Nie ma przypadków, są tylko znaki.
Zakładki:
Moja książka, bo sam ją napisałem.

Jak zostac milionerem w 24 godziny
Zaglądam
Locations of visitors to this page Pagerank dla www.lonegunman.blox.pl
Web Pages referring to this page
Link to this page and get a link back!
View blog authority
visited 28 states (12.4%)
Create your own visited map of The World or website vertaling duits?
poniedziałek, 19 kwietnia 2010
Czy jesteś schizofrenikiem paranoidalnym?

Wyobraź sobie dwa słoje z żelkami (nie, to jeszcze nie jest główny test). W pierwszym słoiku znajduje się 85 żelków czerwonych i 15 białych. W drugim  15 czerwonych i 85 białych. Teraz zakryj dłonią poniższą listę (nie, to nadal jeszcze nie jest główna część testu) i odsłaniaj kolejne pozycje. W ten prosty sposób symulujesz losowanie żelków z jednego ze słojów. Bez wykonywania skomplikowanych wyliczeń prawdopodobieństwa, opierając się jedynie na intuicji, zobacz ilu "losowań" potrzebujesz, aby nabrać przekonania co do tego, z którego słoja wyciągasz żelki (tak, to już test).

czerwony żelek

czerwony żelek

czerwony żelek

biały żelek

czerwony żelek

czerwony żelek

czerwony żelek

czerwony żelek

czerwony żelek

biały żelek

biały żelek

Jeżeli nabrałeś pewności do słoja 1 po 3-4 losowaniach, to znaczy, że mieścisz się w statystycznej średniej, czyli spełniasz jedyne ogólnie przyjęte kryterium normalności. Jeżeli jesteś nieślubnym synem Bayesa, jak trudnoświetny, lub z innych powodów byłeś zmuszony opanować testy statystyczne, to wystarczą Ci dwa losowania (w pierwszym prawdopodobieństwo, że wyciągasz żelki ze słoika z przewagą czerwonych wynosi 85%, w drugim 97%). Kolejną grupą, której  również wystarczą z reguły dwa ciągnięcia są schizofrenicy paranoidalni i to niekoniecznie od razu w osobie Johna Nasha.  

SP różni się od większości innych schizofrenii, czy w ogóle psychoz, tym, że osoba nią dotknięta funkcjonuje - poza obszarem swoich urojeń - całkiem sprawnie, a jej funkcje umysłowe nie są ograniczone. Schizofrenik paranoidalny po prostu szybciej od nas dokonuje przejścia od faktów, czy odczuć do konkluzji. Jego "jumps to conclusions" nie biorą pod uwagę innych wytłumaczeń, czy faktów niepasujących do stworzonej przez nich teorii ani nie wartościują wniosków pod kątem prawdopodobieństwa. Tak to sobie przynajmniej wybrażamy. Przykład z żelkami pokazuje jednak, że ich ocena rzeczywistości może być znacznie bliższa prawdzie niż nasza. Ich mózg - w tym akurat zadaniu - lepiej intuicyjnie ocenia prawdopodobieństwo niż nasz. Nie chce udowodnić oczywiście, że przekonanie o byciu sterowanym przez KGB lub kosmitów jest bliższe "obiektywnej prawdy" niż nasze przekonanie, że mamy doczynienia z czubkami. Dla świadomości przyjęcie teorii o byciu sterowanym za pomocą lasera przez panią Jadzię spod szóstki jest jednak bardziej prawdopodobne i mniej traumatyczne niż zaakceptowanie faktu o buncie parlamentu. O czym w następnym odcinku.

ps. Po 10 losowaniu nadal nie miałem pewności, o który słój chodzi. Pewnie cierpię na patalogiczną nieufność wobec  rzeczywistości, albo - co niestety bardziej prawdopodobne - nadal odczuwam skutki niedotlenienia podczas porodu.

piątek, 16 kwietnia 2010
Prawdopodobnie nie masz HIV

Nasze funkcjonowanie w świecie jest w coraz większym stopniu oparte na statystyce i prawdopodobieństwie. Czyli na tym, na czym nasz mózg wychowany na afrykańskiej sawannie w prostych relacjach - coś do zjedzenia vs coś co może mnie zjeść - nie radzi sobie najlepiej. Oto jeden z moich ulubionych przykładów.

Załóżmy, że jesteś lekarzem, który ma oznajmić pacjentowi, że według przeprowadzonego testu jest on zarażony HIV. Miał pecha, gdyż w całej populacji tylko 1% ludzi ma tego wirusa. Jedyne pocieszenie kryje się w fakcie, iz test myli się w 5% przypadków. Czy powiesz pacjentowi, że ma 5% szans na to, że nie jest zarażony?

Zapewne niepotrzebnie przyprawiłeś go o traumatyczne przeżycie, które zapamięta do końca życia. Życia prawdopodonie długiego i zdrowego. To znaczy zawsze może dostać raka, ale szanse na to, że ma HIV wynoszą jedynie 16%.

Jeżeli wiemy, że zainfekowany jest mniej więcej 1% populacji, to znaczy, że na 100 000 osób, tylko 1000 jest zarażonych. Z tego 1000 - 95% otrzyma prawidłowy, pozytywny wynik testu. Z pozostałych 99 000 zdrowych osobników - 5%, czyli 4950 dostanie pozytywny, fałszywy wynik. To  znaczy, że po przebadaniu całej populacji 100 000 osób otrzymamy 5900 osób (950 z pierwszej grupy i 4950 z drugiej), dla których wynik testu był pozytywny, ale z tego tylko 950 jest rzeczywiście zainfekowanych HIV! Daje to 16% skuteczności testu. Pozostałe 84% z pozytywnym wynikiem jest faktycznie zdrowe.

Oczywiście, kiedy po raz pierwszy spotkałem sie z tym zadaniem, odpowiedziałem błędnie. Podobnie po raz drugi. I trzeci. Poza długotrwałym skamleniem upokorzonego ego, mój analfabetyzm statystyczny nie niósł jednak ze sobą żadnych poważniejszych następstw. Gorzej, że powyższe zadanie błędnie rozwiązuje również większość medyków, gotowych zaaplikować pechowemu pacjentowi długotrwałą, szkodliwą,  całkowicie niepotrzebną kurację. przy następnej wizycie u lekarza zapytajcie go, jaki miał stopień ze statystyki na studiach.     

 (przykład zaczerpnąłem z "Black Swan" Nassima Taleba)

Muszę jeszcze wytłumaczyć się z autoplagiatu. Na drugim blogu: www.dymyilustra.blox.pl chciałem promować swój poważniejszy, żeby nie powiedzieć bardziej nobliwy, wizerunek. Niestety nie zaglada tam pies z kulawa nogą (notabene dziwne...). Więc te same teksty będą się pojawiały w obu miejscach. Dla ich uatrakcyjnienia będę jednak zmieniał interpunkcję.      

21:32, lonegunman
Link Komentarze (8) »
poniedziałek, 12 kwietnia 2010
Kronika Zapowiedzianej Śmierci

Trochę nam się pozmieniało przez te dwa dni. Mamy nowego prezydenta, i to bez wyborów. Rosjanie puszczają Katyń w kanale głównym telewizji publicznej, co można porównać do emisji w TVP filmu o Jedwabnem, wyprodukowanego w Izraelu. Inaczej patrzymy na Gosiewskiego i jego dworzec. inaczej patrzymy na Karpiniuka i jego mokre dzinsy na plaży.

Niestety, nie bardzo wierzę  w przemianę duchową narodu. Ale może przynajmniej zmienią się przepisy lotnicze. 

Nie ma żadnych znaków ani proroctw. Gdyby były, oznaczałoby to, że swiat gra z nami w jakąś grę, której zasad nie znamy. Ale...trudno się oprzeć wrażeniu, że sobotnia katastrofa była końcowym rozdziałem Kroniki Zapowiedzianej Śmierci. Tak jak w porządnym dramacie, strzelba z pierwszego aktu, musi znaleźć zastosowanie w ostatnim. W ekspozycji mieliśmy katastrofę śmigłowca z Millerem na pokładzie (przestarzały sprzęt), węzłem dramatycznym był wypadek Cassy (brawura), punktem kulminacyjnym kłótnia prezydenta z pilotem w trakcie kryzysu gruzińskiego (brak procedur). Rozwiązanie widzieliśmy w sobotę.

Mam nadzieję, że pilot po prostu popełnił błąd. Ludzie popełniają błędy i tego elementu nigdy nie uda się w pełni wyeliminować. Jeżeli jednak pilot lądował w Smoleńsku, bo znajdował się pod presją oficjeli, których przewoził na pokładzie (najbliższe lotnisko 350 km dalej, brak szans na dojazd do Katynia), to znaczy, że znowu wyszło polskie  jakoś to będzie, raz kozie smierć, jak trzeba to polski pilot poleci i na drzwiach od stodoły....A wystarczyło po wypadku Cassy wprowadzić zasadę, iż przedstawiciele władz nie podróżują razem, że na lotniskach bez systemu naprowadzania ląduje się tylko przy bardzo dobrej pogodzie, że niezależnie od celu podróży absolutnym priorytetem jest bezpieczeństwo pasażerów, że każda osoba próbująca wpływać na decyzje pilota podlega karze...A może nawet wystarczyłoby przeszkolić pilotów z asertywności.           

ps. Po raz ostatni prezydent jakiegoś państwa zginął w wypadku lotniczym w Rwandzie w 1994.

10:23, lonegunman
Link Komentarze (21) »