Nie ma przypadków, są tylko znaki.
Zakładki:
Moja książka, bo sam ją napisałem.

Jak zostac milionerem w 24 godziny
Zaglądam
Locations of visitors to this page Pagerank dla www.lonegunman.blox.pl
Web Pages referring to this page
Link to this page and get a link back!
View blog authority
visited 28 states (12.4%)
Create your own visited map of The World or website vertaling duits?
środa, 25 czerwca 2008
Przeżyjmy to jeszcze raz

Ten na górnym prawym obrazku, to ja. Nie widać mnie, bo jestem poza ramka, ale gdybym był, to przeszedłbym do historii. 

poniedziałek, 23 czerwca 2008
Jak razem z Bolkiem obalałem komunę

Sobotę spędziłem na wyrzucaniu papierów z piwnicy. Oczywiście, bardziej przekładałem niż wyrzucałem, a przy okazji wpadły mi w ręce pamiątki mojej działalności opozycyjnej, co niezmiernie mnie wzruszyło i było dobrym pretekstem do przerwania pracy i zjedzenia batonika.

Powiedzmy sobie szczerze, jezeli chodzi o zwalczanie komuny, to nie stałem w pierwszym szeregu, może bardziej w okolicach 46 szeregu, nawet za bracmi K. Dzięki temu nigdy nie byłem wodzony na pokusy współpracy z rezimem i teraz mam czystą kartę w IPNie, co dowodzi, ze byłem przynajmniej tak przewidujący jak Jarek i tak odwazny jak Lechu.

Pomijając wiele akcji sabotażowych prowadzonych w szkolnej toalecie z uzyciem NRD-owskiego flamastra (Junta juje),  mój sprzeciw wobec polityki Jaruzelskiego wyrazał się w noszeniu opornika  kupionego w sklepie Młody Technik mieszczącego się niedaleko pl. Lenina. Pomysł manifestowania oporu poprzez noszenie opornika moze wydawac się nieco czerstwawy, ale po pierwsze przedłuzył egzystencję zakładów Kasprzaka, czy innej Unitry, po drugie i tak w porównaniu z działaniami drugiej strony, mogł się wydawac szczytem wyrafinowanego humoru.

 

środa, 18 czerwca 2008
Nabogato

Zastanawialiście się kiedyś, ile szczebelków dzieli was od Billa Gatesa? Nie, no ja też nigdy...Ale gdybyście jednak byli zainteresowani, na stronie Globalnych Bogaczy można to sprawdzić.

środa, 11 czerwca 2008
Od ekologa do ekonoma

Dwa słowa o duchowej drodze, która zaprowadziła mnie od konserwacjonisty do konserwatysty. Nie będzie to jednak opowieść o głębokiej przemianie duchowej, ponieważ wśród zielonych tak naprawdę zawsze uchodziłem za "tego cholernego liberała", a oni w moich oczach za "tych cholernych lewaków". Od tego czasu część z nich zaangażowała się w obronę klubu Madame, inni żyją z szantażowania deweloperów, a większość prowadzi pracę u podstaw, co świata nie zmieni, ale jest na pewno lepszym pomysłem na życie niż np. bycie przewodniczącym Napieralskim. W tym czasie ja utwierdzałem sie coraz bardziej w przekonaniu, iż żyjemy na najwspanialszym z możliwych światów, w najlepszym punkcie historii, a zawdzięczamy to postępowi technicznemu napędzanemu przez liberalną gospodarkę kapitalistyczną, globalizację i wolny handel. Obiektywnie przyznaję, iż są także pewne minusy obecnej sytuacji. Robi się trochę gorąco a kultura zachodnia pogrąża się w dekadencji, czego dowodem jest królowanie na listach przebojów piosenki "Du hast den Schönsten arsch der Welt".  Zdecydowanie wolę jednak pogrążonych w hedonizmie Niemców śpiewających o d..pie Maryni od pogrążonych w kryzysie Niemców śpiewających o tysiącletniej Rzeszy.   

ps. ciekawa informacja z powyższego numeru Wired: Avatar w World of Warcraft zużywa więcej energii niż przeciętny Brazylijczyk.

Trzeba przenieść WoW do Brazylii.

wtorek, 10 czerwca 2008
Wpis herme-tyczny

Z okazji 15-lecia Federacji Zielonych - "Gaja" w Szczecinie (nie słyszeliście? naprawdę?!...hm...nie wiem, co powiedzieć...) postanowiłem przypomnieć kilka istotnych, acz rzadko ujawnianych informacji o tej organizacji.

ps. Tak przy okazji, to spodziewam się z tej okazji od Was jakiegoś orderu Zasłużonego Gaja albo lepiej dożywotniej dotacji na rozwój świadomosci ekologicznej... 

poniedziałek, 09 czerwca 2008
Polak królem strzelców!

Nie spełniłem patriotycznego obowiązku, nie jeździłem z chorągiewkami na samochodzie, łopoczącymi niczym skrzydła husarii, nie pomogłem gospodarce (głównie holenderskiej) kupując trzy skrzynki piwa,  ani - o zgrozo - nie wsparłem Polsatu ogladając powtórkę Grunwaldu na polach Klagenfurtu. Po pierwsze dlatego, że postanowiłem byc snobem. Po drugie, bo męczy mnie ta maniakalno-depresyjna jazda od nieuzasadnionego optymizmu przedmeczowego do  samorozgrzeszającego  się fatalizmu pomeczowego. Po trzecie, wybór drużyny, której się kibicuje jest obecnie całkowicie arbitralny, a to powoduje, że czuję się zagubiony. Naturalizowani Polacy grają przeciwko naturalizowanym Niemcom, a jedyną relacją, która łączy ich z krajem, który reprezentują, jest miejsce pochodzenia czeku z wypłatą. Sądzę, że z tego samego powodu upadły walki gladiatorów - ludzie nie potrafili się już dłużej emocjonalnie angażować w walkę Traka z Nubijczykiem. To zapewne spotka także piłkę nożną. Na poniedziałowych forach dyskusyjnych zapanowała ambiwalencja - cieszyć się z dwóch bramek, było nie było, Podolskiego, czy żądać kary chłosty za jego brak patriotyzmu.       

środa, 04 czerwca 2008
Do Turcji po swetry i inne dobra konsumpcyjne...

Poruszony zmasowaną, aczkolwiek jak zwykle bezpodstawną krytyką WP Czytelników bloga, będącą skutkiem braku pozytywnych wzorców estetycznych, wynikającego (braku wynikającego) z Waszego dorastania w okresie późnego socrealu - wczesnego kapitałoidealizmu, postanowiłem wyruszyć do Istambułu po nowy dywanik.

Zaskoczyło mnie bogactwo towarów oferowanych w lokalnych sklepach.

 

Sześć minaretów Błękitnego Meczetu nieustannie przynosi zgorszenie w świecie islamu.   

Kolejna bizantyjska zagadka. Zdobiący sufit Hagia Sophii rysunek może być uskrzydloną mądrością Bożą lub wizerunkiem anioła przechodzącego okres pierzenia. Ale nie takiego, który w białej koszuli strzeże dzieci przed trzymaniem rączek pod kołdrą, ale raczej takiego naprawdę przerażającego, modyfikowanego genetycznie jak z wizji Ezechiela  albo z Armii Boga.

Patrząc w lewo widzimy Błękitny Meczet...

...patrząc w prawo widzimy postmodernistyczną, snobistyczna dzielnicę mieszkaniową zabudowaną tzw. "slums-loft condos".

Podziemna cysterna....

...wraz z jej tajemniczymi mieszkańcami żywiącymi się monetami wrzucanymi przez turystów.  

Zastygły w lawie, tzw. "nurek z Pompejów".

 

Mój nowy dywan.

wtorek, 03 czerwca 2008
Uzupełnienie

Is it a plane, is it a bird...? Hardly...

Obrazki pomniejszyłem, żeby nie było widać malujacej się na mojej twarzy głębokiej zadumy nad kruchością człowieka w obliczu natury.