Nie ma przypadków, są tylko znaki.
Zakładki:
Moja książka, bo sam ją napisałem.

Jak zostac milionerem w 24 godziny
Zaglądam
Locations of visitors to this page Pagerank dla www.lonegunman.blox.pl
Web Pages referring to this page
Link to this page and get a link back!
View blog authority
visited 28 states (12.4%)
Create your own visited map of The World or website vertaling duits?
poniedziałek, 28 kwietnia 2008
Powracamy po przerwie na reklamę

Po cichu liczyłem na jakieś lamenty: dlaczego tak długo nie pisze, gdzie nowy wpis i tym podobne, ale cóż,...w pewnym wieku człowiek uczy się z godnością znosić tego typu rozczarowania. Podobnie jak rozczarowanie postawą Alana Greenspana, który nie miał drobnych, a właściwie może i by miał, ale był nadawany przez satelitę. Sugerowałem przelew, ale nie podjął tematu. 

Równie dobrze mógłbym Greenspana obejrzeć w domu, ale tak sie złożyło, że oglądałem go w Montreaux, słynącym z tego, że jest jednym z najnudniejszych miejsc na świecie.

Poprzednio byłem w Szwajcarii wiele lat temu, wraz z obecną małżonką (a wówczas oficjalną narzeczoną), wizytując Trudnoświetnego - i bliżej chyba nieznanego na tym forum Picia- zajmujących się naonczas wszechstronną obsługą szwajcarskich wariatów w zamian za kawałek sera i garść siana do spania (tak, to ciekawa historia, ale jej nie opowiem. Dlaczego? Bo nie). Spędziliśmy wtedy urocze dwa dni hasając i zbierając kwiaty na alpejskich łakach i śpiąc w stodole na pożyczonym sianie. W końcu jednak wariaci zorientowali się, że populacja Polaków w Alpach uległa znacznemu procentowemu przyrostowi i przeświadczeni, iż to forpoczta polskiej inwazji, która pozbawi ich sera i słomy, podzielili się z nami delikatną sugestią co do kierunku, w którym powinniśmy się udać w dalszą podróż. 

Podczaj obecnej wizyty nie spałem na słomie, chociaż znowu jadłem głównie ser. I tutaj pojawia się jedno z tych fundamentalnych pytań - czy lepiej być młodym, mieć narzeczoną, żadnych zobowiązań i spać na słomie, czy raczej być starym i głupim.  Na szczęście pytanie retoryczne, bo strzałki czasu się nie odwróci i teraz mogę co najwyżej pozostać starym i spać na słomie.

Uwaga konkurs! Jaką scenę z filmu Epoka Lodowcowa II ilustruje to przedstawienie figuratywne?

Fredie żyje, czuje sie dobrze i zabawia emerytów w Montreaux.

  

Wszystko wydarzyło się w mgnieniu oka. Po chwili nie było już żadnego śladu po łodzi podwodnej, a wokół klombu toczyło się spokojne szwajcarskie popołudnie.

Niespodziewane przejawy uwielbienia dla Wilq'a w Vevey.

piątek, 18 kwietnia 2008
Full Monty

Lonegunman Business TV Broadcasting presents: 

środa, 16 kwietnia 2008
Tourneeeeee

Nieoczekiwanie książka okazała sie wielkim sucesem wydawniczym w krajach arabskich.

 

copyrajt: JoAsia& JaKub

poniedziałek, 14 kwietnia 2008
Popieram globalizację, bo służy ociepleniu klimatu

Przejawy mojej radości z przeceny dolara stają się niepokojące nawet dla mnie. Z braku lepszych pomysłów oraz kasy, kupiłem ostatnio w USA rury PCV. W końcu szkoda okazji, gdy Ameryka wysprzedaje sie za pół darmo. Rury zostały wyprodukowane w Chinach - oczywiście, bo wszystko produkuje sie w Chinach, w obozach pracy - skąd przyleciały do USA, a stamtąd trafiły do niewielkiego państwa w środkowej Europie (właściwie środkowo-wschodniej). Te rury mają własną kartę frequent flyer i dyplom "Zasłużony dla zmian klimatycznych". Zwiedziły więcej świata niż przeciętna rodzina w Rwandzie przez trzy pokolenia.

Po połączeniu rur z dwoma plastikowymi koszami na śmieci, powstaje coś co nazywa się "up-side down tomato garden". Do górnego kosza, od dołu, wsadza się pomidory, które z powodu zaburzeń błędnika (korzeń na górze, łodyga na dole), przyrastają 1 koma 3 raza szybciej niż pomidory bez zaburzonego poczucia równowagi. Dodając do tego efekt cieplarniany spowodowany podróżami lotniczymi rur PCV,  powinienem mieć pomidory wielkości arbuzów w przeciągu 3-4 dni. Wkrótce podzielę się wrażeniami z degustacji.   

wtorek, 08 kwietnia 2008
Blackout

Szykując się do inwazji, wojska NATO odcięły zasilanie w zawsze piastowskim Szczecinie. Podkręcając kaloryfery i z radością korzystając z wszelkich praw człowieka, takich jak oglądanie najnowszych zdjęć Paris Hilton bez majtek w Internecie i hodowanie  raka za pomocą telefonów komórkowych, łączymy się w myślach z tymi wszystkimi, który nieoczekiwanie dla siebie cofnęli się w średniowiecze i w panice próbują stanąć oko w oko z horror vacui spowodowanym brakiem telewizji. Chaos, wojsko na ulicy, brak paragonów w sklepach - pęka krucha skorupa cywilizacji. Za chwilę na deptakach mogą pojawić się nawet słynne szczecińskie  buty na żelazkach. Odwagi,  wsparcie moralne już w drodze, niech się wpisują te miasta, w których nie zgasło światło!   

ps. A przy okazji przeglądania szczecińskiej prasy trafiłem na tytuł zniewalający swoim potencjałem interpretacyjnym: "Wciąż nie wiedzą dlaczego umarli".

psps. Powyższy tytuł wymaga odrobiny wyjaśnienia - otóż, to nie umarli - a także nie nieumarli (w sensie living dead) nie wiedzą dlaczego umarli, ale policja nie wie dlaczego umarli umarli. Ale gdyby to umarli nie wiedzili dlaczego umarli, to byłaby to jeszcze ciekawsza informacja. 

piątek, 04 kwietnia 2008
Nowy wpis
180 minut do weekendu. Nic się nie dzieje.
czwartek, 03 kwietnia 2008
Standaryzuję wpisy

14012 dzień życia. Nie wydarzyło sie nic godnego uwagi.

ps. W sumie coś jednak się wydarzyło. Córka imieniem Aurora próbowała  przejść przez zamknięte, szklane drzwi. Szkło było zbrojone, więc skończyło się na siniakach i obolałej dumie. Dzień wcześniej oglądałem zupełnie substandardowy, durny pseudothriller z Sandrą Bullock pt. Premonition. Jako człowiek oszczędny zawsze oglądam film do końca, nawet jeżeli grozi to holocaustem komórek nerwowych. Jednym z pobocznych wątków filmu jest wypadek córki głównej bohaterki, która przechodzi przez niezbrojone szklane drzwi, przez co nabawia się straszliwych ran ciętych twarzy, a jej matka zostaje pozbawiona praw rodzicielskich (ze względu na niedostateczną opiekę nad potomstwem) i zamknięta w zakładzie psychiatrycznym. Jeszcze wczoraj wydało mi się to głupie.       

środa, 02 kwietnia 2008
Podsumowanie
14011 dzień życia. Nie wydarzyło się nic godnego uwagi.