Nie ma przypadków, są tylko znaki.
Zakładki:
Moja książka, bo sam ją napisałem.

Jak zostac milionerem w 24 godziny
Zaglądam
Locations of visitors to this page Pagerank dla www.lonegunman.blox.pl
Web Pages referring to this page
Link to this page and get a link back!
View blog authority
visited 28 states (12.4%)
Create your own visited map of The World or website vertaling duits?
piątek, 25 maja 2007
Dlaczegóżby nie?

W ramach cotygodniowych romantycznych wieczorów telewizyjnych, obejrzeliśmy z małżonką polską komedię romantyczną, przebój kinowy, o intrygującym tytule: "Dlaczego nie?". O ile nieskończone stado małp dysponujące nieskończonym czasem i nieskończona liczbą edytorów tekstu (tak naprawdę wystarczy spełnienie jednego z tych warunków) jest w stanie napisać  Dzieła Wszystkie Szekspira, o tyle scenariusz "Dlaczego nie", napisały trzy małpiatki w godzinę. Ponieważ ich wyżywienie i czyszczenie klatek stanowiło zapewne poważną pozycję budżetu filmu, podejmuję sie pisania podobnych scenariuszy w liczbie trzech dziennie za samo sprzątanie klatki. Filmy nosiłyby tytuły: "Dlaczego tak", "Dlaczego być może" oraz "Dlaczego, lebiego". Pierwszy z nich opowiadałby o dziewczynie z prowincji przyjeżdżającej do Warszawy w poszukiwaniu mieszkania i miłości.  W stolicy dziewczyna spotyka chłopaka. W wyniku zabawnego zbiegu okoliczności dziewczyna nie orientuje sie w porę, iż chłopak jest w rzeczywistości słoniem morskim. W kulminacyjnym momencie filmu, chcąc się poczochrać, chłopak miażdży dziewczynie obie nogi, co przekreśla jej marzenia o karierze kelnerki w modnym warszawskim klubie. Miłość jednak zwycięża i dziewczyna wyjeżdża za swoim ukochanym do kolonii słoni morskich na Costa del Sol. W drugim filmie chłopak ze wsi koło Rzeszowa przyjeżdża do Warszawy w poszukiwaniu miłości i mieszkania. W mieszkaniu spotyka przypadkiem dziewczynę. Nie zauważa, że dziewczyna nie żyje od trzech tygodni i bierze jej milczenie za chłód emocjonalny. Zraniony w serce wraca na wieś. W dramatycznej scenie burzy, pojmuje jednak, iż jego miłość jest tak wielka, że pokona wszelkie przeszkody. Wsiada w najblizszy pekaes do stolicy, by tam prosić dziewczynę o rękę. Z ręką wraca na rzeszowszczyznę. W ostatnim flmie z trylogii, hermafrodyta ze wsi przyjeżdza do Warszawy w poszukiwaniu miłości i mieszkania. Zakochuje sie w aligatorze z warszawskich kanałów. Pomimo poczatkowych przeszkód, miłość zwycięża i hermafrodyta pozostaje ze swym ukochanym, by podczas romantycznych nocy rozświetlanych łuną z Pałacu Kultury, wpólnie polować na bezdomnych z Dworca Centralnego .

wtorek, 22 maja 2007
O co walczy bin Laden

Rzepa donosi, że ten islam to wcale nie jest religia dla ponuraków. Uczeni z egipskiego Uniwersytetu al Azhar rozwiązali dylemat trapiący od wiekow społeczność muzułmańską.  Popularne przysłowie mówi, że tam gdzie niespokrewnieni kobieta i mężczyzna przebywają razem, zawsze towarzyszy im diabeł, a wtedy jak wiadomo ścisk i smród siarki. Uczeni imamowie znaleźli rozwiązanie w oparciu o tradycję, która mówi, że ten kogo kobieta nakarmi mlekiem, staje się członkiem jej rodziny, więc nie są już dalej niespokrewnieni. Jeżeli zatem kobieta i mężczyzna przebywają razem, np. w biurze, wystarczy dla przyzwoitości, żeby kobieta dała mu pierś do possania. I oto własnie walczy bin Laden - o mleko dla każdego.

piątek, 18 maja 2007
Pamiątka z celulozy
Wpis u trudnośniętego zabrał mnie w sentymentalną podróż w czasy chmurnej i burnej młodości, a właściwie pacholęctwa, którego idolami byli ludzie o nazwiskach jak konspiracyjne ksywy (chodzi o konspirację bardziej w stylu Chłopców z Placu broni niż z AK), takich jak Klaudi Wesołek, Krzysztof Skiba (no, to był wtedy taki mały idolek, aspirant, który wypłynął na okupacji kiosku Ruchu), czy Jan Maria Rokita, legendarny mózg ruchu Wolność i Pokój (zwanego również Wolność i Dwa Pokoje z Kuchnią). Wspominając te zaprzeszłe czasy mam poczucie lizania historii przez szybę, bo jednak np. znajomość z pierwszym więzniem sumienia w PRL, to nie to samo co bycie pierwszym więźniem sumienia w PRL. Przez całe życie niosę  bagaż kompleksów związanych z faktem, iż nigdy nie zaproponowano mi współpracy. Mógłbym wtedy w heroicznym geście rozerwać koszulę i wykrzyczeć: revolucion e muerte! Niestety Służba Bezpieczeństwa, jeżeli w ogóle mnie zauważyła, doszła zapewne do wniosku, że wydawane naonczas pismo: "The Bill", którego byłem jednym z red-aktorów, nie jest bezpośrednim zagrożeniem fundamentów systemu. "The Bill", który ukazywał sie jako lokalna odpowiedź na A'capellę i Homka (wbrew mylacej nazwie nie było to pismo koncernu Pink Press),  był drukowany niezwykle rzadką i wymagajacą olbrzymiej wiedzy poligraficznej metodą "na pastę do butów". W skrocie polegało to na tym, że z braku dostepu do farby drukarkiej, stosowaliśmy do druku duże ilości pasty kiwi (czy też kiwipodobnej). Niestety, metoda ta miała poważna wadę, a mianowicie taką, iż 10 kopia pisma przypominała z wygladu i zapachu szmatę do butów. Było to jednak pismo niskonakładowe, nawet elitarne i rzadko udawało nam się rozdać więcej egzemplarzy .
wtorek, 15 maja 2007
Doomsday is coming?

Nie chodzi bynajmniej o premierę nowego Doom'a lecz o informacje, zamieszczoną wczoraj na Onecie. A Onetowi wierzę przynajmniej tak jak Wprost (Kaczyński dla Wprost: Kiszczak oferował mi listę stu agentów Matrixa w zamian za kody obronne Syjonu). Otóż Onet poinformował, że "niezależni badacze" wpadli na trop czwartej tajemnicy fatimskiej ukrywanej przez kolejnych papieży, żeby nie dołować katolików. Ha, i tutaj jest królik pogrzebany! Jaka informacja mogłaby NAPRAWDĘ zdołować wiernych koscioła rzymskokatolickiego? Wbrew sugestiom "niezależnych badaczy", końca świata chrześcijanie oczekują (a przynajmniej powinni oczekiwać) z utęsknieniem od 2000 lat, więc to raczej nie to. Informacja, że Boga nie ma, lub że jest na chorobowym podważałaby wiarygodność samego przekazu fatimskiego. Może zatem było to przesłanie, że Allah jest jedynym Bogiem, a Muhammad jego prorokiem? Oczekuję poważnych podpowiedzi.

A jeżeli za 5 lat rzeczywiście Polska nie wyrobi się z przygotowaniami do Euro i nastąpi koniec świata? Co zamierzasz zrobić do tego czasu?

poniedziałek, 14 maja 2007
Trochę śmieszne, nie od razu haha, ale można się uśmiechnąć
czwartek, 10 maja 2007
Zorba w Bieszczadach

Tak jakoś wyszło, że wpis urodzinowy był o diabłach, no ale w pewnym wieku wypada już myśleć o tym, kto na nas czeka po drugiej stronie. Nie tak zaraz jednak ten ambaras, jak mówią w Asterixie, więc dzisiaj powracam do eskapady bieszczadzkiej. Jak już pisałem - w sportach ekstremalnych jestem przy końcu alfabetu (bo zacząłem od ż, jak żona), więc przyszła kolej na zorbing. Jedyny, legendarny tor w Polsce istnieje w Bieszczadach, chociaż różne źródła mówią o różnych lokalizacjach. W każdym razie leży on gdzieś między Rabe, Czarnym a Ustrzykami Dolnymi. Tam też zacząłem swoje poszukiwania, które jednak doprowadziły mnie jedynie na cudne manowce. Zdeterminowy, postanowiłem zasiegnąć języka u miejscowej ludności. Ponieważ bezpośrednie pytanie o zorbing mogło zakończyć się pływaniem w Solinie, dyplomatycznie poprosiłem o informacje o "pobliskim Parku Przygody" (Na "Park Przygody" składa się - według relacji prasowych - zorbing i natłuszczony pal z kiełbasą na szczycie). Autochton spojrzał na mnie z wyższością (mimo niewielkiego wzrostu wskazującego na wielopokoleniowy chów wsobny w zagubionych siołach bieszczadzkich) i powiedział: Nie przygody, tylko przyrody. Starając sie mówić powoli i wyrażnie, dodał: Bieszczadzki Park Narodowy. Już w nim jesteś, człowieku. Pełen wrażeń i przygód wróciłem do cywilizacji, postanawiając ograniczyć się do odtańczenia zorby przed telewizorem.

środa, 09 maja 2007
Czy diabeł oglądał Egzorcystę?

La Vanguardia: Jest ksiądz pewien, że współistniejemy z aniołami i diabłami? José Antonio Fortea: Tak, jestem o tym przekonany. Krążą one wsród nas, inspirując lub kusząc. Są ich miliardy.

Od dziesięciu lat zgłębia ksiądz demonologię. Z jakimi przypadkami miał ksiądz do czynienia? Z nadludzką siłą pewnego opętanego chłopca, którego musiało przytrzymywać czterech mężczyzn. Zdarza się też lewitacja, wymiotowanie szkłem, gwoździami...Pewnemu jedenastoletniemu dziecku postawiłem skomplikowane pytanie po łacinie i udzieliło mi ono niesłychanie precyzyjnej odpowiedzi w tym samym języku. Opętanie występuje we wszystkich kulturach i religiach, towarzyszą mu zawsze te same zjawiska i istota jest ta sama.

Po co diabeł wstępuje w ciało? Jeśli nie liczyć sytuacji nadzwyczajnych, zwykle do opętania dochodzi dlatego, że człowiek próbował rozedrzeć zasłonę, która oddziela go od tamtego świata: zajmował się czarami, spirytyzmem, santerią i podobnymi rzeczami. Widywałem już przypadki jak z filmu.Opętani rzucają głową i wymiotują na zielono? Z czymś takim się nie spotkałem, ale słyszałem trwający trzy godziny krzyk, którego nie wytrzymałoby żadne ludzkie gardło. Zbierałem też razy, pluto na mnie i gryziono. Przychodzą do mnie członkowie rodzin ludzi opętanych, w wielu wypadkach przekazują mi ich także psychiatrzy.

Katoliccy psychiatrzy...Oczywiście. Państwowy czy publiczny szpital nigdy i nigdzie - z wyjątkiem Stanów Zjednoczonych, gdzie to się zdarza - nie skierowałby chorego do księdza. W Hiszpanii wywołałoby to skandal. Istnieją, tak jak istniały w ZSRR, niepisane normy mówiące, że nauka musi być ateistyczna.

Diabeł wie, że zostanie pokonany, ponieważ to Bóg decyduje. Jaki jest więc szatański cel? Pytaliśmy go o to wielokrotnie i szatan mówi, że jego sensem jest sprawianie cierpienia.

Więcej na www.magia.onet.pl

A najbardziej z całego wywiadu podoba mi się ten odsyłacz Onetu. Sympathy for the devil? A z innych diabelskich rzeczy polecam to: Golasy.