Nie ma przypadków, są tylko znaki.
Zakładki:
Moja książka, bo sam ją napisałem.

Jak zostac milionerem w 24 godziny
Zaglądam
Locations of visitors to this page Pagerank dla www.lonegunman.blox.pl
Web Pages referring to this page
Link to this page and get a link back!
View blog authority
visited 28 states (12.4%)
Create your own visited map of The World or website vertaling duits?
poniedziałek, 22 marca 2010
Paramonov

I nastał w dniu owym płacz i zgrzytanie zębów w Babilonie, a wszystko to przez konieczność dorocznego wyrównania rachunków z fiskusem. W takiej chwili nic bardziej nie poprawia nastroju, jak skoczna piosenka o ludziach, którzy dzięki swojej determinacji  omijali konieczność płacenia daniny systemowi. Więc dzisiaj będzie Parmonov (tak, tak o hedonistycznym seksie też będzie, ale kiedy indziej, bo boli mnie głowa). Piosenka ta jest przykładem popularnego na Mazowszu nurtu polka-rege-pragafolk. Jej bohater, niejaki Jerzy Paramonow został lokalnym warszawskim Janosikiem, po pewnym niezwykłym spotkaniu w dniu 19 sierpnia 1955 roku. Tego właśnie dnia, Paramonow stanął przed pytaniem, które zapewne w ciężkich chwilach przychodzi każdemu z nas do głowy: Co się stanie, jeżeli doprowadzimy do spotkania ciężkiego przedmiotu  o dużym przyśpieszeniu z głową przechodzącej obok nas osoby? Paramonow, jako człowiek prosty, postanowił znależć empiryczną odpowiedź na tak postawione pytanie. W jego przypadku twardym narzędziem był 23-kilowy młot. Ten fragment legendy brzmi jakoś mało wiarygodnie, bo nawet w Warszawie roku 55, człowiek spacerujący po ulicy z 23-kilogramowym młotkiem musiał wzbudzać pewne zdziwienie, no ale dobrze, młotek był może mniejszy, może ludzie byli wtedy mniej spostrzegawczy, w każdym razie młot ów spotkał się z głową milicjanta czujenie patrolującego ulice. Spotkanie to zmieniło losy zarówno milicjanta, który zaczął odtąd scigać spekulantów i bikiniarzy na niebiańskich pastwiskach, jak i Paramonowa, który wyrósł na  mokotowskiego Che Guevarę, chociaż na szczęście nieskażonego heglowskim ukąszeniem. Ostatecznie Paramonow skończył tak, jak przedstawia to piosenka - tył jego głowy spotkał sie z szybko poruszającym się twardym obiektem w postaci kuli z pistoletu. Po tym spotkaniu Paramonow zmienił się już nie do poznania.

 

Tagi: Vavamuffin
15:39, lonegunman
Link Komentarze (7) »
piątek, 12 marca 2010
Hedonistyczny seks

No wiem, prawie wiosna za oknem, śnieg pada z przerwami, wczoraj widziałem słońce po raz pierwszy od 6 miesięcy, a tu, na blogu albo o depresji albo o eutanazji. Następny wpis będzie już o hedonistycznym seksie (stąd całkowicie usprawiedliwiony tytuł niniejszej notki), ale dzisiaj jeszcze o tekście z czwartkowej (11.03) Rzeczpospolitej.

Wiadomo, Rzepa jest parafialną gazetką redagowaną przez pogrobowców kaczyzmu i wszędzie śledzi przejawy cywilizacji śmierci, ale artykuł o propozycji nowego prawa eutanazyjnego w Holandii, może wywołać u czytelnika pewne realne obawy przed przypadkowym trafieniem do szpitala w tym kraju. Do tej pory tzw. wspomaganie śmierci wymagało w Holandii jakichkolwiek wskazań medycznych. Według właśnie dyskutowanej propozycji, każda osoba po ukończeniu 70 roku życia będzie miała prawo do pomocy w zejściu z tego świata. Co ciekawe, za eutanazję, a nie morderstwo uznaje się w Holandii również usunięcie pacjenta spośród żywych bez jego zgody  (około 1000 znanych przypadków). Ani za eutanazję ani za morderstwo nie uznaje się natomiast uśpienia pacjenta i zaprzestania podawania mu pokarmów (ok. 10 tysięcy przypadków w 2008 roku). Na miejscu każdego Holendra z siódmym krzyżykiem na karku już dzisiaj rozglądałbym się za jakimś przytulnym miejscem do spędzenia reszty życia. Najlepiej w odległości co najmniej 1000 km od najbliższego holenderskiego lekarza.

Podobno Eskimosi radzili sobie z problemem starczej depresji, fundując osobom po 60-tce ekskluzywne rejsy na krze lodowej w towarzystwie niedźwiedzia polarnego.  W Normandii z kolei, podpiłowywano ostatnie szczeble drabiny. Słowa: "No babciu, pora udać się na stryszek", były z reguły ostatnimi słowami słyszanymi przez starsze osoby po tej stronie rzeczywistości.  W Japonii (przynajmniej zgodnie z przekazem Ballady o Narayamie), ludzie świadomi swej nieprzydatności dla lokalnej społeczności, wybijali sobie zęby, co ograniczało mozliwość przyjmowania przez nich pokarmów. Jeżeli to nie podziałało, świadoma ich nieprzydatności lokalna społeczność wynosiła osoby kończące 70-lat (widać tu pewną ciagłość kulturową z  propozycją holenderską) na najbliższą, wysoką górę w okolicy. O ile jednak wszystkie te działania można tłumaczyć trudnymi warunkami życia i koniecznością dokonywania moralnie brudnawych wyborów w imię przeżycia, o tyle w przypadku holenderskim - niezależnie od tego, jak często powtarzane są przy tym słowa o prawie do decydowania o własnym życiu i godnej śmierci, pojawia się dosyć paskudne uczucie, iż nowe przepisy mają raczej pomóc w rozwiązaniu problemów demograficznych, które sprowadzają się do zapewnienia odpowiednio wysokiego komfortu życia tym pozostających po tej stronie.

I dlatego właśnie jestem zwolennikiem globalnego ocieplenia. Nic tak nie poprawia obyczajów, jak dobry potop raz na kilka tysięcy lat.       

  

10:30, lonegunman
Link Komentarze (4) »
piątek, 05 marca 2010
Dropsy na deprechę

Już kiedyś pisałem, ze uważam depresję za stan naturalny, osiągany w rzadkich chwilach trzeźwości. Codzienne funkcjonowanie umożliwia nam ciagły haj serotoninowy. Mamy dużo serotoniny- wstajemy rześko do pracy, nie dostrzegając jej bezsensowności, niczym chomiki wesoło pędzące przed siebie w kołowrotku. Poziom serotoniny spada - widzimy wyraźnie kruchość i nędzę własnego istnienia.
Na szczęście, beztroscy idioci z wysokim poziomem serotoniny mieli w przeszłości więcej dzieci od trzeźwych smętków, więc i nam - ich potomkom, udaje się jakoś funkcjonować. Niestety, ta zgrabna teoria, za którą miałem dostać niedługo Nobla, ma pewne dziury. Otóż, uważa się, że niski poziom serotoniny jest odpowiedzialny za depresję, ponieważ tabletki podnoszące poziom serotoniny, pomagają także wyjść z depresji. Tabletki podnoszą poziom serotoniny, a to poprawia nam humor, więc to brak serotoniny jest odpowiedzialny za depresję, jasne?  

Tutaj następuje jednak zwrot akcji w stylu Shyamalana - tabletki są tak samo efektywne jak placebo. Czy łykamy prozac, czy kulki na mole, efekt jest ten sam (tak długo, jak dajemy sobie wmówić, że kulki na mole to prozac).

Jakoś to w sumie pocieszające. Nie jesteśmy jedynie workiem śrubek i zębatek, ktorym do prawidłowego funkcjonowania wystarczy dolać parę kropel oliwy tu i tam. Nasze samopoczucie nie zależy wyłącznie od jakiegoś związku chemicznego, który moglibyśmy sobie dawać w żyłę lub wdychać z plastikowego woreczka.

Triumf człowieka jako skomplikownego systemu biologiczno-psychologicznego nad prostym modelem człowieka-maszyny byłby całkowity, gdyby nie skuteczność metody leczenia głębokiej depresji. Głęboką depresję leczy się -generalizujac - przez wszczepienie w okolice rdzenia kręgowego małego, elektrycznego przełacznika. Klik - obwód zamknięty, prąd płynie - jestem wesoły, klik obwód otwarty, prąd wyłaczony - jestem smutny. Kill switch. 

poniedziałek, 01 marca 2010
Lonegunman was here

Jakiś czas temu biadoliłem w tym miejscu o kolejnym szatańskim spisku Google'a mającym nas pozbawić przyjemności podróżowania. Panoramio.com pokazuje, że dokądkolwiek pojedziemy, będziemy podążali śladami hord innych bezimiennych poszukiwaczy przygód, którzy zdążyli już sfotografować każdy centymetr kwadratowy Ziemi. Niby jest to spostrzeżenie dość oczywiste, ale jednak panoramio przypomina o nim boleśnie, bo naocznie. No, a skoro z Googlem nawet Chińczykom trudno wygrać, to lepiej dać się zasymilować. Kliknijcie w ten link i wykreślcie te miejsca ze swoich wakacyjnych planów, bo ja już tam byłem, a co było ciekawego do zobaczenia, to sfotografowałem. Nie macie więc już po co tam jechać. Buhahahaha...

11:59, lonegunman
Link Komentarze (7) »