Nie ma przypadków, są tylko znaki.
Zakładki:
Moja książka, bo sam ją napisałem.

Jak zostac milionerem w 24 godziny
Zaglądam
Locations of visitors to this page Pagerank dla www.lonegunman.blox.pl
Web Pages referring to this page
Link to this page and get a link back!
View blog authority
visited 28 states (12.4%)
Create your own visited map of The World or website vertaling duits?
czwartek, 29 listopada 2007
Jaka to melodia

Dzięki za słowa wsparcia itp, itd. Tzn. technicznie nie było to wsparcie, raczej utwierdzanie mnie w przeczuciu nadchodzącej katastrofy, ale dzienks, jakby powiedziała najpopularniejsza polska wokalistka o dużej inteligencji zawdzięczanej dwóm zapasowym mózgom. Prawda jest taka, że przeżywam jakies przedporodowe stresy, coś jak Rosemary  dziewięć miesięcy po seksie bez zabezpieczeń z diabłem.

Bez zbędnej kokieterii - w zamyśle KSIĄŻKA miała uczyć bawiąc i bawić ucząc. Po 276 sczytaniu dochodzę jednak do wniosku, że część edukacyjna stoi na poziomie Elementarza Falskiego, a zabawowa o oczko wyżej od kabaretu Klika.  Młodszym czytelnikom muszę wyjaśnić, iż kabaret Klika jest najmniej zabawnym kabaretem na świecie. Dobrze ilustruje to następujacy wpis na ich site'cie:

Jest Pan/Pani

osobą na naszej stronie.

Klika jest perwersyjnie nieśmieszna. Nie znam nikogo z przynajmniej jednym funkcjonujacym neuronem, komu drgnęła by warga podczas ich występu.  Ogladając ich wpadam zawsze w ten dziwny stan, będący mieszaniną zażenowania, zdumienia i wrażenia, że zaraz eksploduje mi głowa.  No więc KSIĄŻKA stoi o jeden punkt procentowy wyżej (będę się upierał, że stała o dwa wyżej przed korektą cioci). Ale ok, dosyć użalania się nad niemocą twórczą. Jest jeszcze na świecie dużo kiwających sie stołów.

Anyway, zamiast laurki, przygotowałem dla was własnoręcznego klipa. Trochę już uprawiam kanibalizm, bo zdjęcia się powtarzają, ale chodziło o to, żeby pozwolic wygrać się tej pięknej melodii do końca (uwaga techniczna: nagranie nie jest w hi-fi, trzeba dobrze podkręcić dzwięk, żeby coś usłyszeć).

 

środa, 21 listopada 2007
Dancing with dolphins

Cholerne delfiny. Nie chciały się bratać, ani zdradzać tajemnic Atlantów.

Tak czy inaczej punkt 23 ze "100  spraw przed śmiercią" zaliczony. Delfiny były dobrze wyszkolone, za wiadro śledzi przepłynęły mi nad głową w tę i z powrotem, ale jakiś międzygatunkowych przeżyć metafizycznych brakowało. Wyraźnie znudzone odbębniały 8-godzinny dzień pracy. Zwykle zresztą tak bywa, że rzeczywistość nie dorasta do naszych oczekiwań (to właśnie po kontakcie z tą gejowską odpowiedzią na rekiny, tego typu głębokie refleksje przychodzą mi do głowy).

Możecie sobie wydrukować to zdjęcie i użyć jako szablonu na ręcznik plażowy albo majtki.

Do pewnego stopnia powściągliwość delfinów w kontaktach może tłumaczyć brandem pianki, w którą zostałem zapakowany.

One dolar, pliz, mister, one dollar...

Znajdź rybę na powyższym obrazku.

I na koniec piosenka tygodnia. Urywa sie w najciekawszym miejscu, bo w tym momencie utopiłem aparat. Serwis udało mi się przekonać, że pokrywająca go gruba warstaw soli pochodzi z "krystalizacji aerozoli morskich".

poniedziałek, 19 listopada 2007
Masada więcej nie upadnie - cz. 2

Masada z lotu gołębia.

Herod umarł w męczarniach, wypuszczając ropę wszystkimi otworami ciała, a wcześniej mordując w paranoicznym szale znaczącą część populacji Judei. I tak się skończyły jego marzenia o spokojnym życiu na wsi. Marzenia zwykle się tak kończą. Szczególnie, jak ktoś się narazi gołębiom.

W 66 roku do zajętej przez niewielki rzymski garnizon fortecy nadciągają sykariusze, będący radykalnym odłamem zelotów. Jeżeli zelotów porównać do PiSu, to na czele sykariuszy stałby Antoni Macierewicz. Nazwa "sykariusze" wzięła się stąd, iż było to bardzo tajne stowarzyszenie i jego członkowie cały czas sykali na siebie: pst, pst...Większość historyków (tzn. właściwie wszyscy) optuje jednak za drugim wytłumaczeniem nazwy, która wzięła się od sztyletów, którymi sykariusze dźgali Rzymian i współpracujacych z nimi Żydów (sykariusze dzierżą zaszczytny tytuł pierwszego ugrupowania terrorystycznego).

Wracając do głównego wątku: sykariusze osiedlają się w Masadzie i aż do 72 roku mają w zasadzie spokój. Po 6 latach Rzymianie sobie o nich przypominają i nadciagają w sile ok. 15 tysięcy ludzi (w tym 9 tys. niewolników) pod Masadę. Na widok twierdzy, Flawiuszowi Silwie - dowódcy Rzymian- wyrywa się francuskie przekleństwo: sakreble. Niewykluczone nawet, że niejeden z jego żołnierzy mruczy w tym czasie pod nosem: motyla noga! Forteca wydaje się nie do zdobycia. Na dodatek sykariusze mają duże zapasy wody i pieczone gołąbki wpadające do gąbki.

Flawiusz nie jest jednak słabiakiem. Przez osiem miesięcy jego niewolnicy usypują obok Masady drugą górę, którą najlepiej charakteryzuja słowa: zarąbiście wielka.

Sztuczna góra ma służyć za rampę dla wieży oblężniczej. Pomimo nieustannego bombardowania gołebim nawozem, Rzymianie podchodzą pod mury Masady. Burzą katapultami mur kamienny, podpalają umacniany słomą wewnętrzny mur gliniany i ... idą spać (żeby nie płacić nadgodzin żolnierzom).

W tym czasie w twierdzy, Eleazar ben Jair, przywódca sykariuszy przedstawia szczwany plan przechytrzenia Rzymian. 960 sykariuszy (łącznie z kobietami i dziećmi) postanawia popełnić samobójstwo. Ponieważ w religii żydowskiej samobójstwo jest grzechem, zostanie ono popełnione w sposób twórczo łączący idealizm z realizmem. Sykariusze losują spośród siebie dziesięciu, którzy zamordują pozostałych  (100 mężczyzn, kobiet i dzieci do zabicia na jednego wylosowanego). Następnie spośród tych dziesięciu wylosowany zostaje jeden, który zabija swoich towarzyszy mordu, sam popełniając na koniec samobójstwo i skazując się tym samym na wieczne potępienie dla dobra ogółu.

Głupi Rzymianie nie zorientowali się, że po drugiej stronie Masady kursuje kolejka linowa.

Rano, Flawiuszowi wkraczającemu do Masady powtórnie wyrywa się przekleństwo: sakreble!. Spośród prawie 1000 osób znajduje przy życiu jedną (lub według innych źródeł dwie) kobietę i kilkoro dzieci, które ukryły sie w kanałach fortecy.

Masada staje się po dwóch tysiącach lat legendą założycielską państwa Izrael. Co roku, poborowi wojsk pancernych skladają tutaj uroczystą przysięgę, gwarantującą iż Masada więcej nie upadnie.

Nie miałem zdjęć pancerniaków, więc dałem dziatwę szkolną śpiewająca: Pamiętamy Masadę, skopiemy tyłki wszystkim Arabom.

Legenda ma jedną słabą stronę: nikt nie wie, co naprawdę wydarzyło się w Masadzie.   Nie wiadomo nawet, czy i ilu sykariuszy przebywało w twierdzy (według niektórych historyków, była tutaj jedynie siedziba bandy napadającej na przejezdnych - coś w rodzaju głównej kwatery 40 rozbójników). Podczas wykopalisk znaleziono tylko 25 szkieletów (które pochowano z wielka pompą  podczas specjalnej propaństwowej uroczystości). Prawdopodobnie były to jednak pozostałości rzymskiego garnizonu zaskoczonego przez sykariuszy.

Na samej górze widać dziurę w murze, innymi słowy nie widać muru, bo jest tam dziura.

Ok, moja wersja (nie mająca żadnego poparcia w faktach) jest taka: w czasie gdy Rzymianie udają się na spoczynek, sykariusze po cichu wychodzą z twierdzy, przekupują strażników i ruszają do Chełmna. Rankiem Flawiusz znajduje opuszczona twierdzę. Klnie: sakreble i myśli o gniewie cezara, który zaplanował udekorowanie Pustyni Judzkiej tysiącem wspaniale płonących żywych pochodni. W desperacji wymyśla legendę o masowym samobójstwie obrońców. Po czym pakuje sie i odchodzi. Mimo, że nieprawdziwa, ta wersja bardzo mi odpowiada.

czwartek, 15 listopada 2007
Masada więcej nie upadnie - cz. 1

Zmęczony chłodnymi wieczorami w Jerozolimie oraz ponawiającymi sie próbami pozbawienia go przydatnych do życia i rozrodu organów, król Herod (ten sam co chodzi z gwiazdą i turem) postanowił wybudować sobie domek letniskowy nad Morzem Martwym.

Lokalizację domku wybrał na górze piasku, którą najlepiej chyba charakteryzują słowa: zarąbiście wielka. Od strony północnej Herod wybudował niewielki pokój gościnny. Wstając rano jego gość widział coś takiego:

(tylko barierka była w innym kolorze)

A jak spojrzał w lewo, to coś takiego:

Morze w tym czasie było większe, więc obrazek zawierał jeszcze pokaźniejszą dawkę kiczu.

Szczwany Herod zbudował  swój domek nieco wyżej, żeby mieć bliżej do wygódki na szczycie góry.

Ponieważ Masada wznosi się w miejscu, które najlepiej chyba charakteryzują słowa: zarabiście suche, Herod postanowił wybudować sobie tutaj basen.

W tym celu musiał zmienić bieg kilku rzek, które od tej pory wpadały do zbiorników wykutych w skale poniżej Masady, a stąd były transportowane wyżej tzw. kolejką osiołkową.  Biorąc pod uwagę temperaturę, masę transportowanej wody i wysokość, zużycie osiołków musiało następować dość szybko. Woda z osiołków trafiała do systemu kanałów biegnacych pod Masadą, a docelowo do cysterny wykutej w skale, którą najlepiej chyba charakteryzują słowa: zarąbiście wielka. 

Trick polegał na tym, że co prawda Masada wznosi się ponad 400 metrów nad poziom Morza Martwego, to jednak leży w depresji (tak, tak Herod często wpadał tutaj w depresję), więc otaczające ją góry, z których spływała woda leżą znacznie wyżej. Nie chce tutaj wchodzić w szczegóły techniczne.  Gdybym nawet je rozumiał, to nie potrafiłbym obrazowo przedstawić, ale koniec końców Herod miał na górze leżącej na środku pustyni bieżąca wodę.

Oprócz basenu Herod miał na swojej górze między innymi salę kina domowego z nagłośnieniem Bang&Olufsen oraz liczne gołębniki. I tutaj mały konkurs - do czego Herodowi potrzebne były gołębie?

Kilkanascie lat po śmierci Heroda, Masada stała sie żydowskim Kamieńcem Podolskim, ale o tym opowie już następny odcinek dla świnek.

poniedziałek, 12 listopada 2007
Amster-damn!

Miłe miejsce, gdyby nie ci wszyscy lewicowi liberałowie, eutanujący na haju staruszków, żeby na ich grobach świętować swoje homoseksualne zaślubiny.

Domy tutaj są tak samo krzywe jak moralność ich mieszkańców.

Od ostatniego pobytu (opisanego we wpisie "Lonegunman po drugiej stronie lustra, czyli bad trip") zmienił się tutaj jedynie wygląd sikaczy publicznych. Poprzednio miały one osłony na wysokości bioder. Nowe, ztuningowane model osłony już nie posiadają, co może prowadzić przy wietrznej pogodzie do wielu przezabawnych interludzkich reakcji. Mimo głośno deklarowanego równouprawnienia rzekomo panującego w Holandii, nie spostrzegłem damskich modeli sikaczy. Chyba, że wszystkie kobiety zostały już wyposażone w stosowne lejki. 

A na Schiphol-skoro już jesteśmy w temacie kanalizacyjnym -nadal muchy w pisuarach.

Nie wpadłem do coffee shopu ani na live show. Chyba rzeczywiście się starzeję. Tzn. właściwie byłem i tu i tu, ale jakoś bez przekonania, bardziej z poczucia obowiązku. Kupiłem  trochę hempowych herbatniczków, które zjemy z żoną, maczając je w ciepłym mleku i oglądając kolejny odcinek "Plebanii".

Live show uświadomił mi, że grubi i brzydcy ludzie też uprawiają seks. Było to w jakiś sposób kojące doświadczenie.

Sprzedawca na lotnisku, widząc mój paszport, z dobrze udawaną zazdrością wypalił: "Poland! Land of opportunity!". Niby wiem, że to samo mówi Wietnamczykom, Rumunom, Boliwijczykom i mieszkańcom Kongo, ale jednak....no wiecie....miło...

ps. Następny wpis - powracający do głównego, syjonistycznego wątku - jak tylko skończę podróżować po kolejnych krajach, przemierzanych w ciągłym poszukiwaniu straconego czasu. Tym razem przede mną ojczyzna szybko tyjących kobiet.

wtorek, 06 listopada 2007
FUBAR

Dzisiaj nie bedzie żartów, więc można nie czytać.

Fubar (fucked up beyond all repairs) to słówko, które poznałem niedawno i jak ulał i ta lala pasuje do sytuacji w Izraelu. Sytuacja ta wyglada mniej więcej tak, jakby na tzw. piastowskich Ziemiach Zachodnich nadal mieszkali Niemcy, stanowiąc ponad 50% ludności Polski, a samo państwo niemieckie co pewien czas postanawiało wysłać w naszym kierunku pociski dalekiego zasięgu.

Parabola jest dosyć odległa, ale nic lepszego nie przychodzi mi do głowy. Jeżeli spojrzeć na mapę grup etnicznych Izraela i terytoriów okupowanych, to wychodza puzzle, z których jednak nie da się stworzyć żadnej układanki. Ruszając z Jerozolimy nad Morze Martwe wjeżdża się na Zachodni Brzeg (mimo, że poruszamy się na wschód). Zachodni Brzeg rządzony jest przez Fatah (Żydzi uważają, że żyją tutaj  "dobrzy Arabowie", gdyż zagęszczenie terrorystów na metr kwadratowy jest tu mniejsze niż w Gazie, ale i tak ogrodzili ich na wszelki wypadek murem).

Tutaj widzimy mur oddzielający Zachodni Brzeg od Izraela. Kilometr muru kosztuje ok. 2 mln dolarów.

Ten sam mur w wersji optymistycznej.

Jadąc na południe dotrzemy z kolei do Gazy (też należącą do Autonomii), ale tam już nie wjedziemy. A jak wiedziemy, to na pewno ktoś nas zastrzeli - albo Arabowie z ziemi albo Żydzi z powietrza. Gaza jest rozległym więzieniem, w którym egzystuje 1,4 mln ludzi śledzonych non stop przez 6 żydowskich satelitów i kilka sterowców. Gaza rządzona jest przez Hamas, który najchętniej utopiłby Żydów w ich własnej krwi. Gaza sąsiaduje bezpośrednio z Egiptem, którego część de facto stanowiła. Izrael byłby może i skłonny oddać Gazę Egiptowi, ale coraz słabszy egipski reżim jej już nie chce, bo nie ma pomysłu co zrobić z ponad milionem wyszkolonych w walkach ulicznych radykałów.

Mamy zatem Izrael właściwy (tzn. ten w granicach z 1948 roku), który i tak nieuznawany jest przez większość krajów arabskich (obywatelowi syryjskiemu grozi np. ciężkie więzienie za jakikolwiek kontakt - w tym mejlowy - z obywatelem Izraela), mamy całkowicie poszatkowany Zachodni Brzeg, w którym sa obszary kontrolowane przez Autonomię Palestyńską (ale inną partię niż w Gazie) i obszary kontrolowane wspólnie przez Autonomię i Izrael, mamy drogi pozostające pod kontrolą Izraela, mamy Gazę, i mamy dzielnice arabskie w samym Izraelu (zamieszkane przez Arabów z izraelskim obywatelstwem lub jedynie z tzw. jerozolimskim id).

Żydowskie więzienie na Zachodnim Brzegu (czyli teoretycznie na obszarze kontrolowanym przez Palestyńczyków). Płot widoczny na pierwszym planie jest cześcią muru oddzielającego Palestyńczyków od Żydów, więc właściwie widzimy tutaj więzienie w więzieniu.

Fajnie byłoby powiedzieć, że to Żydzi są bad guys albo, że wszyscy Palestyńczycy to terroryści, bo to pomogłoby znaleźć jakiś drogowskaz w tym chaosie.  Tę drogę wybiera wielu ekspatów z Europy pracujących dla Autonomii (na zlecenie Komisji Europejskiej lub innej zacnej instytucji) i nie kryjących sie z poparciem dla Palestyńczyków (wyrażają swoją pogardę dla państwa Izrael na przykład nie witając się z Żydami tradycyjnym "szalom").  

Żydzi, między innymi na odstawie kontaktu z takimi ludżmi (chociaż nie tylko z powodu braku "szalom"), uznają, że świat i tak nie chce zrozumieć ich racji, więc mają w nosie opinię publiczną. Ich racja jest natomiast taka, że żyją otoczeni państwami, których oficjalną ideologią jest eksterminacja Żydów, w związku z czym uważaja, że mogą podjąć wszelkie działania dla ochrony własnych obywateli. Tyle, że w telewizji widać, jak uzbrojeni w najnowocześniejszy sprzęt żołnierze strzelają do chłopców z butelkami z benzyną.

Racja Palestyńczyków jest taka, że chcą własnego państwa. Tyle, że nigdy go nie mieli. Zawsze znajdowali się pod okupacją brytyjską, jordańską lub egipską. Tzw, Autonomia Palestyńska funkcjonuje jedynie dzięki pomocy miedzynarodowej. Unia Europejska płaci np. bezpośrednia płace policji palestyńskiej, a także np. za paliwo do elektrowni. Aparat administracyjny Autonomii praktycznie nie istnieje. Przeszło 10 mld euro przekazane Palestyńczykom (czyli jakieś 2500 euro na głowę) zostało w większości zdefraudowane lub zmarnowane. Gdyby Żydzi rzeczywiście pozwolili Palestyńczykom na stworzenie nieoperetkowego, niezależnego państwa, to powoliliby jednocześnie na powstanie wewnątrz własnego kraju enklawy III świata.

Typowy dwusoobowy pojazd terorystyczny zaopatrzony w karabin automatyczny

Oficjalnie Izrael opowiada się za wycofaniem z terytoriów okupowanych. Nieoficjalnie robi wszystko, by to wycofanie było trudne lub niemożliwe, budując nowe osiedla żydowskie (jeżeli jakieś osiedle leży na wzgórzu, to z dużą pewnościa można powiedzieć, ze jest żydowskie, jeżeli w dolinie, to palestyńskie). Obie strony grają w gigantyczne go, w którym chodzi o to, żeby okrążyć przeciwnika i jeszcze bardziej zagmatwać sytuację.

ps.W następnym odcinku odchodzimy od nudnych rozważań geopolitycznych i pokazujemy dziewczynę, która brała do buzi.
poniedziałek, 05 listopada 2007
Piosenka tygodnia - Bezimienny koń