Nie ma przypadków, są tylko znaki.
Zakładki:
Moja książka, bo sam ją napisałem.

Jak zostac milionerem w 24 godziny
Zaglądam
Locations of visitors to this page Pagerank dla www.lonegunman.blox.pl
Web Pages referring to this page
Link to this page and get a link back!
View blog authority
visited 28 states (12.4%)
Create your own visited map of The World or website vertaling duits?
piątek, 30 lipca 2010
Nareszcie coś o seksie!

Pamiętacie Dolphin Reef? Pewnie nie. To takie miejsce w Izraelu, w którym można popływać z delfinami. Nie z terrorystami. Z delfinami. Przeczytałem właśnie zabawną historyjkę o tym miejscu. 

W ośrodku Dolphin Reef żyje Cinderella (czyli Kopciuszek, Pan Kopciuszek) -  i jego siedmioosobowy harem. Delfiny źle znoszą warunki niewoli, te z oceanariów rzadko przeżywają dłużej niż 24 miesiące od swojego schwytania.  Cindy pomimo skończenia 30-tki nadal jest w świetnej formie, mimo, iż przybył do Dolphin Reef w 1990 roku. Poza dwoma starszymi samicami – Naną i Daną, reszta delfinów urodziła się już w niewoli. Delfiny trafiły do Izralea wprost z Morza Czarnego na fali wyprzedaży majątku po upadającym Związku Radzieckim.  Razem z Cindy do Izraela trafił Dicky. Dicky uzyskał swoje imię dzięki chętnie prezentowanym skłonnościom ekshibicjonistycznym. Ot, taki Moby Dicky. Ponieważ to jednak Cindy był dominującym samcem, towarzyski Dicky postanowił wejść w bardziej zażyłe kontakty z odwiedzającymi Dolphins Reef turystami obu płci. Od etapu prezentacji genitaliów szybko przeszedł do fazy ocieractwa, co jednak ze względu na duże różnice gatunkowe mogło stanowić zagrożenie dla obu stron. Za nieobyczajne zachowanie Dicky został skazany na wygnanie i  wypuszczony wolno, co pokazuje, że lepiej jednak nazywać się Dicky niż Cinderella. Aby ostudzić ekstrawaganckie praktyki  seksualne Dicky'ego znaleziono dla niego partnerkę.  Obserwacje potwierdzają, że oboje dołączyli do stada żyjącego w Morzu Czarnym i cieszą się dobrym zdrowiem. Taka to historyjka z happy endem, pokazująca, że dobra kobieta może sprowadzić meżczyznę na drogę cnoty. Nawet biseksualnego zoofila (w tym szczególnym przypadku - homofila).   

Kilka brytyjskich turystek zwróciło się Dolphins' Reef o zgodę na odbycie porodu w towarzystwie delfinów, jako formę bratania się z Matka Naturą. Do realizacji pomysłu nie doszło, co ciekawe - ze względu na dobro delfinów. Szkoda, bo sam jestem ciekaw, co wyrosłoby z dziecka, które przez kilka godzin przedziera się kanałami rodnymi, wpada do słonej wody, a na koniec staje oko w oko ze stadem delfinów.        

08:52, lonegunman
Link Komentarze (4) »
wtorek, 27 lipca 2010
Dymy i lustra

Żyjemy w świecie złudzeń, półprawd i omamień. Informacje, które wtłaczają w nas media są zwykle nieprawdziwe lub błędnie zinterpretowane. Przez długi czas uważałem, że to element  spisku, dzięki któremu inteligentne jaszczury z kosmosu chcą zagarnąć nasze zasoby wody, kobiet i muszek owocówek. Teraz skłaniam się raczej ku przekonaniu, że to zwykła głupota. Weźmy np. pokutujące przekonanie, że rozmiar nie ma znaczenia. Taa...to niby dlaczego człowiek posiada największe przyrodzenie wśród naczelnych? Cechy pożądane są wzmacniane na drodze doboru seksualnego. Pawie z długimi ogonami były częściej wybierane przez samice, więc każde kolejne pokolenie rodziło sie z genami odpowiedzialnymi za wydłużenie ogona (tak naprawdę są to wydłużone pióra pokryw nadogonowych, ale nie ma to specjalnie znaczenia dla niniejszego wywodu). Mamy cholerne szczęście, że nie skończyliśmy jak Astrapia białosterna, ciągnąca za sobą ogon trzykrotnie przekraczający długość ciała.

Do zadumy nad nieprawdziwością obiegowych prawd skłoniła mnie lektura Superfreakonomics, czyli drugiej  części Freakonomics. Obie książki znalazłyby się z pewnościa w moim zestawieniu 50 pozycji, które zabrałbym na bezludną wyspę (jeżeli oczywiście na bezludnej wyspie, książki miałyby jakieś inne zastosowanie poza zastępowaniem papieru toaletowego). Freakonomiści zajmują się np. poszukiwaniem odpowiedzi na pytanie, czy lepiej wracać po pijaku samochodem, czy na piechotę? I znowu okazuje się, że prawda przekazywana nam od dzieciństwa, jest tylko złudzeniem produkowanym przez  Matrix. Pijany przechodzień (przynajmniej w Stanach) ma 8-krotnie większe szanse na zginięcie w wypadku niż pijany kierowca (na tym samym dystansie). Nawet po uwzględnieniu, iż pijany kierowca zwykle powoduje większe straty niż pijany przechodzień (który najwyżej wgniecie komuś zderzak), to spacerowanie po pijaku powoduje powoduje 5-krotnie więcej śmierci na każda pokonaną mile niż jazda samochodem w stanie upojenia alkoholowego. Notabene niekoniecznie jest to argument za tym, żeby zawsze siadać za kierownicą po wchłonięciu większej ilości alkoholu. Raczej za tym, żeby nie wałęsać się po pijaku. Albo za tym, żeby nie pić.     

      

11:26, lonegunman
Link Komentarze (9) »
piątek, 16 lipca 2010
Utopiec z Dunajca

Starsi wiekiem czytacze bloga pamiętają, że szukam dla siebie sportu ekstremalnego, ktory nie byłby bardzo angażujący fizycznie oraz nadmiernie stresujący. Przez chwile wydawało mi się, że takim sportem może być kajakarstwo górskie. W odróżnieniu od kajakarstwa nizinnego, nawet  nie trzeba wiosłować.

Główne założenie bylo prawidłowe, niestety potknąłem się o szczegóły, a właściwie jeden. Kajaki górskie są wywrotne.  

Po wywrotce można a.wypłynąć, zatapiając kajak (tzw. kabinka, sposób dla absolutnych mięczaków). b. zrobić "dziubek" (o którym za chwilę) oraz c. sposób dla zwinnych twardzieli - samodzielnie obrócić się w wodzie zgrabnym wymachem bioder (tzw. eskimoska).

"Dziubek" jest obciachowy, ale nie tak bardzo jak "kabinka". Trochę metroseksualny, ale dla jednak dla ludzi słuchajacych The Clash, a nie Kenny'ego G. Polega on na tym, że po wywrotce, zachowując spokój, płyniemy do góry nogami, obijając się głową o co większe otoczaki i jednocześnie modląc się, żeby ktoś zauważył nasze rozpaczliwe położenie, podpłynął i użyczył swojego kajaka jako punktu podparcia. Cała sztuczka polega na tym, żeby rozpoznać no-return-point, w którym zabraknie nam powietrza na ewentualne wykonanie kabinki. W przypadku braku pomocy z zewnątrz, zbyt wczesne wykonanie tego manewru narazi nas na powszechną pogardę, zbyt późne - na powszechne współczucie dla wdowy.  

I tak właśnie spędziłem weekend, wisząc głową do dołu, w rześkim (poniżej 8 stopni Celsjusza) Dunajcu. W następnym odcinku: Łowienie motyli jako sport ekstremalny.  

Poniżej, krótki film instruktażowy dla kajakarzy:

15:12, lonegunman
Link Komentarze (5) »
poniedziałek, 12 lipca 2010
Afryka nową Azją

Obejrzałem sobie byłem World Press Photo. Oprócz tradycyjnych zdjęć z Afryki przedstawiających głodne dzieci z maczetami zabijane przez głodne dzieci z kałachami (swoją drogą, trzeba mieć w sobie sporo hieny, żeby zostać fotoreporterem), pokazały się także obrazki sugerujące, iż na tym kontynencie można robić także coś poza czekaniem na pomoc humanitarną. Klasa średnia w Afryce jest już większa niż w Indiach. Dochód na głowę mieszkańca w w krajach nazywanych Afrykańskimi Lwami (co za oryginalność!): Algierii, Botswanie, Egipcie, Libii, Mauritiusie, Maroku, RPA i Tunezji jest wyższe od PKB per capita w krajach BRIC (Brazylia, Rosja, Indie, China). Oczywiście lewacy w tym momencie krzykną, że PKB pokazuje tylko niesprawiedliwy podział dóbr w tych krajach. Tymczasem od 2005 do 2015 roku, odsetek osób zarabiających poniżej 1000 dolarów rocznie spadnie w Afryce z 52% do 34%. Od 2003 roku liczba użytkowników telefonów komórkowych zwiększyła się z 6 do 44%. Jeżeli tylko Chinom nie powiedzie się rekolonizacja Afryki (największy zagraniczny inwestor), to ma ona szanse pozbyć się dzierżonego od wielu dekad tytułu "straconego kontynentu". Fotoreporterzy będą musieli zacząć  się mordować między sobą.     

16:00, lonegunman
Link Komentarze (10) »
poniedziałek, 05 lipca 2010
Notka powyborcza

Są ważniejsze sprawy....

Zastanawiam się na przykład, jakie są doświadczenia związane ze śmiercią kliniczną i afterlife w innych kulturach i wyznaniach? Czy hinduiści w ramach out-of-body experience spotykają się z człowiekiem o głowie słonia? A kogo spotykają sataniści (szczególnie źli sataniści, to znaczy tacy, którzy używali na przykład tylko zdechłych kotów)? 

Intrygujące jest także, iż większość osob, które powróciły z tamtej strony przynosi bardzo przyjemne wspomnienia, wszechogarniającej miłości, spotkania ze zmarłymi bliskimi, blasku i ciepła. Osoby takie zmieniają się, bardziej cieszą się życiem, stają się bardziej pogodne. Przestają bać się śmierci i o życiu-po-życiu wypowiadają się w samych superlatywach. Jednak wcale nie popełniają - co byłoby logicznym posunięciem - masowo samobójstw. Mogłoby to świadczyć o tym, że mimo wszystko aż tak bardzo nie śpieszy się im z powrotem.

09:08, lonegunman
Link Komentarze (17) »