Nie ma przypadków, są tylko znaki.
Zakładki:
Moja książka, bo sam ją napisałem.

Jak zostac milionerem w 24 godziny
Zaglądam
Locations of visitors to this page Pagerank dla www.lonegunman.blox.pl
Web Pages referring to this page
Link to this page and get a link back!
View blog authority
visited 28 states (12.4%)
Create your own visited map of The World or website vertaling duits?
środa, 27 stycznia 2010
Zatrzymać globalne ocieplenie! The time is now!

Cd poprzedniej notki....

6. Czy "kryzys klimatyczny" został wywołany w celu zniszczenia cywilizacji? Tak uważają "zaprzeczacze", widząc w "panikarzach" tajny masoński związek spadkobierców Malthusa (dla przypomnienia Malthus to ten gość od twierdzenia, że ludzkość wzrasta szybciej od dostępnych źródeł żywności, więc co pewien czas należałoby zmniejszać jej liczebność. Pogląd idiotyczny, któremu zaprzecza cała historia cywilizacji, ale w jakiś sposób działający na wyobraźnię. Zresztą osobiście nie mam nic przeciwko takim ruchom jak "Save the Earth - kill yourself". Uważam, że mogą one nawet pozytywnie wpłynąć na jakość puli genetycznej). Obowiązek redukcji emisji dwutlenku węgla o dalsze 20% do 2020 roku przez Polskę (jeden z postulatów konferencji kopenhaskiej) oznaczałby na przykład redukcję polskiego dochodu narodowego o 503 miliardy dolarów, co zepchnęłoby naszego polskiego tygrysa gospodarczego z powrotem w czasy wczesnego Łokietka, czy późnego Gierka.

7. Ojej!!! Niekoniecznie "ojej". Te 503 miliardy zielonych (co za precyzja wyliczeń!)  nie miałyby zastąpić węgla, jako źródła opału w naszych elektrowniach. Musiałyby zostać wydane na unowocześnienie przemysłu, podniesienie jego wydajności energetycznej, budowę alternatywnych źródeł energii itd. Jednym słowem, ktoś by na tym zarobił.  Czyli gospodarka dostałaby kopa (trochę w stylu tego lewaka Keynesa, ale zawsze).  A przy okazji mielibyśmy więcej elektrowni słonecznych i tych odlotowo wyglądających farm wiatrowych.

8. Kto za tym wszystkim stoi? W opinii "zaprzeczaczy", ocieplenie klimatu jest "nową wojną". Otóż, chłopaki z Klubu Rzymskiego i Bildenberga spotkali się kilka lat temu zasmuceni wiadomością, że oto wkraczamy w okres bez wojen, a jak wiadomo nic tak nie napędza gospodarki jak jakaś wojenka (i w dodatku redukuje populację). Potrzebny był zatem jakiś inny pretekst, do transferu pieniędzy z kieszeni podatnika do kieszeni grubego przemysłowca. Taki motorem rozwoju mógłby być -według mnie - fajny plan podboju i terraformacji Marsa. Plan oparty na poszerzaniu granic poznania miałby jednak znacznie mniejszą siłę oddziaływania niż oparty na strachu (zresztą nawet te oparte na strachu - jak świńska, czy ptasia grypa szybko się zużywają). Należało wymyślić zagrożenie dla całej cywilizacji i globalne ocieplenie świetnie się w ten plan wpisywało, a w dodatku pomagało w zdobyciu Świętego Graala wszystkich masonerii świata, czyli utworzenia globalnego rządu. W wersji hard ten diaboliczny plan, którego rezultatem są postulaty redukcji emisji dwutlenku węgla o 5% co roku do 2050 roku, miałby doprowadzić do krachu cywilizacji, jaką znamy obecnie i usunięcia części zrakowaciałej tkanki - w jaką przekształciła się ludzkość - z powierzchni Ziemi. Tyle wersja "zaprzeczaczy". Na wysokim poziomie ogólności może być ona nawet prawdziwa  (pomijając wątki paranoiczne). Uważam, że rzeczywiście potrzebujemy jakiegoś nowego wyzwania na globalną skalę, bo inaczej stoczymy się w dekadencję i cywilizacyjnego Altzheimera. Osobiście wolałbym ten program podboju Marsa lub nawet rozwiązanie problemu głodu na świecie, ale ostatecznie walka z globalnym ociepleniem – nawet jeżeli nie mamy na nie wpływu, też jest ok.

9.  Czy zatoniemy?  Wątpliwe. Jeżeli rzeczywiście globalne ocieplenie występuje i spowoduje stopnienie lodowców, to prawdopodobnie zatonie Holandia, ale to koszt, który jestem gotów ponieść. Chociaż pewnie Holendrzy dadzą sobie radę (Podobno poszukują już nowych terenów do osiedlenia się. Możemy im zaproponować np. kieleckie. Nigdy tam nie byłem i jego utrata niespecjalnie by mnie zabolała. A i fajnie byłoby mieć Amsterdam pod bokiem). Ocieplenie to zmiana zasięgu występowania chorób tropikalnych, zaburzenia pogody, tornada, huragany i powodzie. Ne ma jednak wiarygodnych danych wskazujących na wzrost liczby huraganów. Ludzie osiedlają się na terenach, których wcześniej - właśnie ze względu na występujące tam wichury - unikali. Przysuwają się też coraz bliżej rzek, przez co są częściej niż w przeszłości zalewani. Firmy ubezpieczeniowe płaczą i płacą, ale nieprzesadzajmy. Kto lubi firmy ubezpieczeniowe? Wzrost poziomu dwutlenku węgla to także zwiększenie się produkcji biomasy o 6% w ciągu ostatnich 18 lat (i aż 42% w lasach Amazonii). Wzrost temperatury oznacza z kolei wzrost parowania wody, a to - zwiększone opady. Między innymi dzięki temu w takich subsaharyjskich krajach jak Mauretania, czy Czad produkcja zboża zwiększyła się między 1983 a 2003 o 50%.

10. Kim są bad guys? W prostym świecie podział byłby prosty - według "zaprzeczaczy" - "oni" to rządy pragnące wydrzeć pieniądze podatnikom, skorumpowani naukowcy, nawiedzeni ekolodzy i producenci turbin wiatrowych. Według "panikarzy" - oni to ciężki przemysł, lobby węglowo- ropne, prawicowi pseudonaukowcy i rodzina Bushów. W rzeczywistości "ciężki przemysł" to również firmy budujące elektrownie atomowe. Po latach wstydliwego milczenia, atom znowu wraca na salony jako najlepsza z najgorszych alternatyw do spalania paliw kopalnych. Z kolei takie firmy jak Shell poszukując nowych nisz rynkowych wydają miliardy dolarów na badania nad alternatywnymi źródłami energii i prawdopodobnie przebierają nogami, aby dostać rządowe dotacje na ich wprowadzenie do masowej produkcji.

Uwaga! Podsumowanie dla tych, którzy nie mieli czasu przeczytać całego tekstu!

Globalne ocieplenie jest z bardzo dużym prawdopodobieństwem realnie występującym zjawiskiem. Nie wiemy, czy zostało wywołane przez człowieka – wystąpiło wraz z rewolucją techniczną i przebiega dosyć gwałtowne. Może to być jednak spowodowane tylko współwystępowaniem, a nie korelacją. Z pewnością Ziemia przeżyła juz okresy wyższej temperatury i wyższego stężenia CO2 w powietrzu. Jako zjawisko naturalne, globalne ocieplenie może się zwiększyć, zmniejszyć lub przejść w globalne oziębienie. Nic na to nie poradzimy. Zwiększenie temperatury nie jest z kolei najgorszym rozwiązaniem, obok zjawisk negatywnych, wywołuje także zjawiska pozytywne (zwiększenie produkcji roślinnej). W dłuższej perspektywie nie zaszkodzi jednak przyjęcie założenia, iż należy zmniejszać emisję gazów cieplarnianych. Może mieć to pozytywny wpływ na środowisko, na gospodarkę i produkcję rowerów. Nie należy jednak także ulegać propagandzie strachu, bo skończymy siedząc przed jaskinią i ciosając siekierkę z krzemienia przy łunie świateł bijącej z otaczających nas elektrowni atomowych. Howgh!    

Większość danych pochodzi od prof. Zbigniewa Jaworowskiego, jednego z umiarkowanych zaprzeczaczy, ale jednocześnie  glacjologa i członka Nongovernmental International Panel on Climate Change. 

18:14, lonegunman
Link Komentarze (6) »
poniedziałek, 25 stycznia 2010
Globalne ocieplenie - kłamstwo, które ma zniszczyć cywilizację

Nieprosta sprawa z tym ociepleniem klimatu....

Po tym błyskotliwym wstępie przejdę do wyjaśniania dlaczego nieprosta. A tytuł, podobnie jak część danych, pożyczyłem sobie z wywiadu z prof. Zbigniewem Jaworowskim, jednym z "zaprzeczaczy" (dla odróżnienia od "panikarzy", czyli wyznawców wiary we wpływ człowieka na zmiany klimatu).

1. Jest to ocieplenie, czy go nie ma? Jest i to silne, od mniej więcej 1900 roku, co zbiega się akurat z początkiem rewolucji przemysłowej i co powinno skłonić nas do zastanowienia, czy przypadkiem nie jest to nieprzypadkowa zbieżność przypadków. Ale....W ostatniej dekadzie wzrost temperatury praktycznie się zatrzymał (to właśnie spowodowało niepokój kłamczuszków z Climatic Research Unit i próby podrasowywanie wyników).

2. Jeżeli ocieplenie rzeczywiście występuje, to czy jest ono spowodowane przez człowieka? Może tak, może nie. Zahamowanie wzrostu temperatury w dekadzie, w której spaliliśmy więcej paliw kopalnych niż kiedykolwiek wcześniej w historii, trochę zaburza prostą i pouczająca opowieść o złej cywilizacji, która przygotowuje własną zagładę.

Średnia temperatura z USA pomiedzy 1998 rokiem a 2008 rokiem spadła o 1 stopień, podczas, gdy globalna emisja dwutlenku węgla wzrosła w tym czasie o 34%.

Z drugiej strony, takie efektowne dane mają małą wartośc, bo na pewno sa rejony Ziemi, w których w tym smaym czasie temperatura wzrosła, a 10 lat, to jednak za mało, żeby oceniać procesy zachodzące przez stulecia. Co więcej  niektóre modele zmian klimatycznych przewidywały takie - chwilowe - zatrzymanie wzrostu temperatury.

3. Czy grozi nam kolejna epoka lodowcowa? Stosunkowa niezmienność klimatu jest złudzeniem wywołanym jętkowatością naszego istnienia. Były okresy, w których Grenlandia nie była może "zielona wyspą", ale przynajmniej nadawała się do osadnictwa i okresy, w których budowano karczmę na Bałtyku dla kursujących po lodzie karawan handlowych z Polski do Szwecji.

Pojawiła się nawet swego czasu klimatologiczna teoria rozwoju cywilizacji pokazująca, iż cywilizacja zachodnioeuropejska rozwijała się skokami - kwitnąc, kiedy podnosiła się temperatura i hibernując w okresach ochłodzenia. Ostatnia mała epoka lodowcowa trwała od 1350 roku do 1880 (co ciekawe, proces topnienia lodowców zaczął się już w 1750 roku i jest to ten sam proces, który obserwujemy obecnie). Być może to nie rewolucja przemysłowa wywołała ocieplenie klimatu, ale ocieplenie - rewolucję przemysłową. Ciekawsze pytanie brzmi jednak - ile dzieli nas od następnej małej (albo i większej) epoki lodowcowej? Wystarczy siegnąć po stare numery Problemów z lat 80-tych, aby przekonać się, że wielu poważnych uczonych i niepoważnych futurologów spodziewało się ochłodzenia w ciągu najbliższych 20-25 lat (czyli mniej więcej teraz).

4. Czy w tej sytuacji elektryczne samochody powinny zostać zdelegalizowane? Pytanie jest oczywiście pod publiczkę. Elektryczne samochody same w sobie nie mają ani pozytywnego ani negatywnego wpływu na emisje CO2 (bo ważne jest żródło pozyskiwania przez nich energii). GDYBY jednak groziła nam kolejna epoka lodowcowa i GDYBY rzeczywiście człowiek miał możliwość wpływania na klimat, to obywatelskim obowiązkiem byłoby zakupić dwa 4-litrowe cadillacki z wczesnych lat 70-tych i nie wyłącząć silników nawet na minutę. Oczywiście, to dwa "big if", ale lubię takie potencjalne zawieszki w Matrixie i z dziką satysfakcją oglądałbym kolejną konferencję w Kopenhadze nawołująca do budowy elektrowni węglowych i zwiększenia zużycia paliw kopalnych.

5. Czy kłamczuszki z Climatic Research Unit są złymi chłopakami? Jako naukowcy tak. Rosjanie przekazali do CRU wszystkie swoje dane z lat 1860-205 z 476 stacji pomiarowych pokrywających 20% powierzchni lądowej Ziemi. Ludzie z CRU wybrali dane ze 121 stacji, w taki sposób, aby temperatura z lat 1965-2005 była wyższa, a z lat 1860-1960 niższa od tej uzyskanej ze wszystkich stacji pomiarowych. Z drugiej strony CRU prawdopodobnie wierzy w ocieplenie klimatu i złowieszczą rolę czlowieka w tym procesie. Czy po to, żeby zatrzymać nieruchonnie - według nich - nadciągającą katastrofę na skalę globalną, nie można usprawiedliwić lekkiej "poprawy" wyników, które okażą się bardziej przekonujące dla polityków i opinii publicznej? Pokusa jest duża. Lenin nazwałby to zapewne nawet dziejową konieczością. Co jeszcze raz pokazuje, ze dobrymi chęciami piekło wybrukowane.

Ten wpis będzie miał dużo części.... 

Niedźwiedzi kandydat do Nagrody Darwina, który poruszył sumienia milionów.

piątek, 22 stycznia 2010
Tough guys wear black

Twardzi i źli. Ze względu na ograniczone zaufanie do inteligencji widzów, od pradziejów kinematografii, czarne charaktery nosiły czarne kapelusze (off topic: obecnie łatwiej ich rozpoznać po tym, że używają pecetów, zamiast apple'ów. Notabene, to jakiś hollywódzko-jobowski spisek - czy widzieliście kiedyś w kinie, żeby bad guy używał ipoda? Jeżeli w ogóle słucha muzyki, to albo z jakiegoś Sony albo ze spatynowanego gramofonu - jak Lecter).  Czarny jest postrzegany jako kolor śmierci i zła prawie w każdym zakątku świata.

Badania przeprowadzone w Stanach pokazują, iż wystarczy, aby połowa stroju hokeisty lub futbolisty (chodzi oczywiście o futbol amerykański, chociaż nie ma to akurat wielkiego znaczenia) była czarna, aby jego wygląd został uznany za "agresywny" lub "zły". To z kolei przekłada się na ocenę zachowania takich zawodników. 

Grupie profesjonalnych sędziów sportowych pokazano taśmę wideo ukazującą ten sam zespół futbolowy. Jedna grupa sędziów ogladała zespół ubrany na czarno, a druga na biało. Sędziowie oglądający "czarną" wersje uznali ją za znacznie bardziej agresywną, od tych, którzy oglądali wersję "białą". Ci pierwsi wychwycili także więcej sytuacji zasługujących na ukaranie. Wyniki tego badania zbieżne są z danymi historycznymi za ostatnie 20 lat,  które pokazują, iż w hokeju i futbolu, członkowie drużyn noszących czarne stroje karani byli częściej niż zawodnicy ubrani "mniej agresywnie". Podobne badania przeprowadzono również dla koloru czerwonego.

Najprostsza konkluzja z powyższej notki jest taka, że Gołota powinien ubierać się na różowo, co zapewne pomogłoby mu w karierze. Konkluzja w duchu politycznej poprawności ostrzegałaby nas przed uprzedzeniami wynikającymi z wyuczonych lub genetycznych nawyków przypisywania określonych cech, neutralnym z natury kolorom. Byłaby to konkluzja tyleż budująca, co fałszywa. Całe nasze życie zbudowane jest na - zwykle nieuświadomionych - założeniach. Czasami prowadzą one do całkowicie nieracjonalnych zachowań (patrz świńska grypa), bez nich jednak  nie moglibyśmy funkcjonować (gdybym codziennie sprawdzał palcem, czy woda wrze, bo osiągnęła 100 stopni, czy też nastapił gwałtowny spadek ciśnienia atmosferycznego, to prawdopodobnie miałbym później kłopoty z utrzymaniem kubka herbaty w rękach). Skoro czarny kolor postrzegany jest jako agresywny, to nie tylko przez postronnego obserwatora, ale także przez osobę tkwiącą w tym stroju. A to zapewne powoduje, iż STAJE się ona BARDZIEJ agresywna. Jeżeli zatem w ciemnej uliczce stajesz oko w oko z facetem w czerni, to uciekaj szybciej, niż gdyby ten człowiek ubrany był w pastele. Chyba, że to ksiądz. Chyba, że jesteś Nergalem. Wtedy też zwiewaj. 

            

piątek, 15 stycznia 2010
Papież wie!

Jego Świątobliwość nawołuje, żeby nie wierzyć astrologom i wróżbitom. Zapewne w kwestii daty końca świata. A skoro Papież tak mówi, to wie. Gdyby nie miał pewności, że przepowiadacze się mylą, to nie podważałby ich wiarygodności. Czyli koniec świata nastąpi, ale w innym terminie. Osobiście obstawiam 12.12 zamiast 21.12. Zapewne Majowie popełnili w swoich obliczeniach czeski bład, zwany w ich czasach tolteckim błędem. 12.12.12 ma zresztą znacznie większy potencjał apokaliptyczny (trzy dwunastki to dwa razy więcej niż trzy szóstki).

Sprawa jest poważna, bo jak wiadomo Papież jest nieomylny, co zreszta niedawno potwierdził wydając  negatywną opinią o Awatarze. W tej sytuacji martwi mnie jedynie, iż koniec może być znacznie mniej widowiskowy niż w 2012. Większość z nas pewnie nie będzie miała nawet okazji go zauważyć, tak jak wielu Haitańczyków kilka dni temu. Pozostaje mieć nadzieję, że przynajmniej divine CGI będą bardziej przekonujące niż efekty w filmie Emmericha.

The end is nigh! Bestia krąży po ulicach Warszawy...

wtorek, 12 stycznia 2010
Wielki finał

Na pewno przebieracie nóżkami na kontynuację poprzedniej notki. Jeżeli nie przebieracie, to przeczytajcie ją i zacznijcie przebierać.

1. Podaj numer składający się z dwóch parzystych, ale różnych cyfr z zakresu 50-100.

Nie widzę całkiem wyraźnie, przekaz telepatyczny jest nieco zakłócany przez minusowe temperatury, ale wydaje mi się, że to będzie  68.

2. Podaj pierwszy numer jaki przychodzi Ci do głowy z zakresu 1-1000. 

Moja tabliczka quija podpowiada, że będzie to 333.

3. Podaj pierwszą przychodząca Ci do głowy cyfrę z zakresu 1-10.

W fusach z kawy wyraźnie dostrzegam 7.

4. Podaj numer z zakresu pomiędzy 50 a 100, składający sie z dwóch różnych, nieparzystych cyfr.

Mój astralny awatar podpowiada mi, że będzie to 35 lub 37.

Oczywiście powyższe odpowiedzi nie mają nic wspólnego z telepatią ani parapsychologią, a już bardziej z Familiadą. Poza jednym eksperymentem, w którym królicza mama umieszczona na łodzi podwodnej przerywała gryzienie marchewki, w momencie gdy 500 kilometrów dalej ukręcano główki jej potomstwu (serio, amerykańscy militaryści przeprowadzili taki eksperyment, rosyjscy pewnie też, tyle, że wykorzystując populację jakieś syberyjskiej wioski), nie mamy żadnych dowodów na istnienie telepatii.

Specyfika naszego mózgu powoduje jednak, iż takie a nie inne odpowiedzi są wybierane przez większość populacji. Więc jeżeli takich właśnie odpowiedzi udzieliliście, to sorki, jesteście zupełnie tacy sami jak reszta ludzkości. Świadomość bycia mentalnym klonem musi być dołująca.

Jeżeli udzieliliście innych odpowiedzi, to jesteście dziwolągami, wybrykami natury i nijak nie mieścicie się w normie. Nie potrzebujemy tutaj takich, wracajcie na Marsa albo jakaś inną paskudną planete, z której przybyliście.   

Trochę inaczej sprawy się mają z dwoma ostatnimi zadaniami. Pierwsze z nich: "Dodaj 400 do 3 ostatnich cyfr w telefonie", jest tzw. kotwicą, wpływająca (przynajmniej w teorii) na odpowiedź na pytanie o zakończenie podbojów Attyli. Zdzwiłbym się, gdyby ktoś pamietał tę datę (nie potrzebujemy tu takich, wracajcie na Marsa), ale jest to rok 451. Jednak im mniejsza suma z działania 5, tym wcześniejszy rok podawany w odpowiedzi. W praktyce ciężko będzie to sprawdzić, więc musicie  mi wierzyć na słowo. Jajogłowi stwierdzili, że jeżeli suma z dodania 400 do ostatnich cyfr telefonu wynosi mniej niz 600, to daty podawane w drugim zadaniu zwykle oscylują wokół w roku 600, a jeżeli więcej niż 1200, to podawana data rośnie do ok. 970 roku. Może to trochę skomplikowane, ale dokładnie na takiej zasadzie działają wyprzedaże sklepowe. Cena podstawowa to kotwica, do której odnosimy się przy decyzji o zakupie towaru po obniżce. Krótko mówiąc, jeżeli towar został przeceniony o 70% i kosztuje 100 zł, to chętniej go kupimy niż ten sam towar przeceniony o 10%, mimo, iż jego cena nadal będzie wynosić 100 zł. Zależność niby banalna, ale umiejętnie wykorzystana, może się przydać w życiu. Jeżeli chcemy na przykłade prosić o podwyżkę, należy zacząć od luźnej rozmowy o wysokości ostatniej wygranej w totka albo - i to uczyni Was mistrzami psychomanipulacji - o jakichkolwiek innych liczbach, które będą stanowiły kotwice dla Waszej prośby. Niech to będzie panująca obecnie temperatury lub wielkości złowionej przez Was ryby. Jeżeli np. chcecie dostać podwyżkę o 100 złotych, trzeba wspomnieć o złowionym niedawno szczupaku o długości 150 cm, a jezeli podwyżkę o 5%, to o 10 stopniowym mrozie panującym w Waszym ogródku. Należy unikać jednak słowa "minus", bo to może zakotwiczyć szefa w przekonaniu o konieczności redukcji kosztów.      

13:02, lonegunman
Link Komentarze (10) »
środa, 06 stycznia 2010
Telepatia i inne patologie

Dzisiaj trzech tajemniczych magów, więc tak a propos chciałem zabawić Was prostymi sztuczkami z zakresu telepatii. Mógłbym zrobić jeszcze jakieś wesołe wprowadzenie, ale  ponieważ rzecz wymaga ode mnie absolutnej koncentracji więc walę od razu ad rem.

Sprawa jest prosta, należy szybko odpowiedzieć na poniższe pytania, zapisać co tam się wymyśliło, nie zgubić kartki, a ja w piątek podam prawidłowe, tzn te wymyślone przez Was odpowiedzi. Tylko bez oszukiwania, bo spowoduję, że Wam mózgi eksplodują. 

1. Podaj numer składający się z dwóch parzystych, ale różnych cyfr z zakresu 50-100.

2. Podaj pierwszy numer jaki przychodzi Ci do głowy z zakresu 1-1000. 

3. Podaj pierwszą przychodząca Ci do głowy cyfrę z zakresu 1-10.

4. Podaj numer z zakresu pomiędzy 50 a 100, składający sie z dwóch różnych, nieparzystych cyfr.

5. Dodaj 400 do 3 ostatnich cyfr w telefonie.

6. Podaj datę zakończenia podbojów Attyli (oczywiście bez patrzenia w pomoce szkolne, dla ułatwienia było to przed rokiem 1000) - plus-minus, precyzja nie jest tutaj potrzebna, liczy się liczba, która przyszła Wam w danym momencie do głowy.

Poniższy filmik nie ma nic wspólnego z testem, ale za to stanowi fragment japońskiego teletunieju, co gwarantuje dobrą, chociaż niepozbawioną zadumy nad różnicami kulturowymi, zabawę.

16:03, lonegunman
Link Komentarze (4) »