Nie ma przypadków, są tylko znaki.
Zakładki:
Moja książka, bo sam ją napisałem.

Jak zostac milionerem w 24 godziny
Zaglądam
Locations of visitors to this page Pagerank dla www.lonegunman.blox.pl
Web Pages referring to this page
Link to this page and get a link back!
View blog authority
visited 28 states (12.4%)
Create your own visited map of The World or website vertaling duits?
piątek, 29 maja 2009
Peace and love

Świat jest odpowiedzią. Wystarczy wsłuchać się w to, co ma nam do powiedzenia. Ciężko przechodząc 10 rocznicę wkroczenia w smugę cienia, natknąłem się na przypadkiem na takie oto, niosące pocieszenie, słowa: "Połowa życia to najważniejszy okres, gdyż zachodzi wtedy przemiana od zaangażowania w działanie w świecie, ku autorefleksji i osobistej filozofii życia. Mogą następować przewartościowania, odejście od wartości ekspansji, erotyki i materialnych, a zwrócenie się ku wartościom duchowym i kulturalnym; ważna staje się religia, człowiek szuka wewnętrznej równowagi, harmonii, a zarazem pełnej ekspresji siebie"*. Wspomnianą zmianę poczułem w nocy z 8 na 9 maja, mniej więcej około godziny 3.35. Zrozumiałem, ze chcę się rozwijać duchowo. Może siegnę nawet po Paulo Coehlo lub lamę Ole Nydahla. Chociaż po zastanowieniu, wolałbym już chyba raczej wciągać borax nosem.     

*"Wprowadzenie do psychologii osobowości", Piotr K. Oleś

poniedziałek, 25 maja 2009
Jeszcze się tam żagiel bieli...

Podróże nie tuczą. Prawdziwość tego ludowego porzekadła jest szczególnie widoczna w dobie kryzysu, gdy na pokładzie Lufthansy dostaje się dwa płaty czarnego chleba z cienkim kawałkiem żółtego sera, który początkowo wziąłem za karteczkę post-it. Niby trudno zarzucić coś logice stojącej za takim traktowaniem pasażerów  - skoro lecisz samolotem, a nie podróżujesz tratwą z nadmuchanych rybich pęcherzy, to prawdopodobnie stać cię również na samodzielne zaspokojenie podstawowych potrzeb żywieniowych. Mimo to, zabranie mi z zestawu jednego twix'a i nadgryzienie drugiego, uważam za przesadę i celową politykę dyskryminacji podsycaną przez wpływowe ziomkostwa wschodnie. 

Dzięki kryzysowemu zmniejszeniu liczby połączeń odbyłem podróż w 5 odcinkach, za to dowiedziałem się, że Frankfurt jest prawdopodobnie jedynym portem lotniczym z wolnocłowym sklepem Beate Uhse. Jeżeli lubisz się przebierać w samolocie w skórzane majciochy, to jest to miejsce, którego nie możesz pominąć.

A tak w ogólem, to podróżowałem na tę samą konferencję do Montreaux, gdzie jak zapewne starsi wiekiem czytelnicy pamiętają, rok temu Greenspan próbował pożyczyć ode mnie 100 dolarów. Konferencja polega na tym, że grubi finansiści zapraszają na nią innych grubych finansistów, którym próbują zabrać kasę. Na konferencję jestem regularnie zapraszany dzięki tzw. wspomaganej pomyłce. Pomyłka polega na tym, że przez przypadek w rubryce imię wpisałem George. A wspomagana na tym, że jako nazwisko podałem Soros.

W każdym razie na konferencji, połowa sali próbuje przekonać drugą połowę sali, iż jest od niej znacznie sprytniejsza i dlatego druga połowa powinna im powierzyć swoje pieniądze (a dokładniej pieniądze jeszcze większych loserów, takich jak przyszli emeryci czy drobni ciułacze). W tym roku, nieoczekiwanie i jak sie okazało nieprzemyślanie, do wygłoszenia słowa wstępnego zaproszono Eugene'a Fama'ę (nie sadziłem, że on jeszcze żyje, musi mieć ze 140 lat). Fama jest dla kogoś zajmującego się finansami tym, kim jest Maria Skłodowska Curie dla osób zajmujących się polonem. Fama powtórzył to, co powtarza od 140 lat, tzn., ze obie strony sali są równie durne i nie można pokonac rynku. Nagle wszyscy poczuli się jak kochankowie na randce w ciemno, którzy po zapaleniu światła orientują się, że leżą w łóżku z małżonkiem. Znikła cała przyjemność.   Ale przynajmniej jedzenie było dobre i nie podawali tam kanapek z karteczkami post-it.      

piątek, 15 maja 2009
Spad

Co robi facet po osiągnięciu 40-stki? Skacze. W bok. Takie cliche, że aż się trochę krępuję (eee, to tylko kokieteria...).

wtorek, 12 maja 2009
Prima aprilis

W zamierzchłych czasach, gdzieś u zarania ludzkości, ukazywało się pismo "Świat Młodych", w którym co roku, około 1 kwietnia organizowano konkurs dla czytelników na znalezienie tekstu będącego primaaprilisowym żarcikiem. Pewnego razu, skuszony możliwością wygrania harcerskiej pałatki, wziąłem udział w konkursie, typując tekst poświęcony glebogryzarkom. Niestety, okazało się, iż glebogryzarki - wbrew pozorom - istnieją. Zmusiło mnie to do własnoręcznego wykonania pałatki metodą Adama Słodowego z wielkanocnego, ceratowego obrusa. Być może właśnie dlatego nigdy nie zostałem do końca zaakceptowany w grupie rówieśniczej.  

Obecnie robienie kwietniowych żartów w mediach, wprowadzających element szaleństwa, w innych warunkach stabilną rzeczywistość, stało się całkowitym anachronizmem. Świat jest coraz bardziej koyaanisqatsi, a my codziennie jesteśmy atakowani informacjami podważającymi naiwną wiarę w sens i logikę nim kierujacą. 

Do tych głębokich, filozoficznych rozważań skłoniła mnie informacja o wypuszczeniu przez firmę EA gry "Inferno" inspirowanej "Boską komedią". Już sama idea zrobienia slashera z BK należy do kategorii pomysłów, które zwykle przychodzą nam do głowy dopiero po spożyciu większej ilości psiankowatych, ale dalej robi się jeszcze lepiej. Otóż głównym bohaterem gry jest niejaki Dante, mniej poeta, a bardziej zawody zabójca, mierzący co najmniej trzy pudziany, przemierzający Piekło w towarzystwie dwumetrowej kosy (bynajmniej nie w sensie warkocza). Oprócz brutalnej siły, Dante może używac także krzyża służącego do rzucania zaklęć na piekielne hordy. W dalszej cześci gry, nasz bohater uzyskuje także łaskę odpuszczania grzechów - broń, która już w niedalekiej przyszłości może przebić popularnością jakże lubianego shotguna. Kosząc piekielne zastępy, rzucając czary  i odpuszczając grzechy potępionym, Dante toruje sobie drogę przez 9 piekielnych kręgów, w poszukiwaniu Beatrycze, które w tej wersji jest zapewne skrzyżowaniem Brunhildy z Pamelą Anderson za młodych lat. Pora chyba zacząć odkładać kasę.

     

Dante Alighieri według ryciny z epoki.