Nie ma przypadków, są tylko znaki.
Zakładki:
Moja książka, bo sam ją napisałem.

Jak zostac milionerem w 24 godziny
Zaglądam
Locations of visitors to this page Pagerank dla www.lonegunman.blox.pl
Web Pages referring to this page
Link to this page and get a link back!
View blog authority
visited 28 states (12.4%)
Create your own visited map of The World or website vertaling duits?
piątek, 26 lutego 2010
Jak to na wojence ładnie
Newsweek podaje, iż wojny przyczyniają się do poprawy średniej długości życia mieszkańców krajów, w których wybuchają.  Kraje takie stają się bowiem obiektem zainteresowania międzynarodowych organizacji pomocowych -  dzieci dostają szczepionki,  mężczyżni leki na przerost prostaty, a kobiety błyszczyki do ust. Podejrzewam, że długość życia mieszkańców bezpośrednio zaangażowanych w konflikty ulega pewnemu skróceniu, ale stanowi to trudny do wyeliminowania koszt poświęcenia się dla dobra innych. Po prostu altruizm krewniaczy w działaniu. Nie bardzo wiem, jaką dobudować pointę do tej informacji. Może zamiast tego podam inna ciekawostkę - na Haiti przed trzęsieniem ziemi przebywała armia 10 tysięcy pracowników organizacji pomocowych. Obecnie ta liczba sięga zapewne 100 tysięcy. Takie obciążenie płyty tektoniczne grozi wstrząsami wtórnymi.

ech...lata 80-te. Mieliśmy prawo słuchać każdego crap'u...

09:17, lonegunman
Link Komentarze (5) »
poniedziałek, 22 lutego 2010
Dowód na nieistnienie
Czasami, kiedy męczy nas niepokój egzystencjalny lub kac, a zwykle te stany idą ze sobą w parze, stawiamy sobie abstrakcyjne pytania, które mają nas utwierdzić w przekonaniu, iż stoimy w rozwoju duchowym wyżej od kury,takie jak: kim jesteśmy, po co jesteśmy i gdzie, u licha, jesteśmy? Jeżeli akurat myślimy o tym kim jesteśmy, to najcześciej nasuwa nam się widok małego krasnoludka siedzącego gdzieś w środku głowy, tuż za oczami i wydającego polecenia reszcie ciała, składającej się z czysto mechanicznych elementów, w postaci rurek, pomp hydraulicznych i sznurków. Ponieważ myślę, to jestem, a cała reszta ma tyle takie znaczenie jak kółka zębate dla właściciela zegarka. Jeżeli np. widzimy kota, to tak jak w Mass Effect'cie pojawia się pokrętło wyboru: 1.Pogłaskać 2. Zdezintegrować. Krasnoludek przez chwilę się zastanawia, rozważa konsekwencje każdej decyzji (1. nabycie toksoplazmozy 2. hałas) i podejmuje decyzje. Taki schemat podpowiada nam doświadczenie.
Niestety, jak to zwykle bywa, guzik z tego. Krasnoludek nie siedzi w żadnym konkretnym miejscu, a właściwie w ogóle go nie ma. Badania mózgu pokazują, że sygnał wysłany do reki (pogłaszcz, zniszcz!)wychodzi z mózgu ZANIM podejmiemy świadomą decyzję. Komórki nerwowe, z których każda ma inteligencję ślimaka-idioty,wysyłają do siebie sprzeczne sygnały nerwowe i chemiczne, aż jakaś grupa komórek uzyska przewagę nad inną grupą komorek i wydane zostanie stosowne polecenie. Jednocześnie do czegoś co nazywamy świadomością wysłany zostaje sygnał informujący o tym co się za chwile wydarzy. Świadomość, jak brytyjska królowa, nie rządzi, tylko zapoznaje się z decyzją parlamentu. W dodatku, dotknięta demencją, jest przekonana, że to właśnie ona podjęła decyzję i wydała polecenie.
Po co w ogóle królowa? Po to samo po co monarchia w UK - dla zachowania integralności królestwa. Mocno upraszczając, jak to mamy w zwyczaju na tym blogu, świadomość (czyli coś co nazywamy JA) jest pozornym tworem, całkowicie ubezwłasnowolnionym, który istnieje po to, żebyśmy nie byli tylko wzajemnie zwalczającymi się grupami neuronów. Czyli JA nie istnieje. Właśnie tak jak uczą nas ci zabawni łysole w kolorowych prześcieradłach.
Ponieważ jednak JA nie istnieje (albo jest tylko złudzeniem), to również nie może umrzeć. Czyli nie umrzemy. Bo NAS nie ma. Sam nie wiem..., pocieszające?
13:47, lonegunman
Link Komentarze (8) »
piątek, 19 lutego 2010
Prawda czasu, prawda ekranu

W Luksemburgu (pamiętacie jeszcze?) trafiłem na tydzień filmu polskiego. Dla uniknięcia możliwości podjęcia tego wstydliwego tematu przez spotkanych Luksemburczyków, zacząłem od razu podawać sie za Bułgara. Tydzień filmu polskiego polegał na projekcji filmu “Polococtail party” (zgadujcie) oraz wystawy fotosów polskich filmów. Trzynaście słupów, z każdej strony po 2 zdjęcia, 8 zdjęć na słupie, razem ponad 100 zdjęć. Na jednym uśmiechnięta postać. Troche melancholijnie, ale pewnie dlatego, że film przedwojenny. Na pozostałych - smutne kobiety w żałobie, czołgi, drut kolczasty, dzieci o oczach depresyjnych starców, pola buraków, zagony kapusty, płaczące wierzby, znowu jakieś czołgi,  butelka wódki, pusta butelka wódki,  Chopin plujący krwią na suknie George Sand, bocian w depresji, sowiecki okupant w onucach z polskiej  flagi. Wątki mesko-damskie reprezentuje para w miłosnym uścisku - on z miną Alojzego Piontka w siódmym dniu pobytu w zasypanym szybie kopalnianym, ona w pozie  Emili Plater na łożu śmierci. Najnowszą historię reprezentuje egzekutor długów, postmodernistyczny blokers  i przedmodernistyczny  Edi….

Jak wiadomo film kształtuje obraz kraju. Dzięki kinu wiemy, że Włosi to zdominowani przez matki mafiosi kradnący rowery, Anglicy mówią ze szkockim accentem, noszą żle dopasowane tupeciki i nazywają się Bond albo Bridget Jones, Francuzi, to opóźnieni w rozwoju policjanci, Hiszpanie - metroseksualni  miłośnicy byków itd, itd.  Polska, to z kolei bezdomny zbieracz złomu, z bruzdami  na twarzy głębokimi jak  cięcia na obrazie Czarnej Madonny, ale za to bez jaj. 

09:48, lonegunman
Link Komentarze (4) »
środa, 17 lutego 2010
Przestroga

Wybierając się z dziećmi do kina na film familijny "Planeta 51" znajdźcie wcześniej dobre, i nie wywołujące długotrwałej traumy,  wytłumaczenie nieśmiertelnego żartu o korku jako ochronie przed  sondami analnymi obcych. Żart ten powraca w filmie kilkakrotnie, w dosyć nieoczekiwanych miejscach i zwykle stosowane przeze mnie w takich sytuacjach odwracanie uwagi przez tzw. plask w ucho okazało się wysoce niewystarczające, a w dodatku konieczność częstych powtórzeń groziła trwałym uszkodzeniem słuchu.  Pod wpływem stresu indukowanego nieustannymi pytaniami: "Tato, co to jest sonda analna?" i  koniecznością wyboru pomiędzy kłamstwem a wywołaniem wstrząsem emocjonalnego, uciekłem się do symulacji zawału serca, co jednak  jedynie odsunęło konieczność udzielenia odpowiedzi w  niedaleką przyszłość, pewnie zaraz po moim wyjściu ze szpitala. Skoro już jednak zostaliście uprzedzeni, możecie zalepić dzieciom uszy skoczem lub  zorganizować rodzinny wypad na Piłę VI.

poniedziałek, 01 lutego 2010
Chaos w eterze

Z Onetu (01.02.):

Po okresie umocnienia polskiej waluty można przypuszczać, że zacznie się osłabiać - uważa wiceprezes Narodowego Banku Polskiego Witold Koziński.Nie ma nic trwałego na tym świecie. Przypuszczam, że po okresie umocnienia(złotego - PAP), nastąpi jego osłabienie. Pytanie, kiedy to nastąpi. Nie jestem w stanie tego powiedzieć, nie ma tu jakiejś projekcji" - powiedział w poniedziałek dziennikarzom Koziński.

Tłumaczenie: Złoty się wzmocni lub osłabi. Nastąpi to wcześniej lub później.   

Z Onetu (01.02): Złoty zszedł poniżej 4 za, jednak odbił i poziom 4/EUR obronił się. Widać, że Londyn agresywnie kupuje złotego, zlecenie było dość duże i stąd tak szybki ruch kursu - powiedział PAP Marek Cherubin, diler walutowy z Banku BPH.

Tłumaczenie: Citi posłuchało opinii Pana Prezesa. Kurs złotego się zmienił.  

Update: Doradca Pana Prezesa w NBP zarabia średnio 21 tysięcy złotych. Otóż ja, zobowiązuje się do udzielania rad Panu Prezesowi za 2 tysiące złotych miesięcznie albo nawet i za darmo, w zamian za mozliwość słuchania jego kształcących i pożytecznych wypowiedzi.  

15:40, lonegunman
Link Komentarze (7) »