Nie ma przypadków, są tylko znaki.
Zakładki:
Moja książka, bo sam ją napisałem.

Jak zostac milionerem w 24 godziny
Zaglądam
Locations of visitors to this page Pagerank dla www.lonegunman.blox.pl
Web Pages referring to this page
Link to this page and get a link back!
View blog authority
visited 28 states (12.4%)
Create your own visited map of The World or website vertaling duits?
wtorek, 24 marca 2009
Mistrz kierownicy się ślizga - sikłel

Powiem szczerze: nieźle mi wyszedł ten kawałek. Gdybym to ja montował "Katyń", to nawet w kryptokomunistycznych Włoszech, byłby on przebojem.

Poślizgi są trochę słabe, ale autorem tych najbardziej widowiskowych - z obrotami i ryciem trawnika  - byłem ja sam  (jak to ujęła małżonka: a czego się spodziewałeś? W tym wieku? Z tym refleksem?). Żałujcie Państwo, ze tego nie zobaczycie, bo był to najprawdziwszy taniec pingwina na szkle, że tak sobie pozwolę na odrobinę poezji.   

poniedziałek, 23 marca 2009
Mistrz kierownicy się ślizga

Byłem w sobotę na kursie bezpiecznej jazdy. Pan instruktor powiedział, że jeżdżę bardzo ostrożnie i właściwie mogę już czasami próbować wrzucić trzeci bieg. 

Jeźdźiliśmy nowymi Megankami i powiem wam ze smutkiem, że francuska szkoła kontruktorska przechodzi poważny kryzys. Proszę właścicieli nudnych jak buddenbrookowie - volksdojczwagonów, czy też sławiących tak charakterystyczny dla Azjatów indywidualizm- japończyków, o powstrzymanie się w tym momencie od złośliwych komentarzy. Może i produkty koncernu Renault nadawały się do generalki po przejechaniu trasy Warszawa-Pabianice, może silniki miały swoje PMSy, może i  renówki stanowiły łatwy obiekt drwin niegrzecznych chłopcy z Ssangyongów, ale z pewnością miały duszę i piękno tej duszy skłoniło mnie do romansu zarówno z Twingo jak i Scenic'em I, którego -  idąc śladami Kazia Marcinkiewicza - zdradziłem kilka lat później z  młodszą 2-jką.

Najnowszy Megan jest duszy pozbawiony, jak bohater "Lotu nad kukułczym gniazdem" asertywności po lobotomii. Rozpisuję się o tym tak obszernie, bo z wyglądu podobny do  każdego, nowy Megan jest świadectwem tryumfu bezkształtnego masowego gustu nad indywidualizmem. Punk znowu przegrał z disco.

Punk

Disco

cdn.

czwartek, 19 marca 2009
Jak zostać milionerem?

No więc nie umarłem, a trochę się rozleniwiłem i stąd brak wpisów w ostatnim okresie. Żałujcie, bo na ten przykład jakieś trzy tygodnie temu chciałem podać sposób na zostanie milionerem, tylko jakoś czas szybko leci i sposób się zdezaktualizował. Ale i tak jednak dla porządku go podam. Należało 3 tygodnei temu  wziąć milion dolarów kredytu, zamienić go na złote, zainwestować złotówki na giełdzie, wyjąć po dwóch tygodniach, kupić dolary i spłacić dług. Sam tak zrobiłem, tyle, że bez kredytu. Sprzedałem 100 dolców, które dostałem od cioci na 18 urodziny. I mam już 120 dolarów. Pewnie kolejną tak dobrą transakcję zrobię za następne 20 lat.

W ogóle, to chciałbym być poważniej traktowany. Przynajmniej na własnym blogu. Jak napisałem, że powinniśmy dziękować spekulantom walutowym za wspieranie polskiej gospodarki, to doczekałem się bodajże dwóch komentarzy. A i to sarkastycznych. Tymczasem Szwajcaria wkłada właśnie masę pieniędzy w obniżenie wartości franka w celu napędzenia gospodarki. Czyli robi to co nam załatwił za friko Goldman Sachs.

Ale to właściwie wszystko tematy poboczne.

Zostałem ostatnio zaproszony na casting (uprzedzam żarty - nie był to nabór do Czipendejlsów. Ani do Klubu Emeryta, uprzedzając inne żarty). Casting jak casting, każdy w końcu był.  Piszę o nim nie tylko w celach autolansu, ale również żeby pochwalić się znakomitym wyczuciem sytuacji oraz umiejętnością rozpoznania terenu. Po krótkim small talku zacząłem dzielić się z przesłuchującymi swoimi fachowymi opiniami na temat różnych programów telewizyjnych, przy czym skupiłem się na zdrobiazgowej analizie programu X i przyczyn jego porażki telewizyjnej. Zaabsorbowany elokwencją swojego wywodu nie zauważyłem, że w powietrzu rośnie pewnego rodzaju napięcie. Oczywiście okazało się, że był to program robiony przez jednego z przesłuchujących.

Mają zadzwonić.......     

środa, 11 marca 2009
Mad off

- Gadaj Madoff, skąd wziąłeś pomysł wypłacania starym inwestorom pieniędzy wpłacanych przez nowych inwestorów?

- Z ZUSu.  

ps. Przepraszam za złamanie kopyrajtu, ale żart jest so fraking true.....

psps. A oto, na życzenie hjuston tłumaczenie żartu przez Googla:

Wszystkie prawa Madoff! Skąd masz pomysł płacenia początku inwestorów z pieniędzmi od końca inwestorów.

Przyznaję, że nawet śmieszniejsze od mojej wersji.

pspsps. Jeżeli ktoś w ogóle czyta tego blogam, to powinien pamiętać tekst o premierze Pawlaku i jego aktywności w sprawie opcji walutowych. Przetartym przeze mnie szlakiem poszedł "Puls Biznesu": PB tłumaczy zaangażowanie wicepremiera w pilne rozwiązanie problemu opcji. Pawlak zawarł 123 kontrakty terminowe na kwotę 6 mln euro, które miały być zabezpieczeniem przed ryzykiem walutowym. Skorzystanie z opcji nie było jednak dobrym pomysłem. Kurs euro w dwa miesiące wzrósł z 4,02 do 4,25 złotego i trzeba było przełknąć stratę w wysokości 1 mln złotych. (Swoją drogą powyższa notka nie tłumaczy, czy premier P. zawarł te kontrakty jako osoba prywatna, oficjalnie bez żadnego majątku, czy jako premier RP, w celu podratowania finansów państwa).

czwartek, 05 marca 2009
Sens of hjumor

Brytoli nie lubię za wiele rzeczy, wliczając w to wojnę burską i Ketlinga, który co prawda niby był Szkotem, ale chodził w spodniach, a przede wszystkim odbił dżagę Wołodyjowskiemu, za co ten słusznie wysadził go w powietrze. Adopcja Igi Wyrwal też nie poprawiła u mnie notowań wyspiarzy. Ale muszę brytyjskim braciom w Unii oddać duży szacun za bezinteresowne poczucie humoru. Kiedy na przykład ostatnio ładowałem rzeczy do wielkiego roentgena na lotnisku, pan celnik, zamiast zwyczajowego ochrzanu zwrocił mi grzecznie uwagę, że nie mogę trzech toreb bagażu podręcznego ustawiać w piramidkę, bo na pewno się przewrócą, on bedzie musiał wpełznąć po nie do maszyny, a nie chciałby tego robić, bo boi się ciemności. Poczucie humoru celnikow na Okeciu ogranicza się do zrobienia rewizji osobistej (ok, wyłączyłem roentgena, ale to było przez przypadek, poza tym skąd mogłem wiedzieć, że on się nagrzewa pół godziny, w dodatku zeznania świadkow się różniły, a ja przecież znacząco pokazywałem na kolesia w chałacie, może to nie był Arab, ale na pewno Semita).

Od dowcipnego pana celnika udalem sie do samolotu linii British Airways, którym podróżowałem  z liczną grupa rodaków. Szcześliwe ladowanie uczciliśmy tradycyjnymi polskimi oklaskami, zwyczajem popularnym wśrod narodów, ktore przesiadły się do samolotów prosto z furmanek. Angielscy piloci odnależli sie w tym bardzo szybko, właczyli głośniki i zaczeli ryczeć coś w rodzaju: "Hurra! Żyjemy!!! Udało się! To cud, to cud!".  

A ponieważ dawno nie było przerywników muzycznych, więc pora na wyspiarskie disco polo, czyli The Wurzels i Combine Harvester (a na obrazkach angielska, niskobudżetowa wersja "Wojny  świat'ów", czyli "Evil Aliens", też wiele mówiąca o angielskim poczuciu humoru).

poniedziałek, 02 marca 2009
Artykuł wcieleniowy

"Newsweek" puścił tekst o pechowcu, który kupuje mieszkanie na kredyt we frankach szwajcarskich w połowie 2007 roku, wszystkie oszczędności wkłada w fundusze akcyjne, a żona w ciąży z trzecim dzieckiem traci pracę. Leniuch znowu sie przyczepi, ze mało gramatyczne to zdanie, ale dzięki niemu udało mi się streścić 4-stronicowy tekst w 25 słowach (no dobra, nie liczyłem spójników). Opowieść jak z ludowego podania, o nieszczęśliwym rolniku najemnym, który ze zgryzoty powiesił się na suchej gałęzi, spadł na przechodzącego pod drzewem ekonoma, zabił go na miejscu, został skazany i powieszony. Takie opowieści mają nam pomóc przełykać nasz codzienny ciemny chleb goryczy zapijany ciemną kawą desperacji, bo w końcu inni mają gorzej. Katharsis jakie przeżywamy po ich wysłuchaniu wynika z dosyć śliskiego poczucia szadenfrojde i zwykle celuje w nich Fakt, SuperEkspress i Pudelek (od biedy sprawdzają się w tej roli także strony z nekrologami w Rzepie).

"Newsweek" ma trochę inny target czytelniczy i w jego wydaniu opowieść ta jest jednak ciut mało wiarygodna, bo jej bohater kończy wprawdzie w nędzy, ale z mieszkaniem na Ursynowie, 300 tysiącami na lokacie w banku i pensją 6 tys. na rękę. Współczujemy mu, bo dzieci zamiast na Kretę jadą do domku letniskowego dziadków w polskich górach, a mieszkanie musi meblować Ikeą, nie Klerem, ale powiedzmy sobie szczerze, trochę za mało tego na prawdziwą, odświeżającą radość z klęski życiowej bliźniego.


W czasach kryzysu nie można za bardzo wybrzydzac na pracę, więc pomimo moralnych oporów postanowiłem wynająć się na modela u Armaniego (widok na pasaż z tyłu Domów Towarowych Centrum).