Nie ma przypadków, są tylko znaki.
Zakładki:
Moja książka, bo sam ją napisałem.

Jak zostac milionerem w 24 godziny
Zaglądam
Locations of visitors to this page Pagerank dla www.lonegunman.blox.pl
Web Pages referring to this page
Link to this page and get a link back!
View blog authority
visited 28 states (12.4%)
Create your own visited map of The World or website vertaling duits?
piątek, 29 grudnia 2006
Wii!!!!!

Po co ma sie dzieci? To proste. Żeby kupować sobie bez wyrzutów sumienia zabawki, którymi nie mogliśmy się bawić w dzieciństwie. Korzystając z tej życiowej mądrości kupiłem pod choinkę dzieciom tor wyścigowy oraz konsolę Wii. Tor był niewypałem, bo bardzo je pochłonął i nie dały mi się pobawić, ale na szczeście do konsoli muszą jeszcze troche dorosnąć. Jakby ktoś nie wiedział, konsola to taki komputer, tyle ,że nie można zainstalować eMule. Ale, ale...nie mówimy tutaj o zwykłej konsoli lecz o Nintendo Wii (pamiętacie, że Cartman dał się zamrozić, żeby skrócić czekanie na Wii?). Po pierwsze Wii jest prawie nie do dostania. Nintendo zastosowało strategię poźnego Gierka, ograniczającego podaż octu, aby zwiększyć jego konsumpcję. Do Polski dostało sie kilka egzemplarzy, które wypadły z transportu na Białoruś (serio, w planach marketingowych znależliśmy się w jednej grupie z Czadem i Bangladeszem). I jeden z egzemplarzy jest u mnie.

Co robi Wii? To.

W skrócie chodzi o to, że bezprzewodowy pilot Wii nie służy do naciskania przycisków. On JEST przyciskiem. Jeżeli chcesz zagrać w tenisa, musisz użyć go jako rakiety. Jeżeli strzelasz, jest machinegunem, jeżeli boksujesz- rękawicami bokserskimi. Jeżeli Twój sąsiąd z naprzeciwka spojrzy Ci w okna, uzna, że prawdopodobnie już całkiem odpłynąłeś.

No i teraz Nintendo jest mi winne kupę kasy za reklamę, ale daruję im, bo dokopali Microsoftowi. W Stanach ludzie zwracają Xboxy 360, żeby wymienić je na Wii.

Chciałem zamieścić tutaj jeszcze zdjęcie ściany zachlapanej winem z butelki, które nieoczekiwanie stanęła na drodze mojego morderczego forehandu, ale żona w szale poświątecznego sprzątania zdołała już ją zamalować.

Na koniec jeszcze wyjaśnienie skąd tyle zakupów ostatnio. Po pierwsze życie jest krótkie i trzeba byc dla siebie dobrym oraz wspierać światową koniunkturę gospodarczą a po drugie w okolicach grudnia zaczynam planować roczne wydatki na przyszły rok. Żona twierdzi, że jestem psychotykiem. Ja,że lubię kiedy wszystko jest we właściwych rubryczkach. Około 5 grudnia wiem juz ile wydam na kobiety, alkohol i śpiew, ile na pieluchy dla dziecka, a ile na przyjemności. Jeżeli zatem wiem, na co będzie mnie stać w przeciągu roku, dlaczego nie kupić tego od razu w grudniu i mieć to z głowy. Genialne, nieprawdaż?

Ale jak uda mi się ograniczyć zakupy pieluch (próbuję przyzwyczaić syna do jednej zmiany dziennie) to na wakacje kupię sobie to.

22:40, lonegunman
Link Komentarze (5) »
czwartek, 28 grudnia 2006
Gry i zabawy ludu polskiego

Jest znacznie śmieszniej, gdy sie zna postaci z tego filmu, ale i tak enjoy!

ps. Film ma jakieś 10 lat. Zwracam uwagę na urocze szczegóły z epoki - dredy oraz białe skarpetki a'la Michael Jackson w Billie Jean.

09:07, lonegunman
Link Komentarze (27) »
poniedziałek, 25 grudnia 2006
Z cyklu: Co dostałem pod choinkę
15:20, lonegunman
Link Komentarze (3) »
sobota, 23 grudnia 2006
Bóg, wszechświat i wszystko inne

W związku z ogólnym nastrojem świątecznym, nową książką Dawkinsa oraz tzw. duchem czasu modne stały rozważania nad istnieniem bądź nieistnieniem Boga (szczególnie nieistnieniem). Chciałabym w dzisiejszym kazaniu ostatecznie rozwiązać ten problem, podobnie jak kilka mniej ważnych związanych z ontologicznymi podstawami bytu. 

1. Po pierwsze, istnienie Istoty Absolutnej, o której nic nie wiemy, i która w żaden empirycznie dowodny sposób się nam nie objawiła wydaje się absurdem. Z drugiej jednak strony musielibyśmy zgodzić się na istnienie innego absurdu - wszechświata powstałego z kwantowego zawirowania, w którym istnieje 10 do 11 galaktyk, w każdej z nich mniej więcej 10 do 11 gwiazd. Na jednej z krążących wokół tych gwiazd planecie powstało przypadkiem życie, z którego przypadkiem wyewoluowała forma życia zdająca sobie sprawę z absurdalności własnej egzystencji i jak i absurdalności rozmiarów wszechświata, w którym przyszło jej żyć. Wszechświata w stosunku do którego nic, cokolwiek zrobi lub pomyśli, nie ma absolutnie żadnego, najmniejszego, najociupińszego  znaczenia. Szczerze mówiąc obie te wersje wydają mi się równie niewiarygodne lub - co za tym idzie -równie wiarygodne.

2. Istnienie Boga jest jednak z pewnych powodów bardziej "możliwe" od jego nieistnienia. Nasz wszechświat nie jest pierwszym ani ostatnim, który istniał lub będzie istniał. Oznacza to, że istnieje nieskończony ciąg wszechświatów istniejących nieskończony okres czasu. Nieskończoność ma tę ciekawą cechę, że nie tylko wszystko może, ale  wszystko MUSI się wydarzyć. WSZYSTKO. Zatem MUSIAŁA również wyewoluować istota zdolna tworzyć własną wolą nowe światy. Czy ta istota interesuje się ludźmi i w jakim celu, to już zupełnie inna sprawa. 

3. Teoria  ewolucji nie jest linią frontu pomiędzy wiarą a nauką. Kreacjonizm istnieje w dwóch podstawowych wersjach. Wersja hard (Maciej Giertych + czciciele węży z południa Stanów) zakłada, iż ewolucja w ogóle nie istnieje, a wszystkie stworzenia powstały w jednorazowym akcie kreacji. Oznacza to istnienie złego ducha, który dla zmylenia ludzi podsuwa im dowody na zmienność gatunkową. Innymi słowy ta wersja kreacjonizmu jest odmianą satanizmu zakładającego stworzenie świata przez złośliwego Kreatora. Wersja soft kreacjonizmu - tzw. teoria inteligentnego projektu, co prawda uznaje teorię ewolucji, ale mówi, że pewnych etapów ewolucji nie można wytłumaczyć bez zewnętrznej ingerencji. Np. skrzydło jest przydatne dla przetrwania gatunku, gdy umożliwia latanie, a nie gdy jest dopiero zaczątkiem skrzydła. Gdyby rzeczywiście tak było, oznaczałoby to jedynie, że ktoś - Marsjanie, meduzy z mgławicy Andromedy itd. - ingerował w proces ewolucji. Ten "ktoś" uruchomił mechanizm ewolucyjny lecz był on tak niedoskonały, iż wymagał ręcznych poprawek. Z definicji zatem nie mogła to być Istota Absolutna, która takich fuszerek nie popełnia. Dopiero zatem zaakceptowanie teorii ewolucji umożliwia przyjęcie założenia istnienia takiej Istoty.

W trzech akapitach udało mi się udowodnić istnienie Boga oraz pogodzić kreacjonizm z ewolucjonizmem. I to by było, drogie owieczki, na tyle na dzisiaj.

20:07, lonegunman
Link Komentarze (12) »
piątek, 22 grudnia 2006
Skorpion w wannie

W wannie pojawił sie karp.

Córa: tato, tato, chodź zobacz skorpiona!

- Skorpiona? Skorpiona to wole nie oglądać...

- Hmmm..., może to i nie skorpion, może to jakaś inna ryba?

22:59, lonegunman
Link Dodaj komentarz »
Kto rządzi światem?

Jak wiadomo światem rządzi spisek. Ale kto rządzi spiskiem? Kim jest tajemniczy Numer Pierwszy? Po raz kolejny, poprzez głosowanie, rozwiążemy jedną z wielkich zagadek cywilizacji.

22:58, lonegunman
Link Komentarze (3) »
Nareszcie wszystko rozumiem

Wszystkie sznurki prowadzą do Klubu Bildeberg. Myśl, że Andrzej Olechowski sprawuje funkcję  jednego z tajnych władców świata jest przerażająca. Bardziej przerażająca mogłaby być tylko informacja, kto kieruje Illuminatami. Osobiście obstawiam Fidela Castro lub Edgara Gosiewskiego.

09:40, lonegunman
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 18 grudnia 2006
Oświadczenie
Nie mam dzisiaj nic do powiedzenia.
10:31, lonegunman
Link Komentarze (3) »
piątek, 15 grudnia 2006
Z blogu/bloga/blogi Adolfa

Kontynuując wątek banalizmu blogowego jako kolejnej formy ekspresji artystycznej:

Wstałem wcześniej, żeby poćwiczyć "Sieg heil". Nie jestem pewien, czy powinieniem robić szeroki zamach z prawej strony, czy raczej sprężynujący wymach z okolic serca. Czy to jednak nie nazbyt melodramatyczne? Z drugiej strony Hermann mówi, że kiedy podnoszę rekę z okolicy paska, to wyglada tak, jakbym zamawiał piwo.

Trochę rysowałem.  Głównie pastele. Muszę zamówić więcej  czarnych i czerwonych kredek. I rozwiązać ostatecznie kwestię żydowską.

Obowiązki i obowiązki. Wysiada mi gardło po tych parteitagach. Powinienem więcej pracować przeponą. Tak twierdzi Benito. Chce, żebym mu przysłał wagon prawdziwych Niemek. Ale ci Włosi wcale mi nie wygladają na prawdziwych aryjczyków, o nie mein Herr, o nie....

Po południu głaskanie dzieci po głowach. To mnie uspokaja. Jedna z dziewczynek spojrzała na mnie tak jakoś po żydowsku. Na wszelki wypadek kazałem wysłać jej rodzinę do obozu.

Dzisiaj Rudolf przyszedł na spotkanie z pudlem. Powiedziałem mu, że tylko owczarek niemiecki jest godzien lizać rekę prawdziwego Niemca. Rudi bardzo się przejął. Obiecał, że natychmiast zastrzeli psa i żeby wzmocnić ciało i ducha odtąd bedzie mył zęby opiłkami żelaza. Mam wrażenie, ze żartował. To podstępna świnia. Na wszelki wypadek odnajdę swoją kolekcje strun fortepianowych.

09:21, lonegunman
Link Komentarze (7) »
czwartek, 14 grudnia 2006
Gdzie się podział Hubert H.?

Hubert H. nie pojawił się na odczytaniu wyroku w sprawie obrazy prezydenta.

09:00, lonegunman
Link Komentarze (2) »
środa, 13 grudnia 2006
Kolejny dzień, kolejny krok

Właśnie przeczytałem we Wprost, że ludzie poszukują na blogach przede wszystkim banalizmu. Wstałem, zrobiłem siusiu, umyłem uszy, zbiłem żonę itd, itd. Blox to odwrotność "Gali" - to potwierdzenie sensu swojego istnienia, poprzez przekonanie się, iż życie innych ludzi jest równie banalne i pozbawione znaczenia. Ale także poszukiwanie piękna w codzienności i powtarzalności pewnych rytuałów. Coś w tym pewnie jest.

Spotkałem sie dzisiaj z L. na kawie. Jak zawsze zamówiłem latte. Nie wiedziałem, czy wziąć normalny cukier, czy ten z trzciny cukrowej. Jest zdrowszy. Ale wszyscy biorą z trzciny. Nie można bezrefleksyjnie płynąć z prądem. Wziąłem słodzik. Bełtałem mleko w filiżance i słuchałem L. Potem poszliśmy do mnie na jeszcze jedną kawę. Nastawiłem ekspres. Lubię tą całą ceremonię przygotowywania kawy. Wahałem się, czy dać 3 czy 4 łyżeczki kawy. Na wszelki wypadek dałem 5. Najwyżej rozwodnię. L. cały czas mówiła. Nie wiem o czym. Zaletą kobiet jest to, ze świetnie zagospodarowują sobie czas, jeżeli pozwolić im się wygadać. Zrobiłem koreczki z rzodkiewką i serem. Później wyciałem L. wątrobę i podsmażyłem na goracej patelni, żeby pozostała soczysta. Skończyło się chianti. Musiałem wyskoczyć do Geanta. Nie było chianti. Rozbiło mnie to całkowicie. Mija kolejny dzień, kolejny krok w strone światła wykonany. Dołuje mnie to wszystko.  Odgrzałem watróbkę w mikrofali i otworzyłem piwo.

09:19, lonegunman
Link Komentarze (12) »
poniedziałek, 11 grudnia 2006
Gadżety

Jestem gadżeciarzem (nie Hjuston, nie gazeciarzem). Jest to mój jedyny nałóg. Oprócz alkoholu. I tego, czego poseł Łyżwiński nie robił z p. Aneta. I filmów z potworami. I nietrafionych inwestycji giełdowych. Powiedzmy zatem, że jest to jeden z moich nielicznych nałogów. Nałóg ten, jak to nałóg dostarcza więcej rozczarowań niż przyjemności. Po rozpakowaniu z pudełka okazuje sie, ze gadżet co prawda może zastąpić pilota do telewizora, ale trzeba do rzeczonego telewizora podejść na 20 cm albo wymaga up-datowania albo dokupienia 10 różnych przystawek albo działa tylko na napięcie stosowane w Emiratach Arabskich albo wydaje z siebie niepokojace dźwięki itd itd. W związku z powyższym gadżet ląduje w szufladzie, i przypominam sobie o nim ponownie po roku, kiedy już rozpowszechnił się nawet w Białymstoku i Galerii Mokotów, co stanowi widomy sygnał, że jest już absolutnie passe i wypada go pokazywać publicznie jedynie ubranym w dres kupiony na Jarmarku Europa. 

Czasami jednak zdarza się rodzynek wynagradzający wszelkie przeszłe rozczarowania. Takim rodzynkiem są szok-tanki. W pudełku znajdują się dwa sterowane bezprzewodowa tanki (stąd nazwa, gdyby sie ktoś nie domyślił) oraz dwa piloty do tychże tanków. Tanki strzelają do siebie podczerwienią albo czymś innym, czego w każdym razie  nie widać. Jeżeli trafisz w tank przeciwnika, gaśnie mu jedna lampka (tankowi, nie przeciwnikowi) oraz - i tutaj zaczyna sie fun - kontroler przeciwnika razi go prądem. Nie takim, żeby go zabić, co też byłoby interesujące, ale dostatecznie silnym, żeby zawył z bólu. Oczywiście działa to także w druga stronę. Przyjemność z zabawy porównywalna jest z przyjemnościa dłubania językiem w bolącym zębie. Trudno się powstrzymać.

Właściwie jedynym minusem jest dotkliwy brak partnerów do gry.

12:41, lonegunman
Link Komentarze (6) »
wtorek, 05 grudnia 2006
Praca dla Marcinkiewicza
10:25, lonegunman
Link Komentarze (8) »
poniedziałek, 04 grudnia 2006
Ostateczny cel istnienia

Właśnie przypomniało mi sie, że to ja wymyśliłem blogi. Nawet dokładniej fotoblogi. Wymyśliłem też, używając dwóch pudełek po paście Kiwi oraz 10 metrowego sznurka, Internet, ale w tej konkurencji nie miałem szans z amerykańskimi militarystami. A fotoblog wymyśliłem w zamierzchłych czasach, gdy Gopher i Telnet wydawały się przyszłością Sieci. Znajomi pukali się w czoło i pytali: no, ale po co to komu na co!? Hannibalowi też powtarzano: eeee... słonie? Już lepiej hipopotamy....Po prostu wizjonerzy muszą trafić w swój czas. A tamten protoplasta fotoblogów pewnie jeszcze gdzieś istnieje w czeluściach Internetu.

Do powyższej sentymentalnej podróży skłonia mnie Hjuston, która zaczęła pisać recenzje innych blogów (w wyniku długotrwałych negocjacji z użyciem pogróżek i szantażu, udało nam się ostatecznie dopracować treść i formę recenzji również niniejszego blogu). Sądzę, że to nowy trend, z dużymi szansami na masowe upowszechnienie. Już wkrótce powstaną specjalistyczne blogi poświęcone wyłącznie opisywaniu innych blogów, blogi zbierające najlepsze wypisy z innych blogów, a także blogi z wypisami z blogów z wypisami. Ostatecznie powstanie blog, w którym znajdzie sie sama esencja wyciśnięta z najlepszych blogów na planecie. W tym superblogu ogniskującym całą ludzką inteligencją znajdzie się odpowiedź na każde możliwe pytanie. I wtedy właśnie nastąpi koniec świata.

10:40, lonegunman
Link Komentarze (3) »
sobota, 02 grudnia 2006
Wtopa życiowa

U iganieckiej rozpoczęła się dyskusja nt. największego życiowego upokorzenia. Moje upokorzenia zaczynają się właściwie tuż po opuszczeniu domu. Jeżeli coś może się zgubić, zerwać, zaginąć, połamać, pojechać w innym kierunku, opryskać mnie, pokłuć, pokąsać, pożreć, to na pewno to zrobi. Kiedyś w Amsterdamie stwierdziłem na przykład, że o tej samej godzinie i minucie odlatują dwa samoloty do Warszawy. Z dwóch końcow najbardziej cholernego lotniska w Europie.  Ponieważ wyraźnie zaszkodziła mi jedna z bardzo popularnych w tym mieście piaskowych babeczek (smak był dziwny, chyba dodaja do nich jakis ziół) nie byłem w stanie ustalić, czy i który z nich jest moim urojeniem, a do którego mam wsiąść. Wszelkie pytania i watpliwości wkrótce jednak minęły, gdyż ujrzałem transcendentne piękno wygaszacza Windows, tzw. psychodelicznej piłeczki, odbijajacej się od ścian monitora pana od kontroli paszportowej. Odciągneli mnie stamtąd po pół godzinie. Ale Holendrzy to mili ludzie. Zanieśli mnie na pokład i nawet zapieli pas. Moje bagaże poleciały do Moskwy.

Ale w życiu trzeba byc twardym a nie miętkim. Jak robię się miętki, to przypominam sobie o Człowieku-Katastrofie. Człowieku, od którego mogę jedynie uczyć się jak pomylić drogę, zgubić bagaże, czy też wyruszając w podróż dookoła świata zostawić portfel i paszport w autobusie pełnym rumuńskich Cyganów. Pamięć o nim ratuje mnie w sytuacji, gdy jestem gotów paść na kolana i krzyknać: Why!? God! Why me!!??

23:11, lonegunman
Link Komentarze (13) »