultowego, gdyż jego produkcje są zazwyczaj nudniejsze od filmów Ed Wooda, a tymczasem "Postal" może być nawet właściwie zabawny. Po piąte, "Postal" - jak wszystkie inne filmy Uwe- jest adaptacją gry komputerowej. I to może nie byłoby aż tak dziwaczne, gdyby nie fakt, że gra "Postal" nie ma praktycznie fabuły. Jedynym zadaniem w grze jest "going postal" i wymordowanie na kazdym z leveli odpowiedniej liczby niewinnych ofiar ("going postal" oznacza sytuację, w której  spokojni zazwyczaj listonosze wyciągają z torby uzi i zaczynają rzeź postronnych osób. W Ameryce takie sytuacje są na tyle częste, że wymagały stworzenia odpowiedniego idiomu). Podsumowując, czekam niecierpliwie na pierwsze pirackie kopie "Postala".

Tutaj jest oficjalna strona Postala.