Nie ma przypadków, są tylko znaki.
Zakładki:
Moja książka, bo sam ją napisałem.

Jak zostac milionerem w 24 godziny
Zaglądam
Locations of visitors to this page Pagerank dla www.lonegunman.blox.pl
Web Pages referring to this page
Link to this page and get a link back!
View blog authority
visited 28 states (12.4%)
Create your own visited map of The World or website vertaling duits?
poniedziałek, 28 stycznia 2008
Hardcore conserva

Pomału zaczynam przygotowywać się do wyborów w Stanach. Ponieważ my, starzy ludzie, powinniśmy się trzymać razem, chyba będę popierał McCaina. Ale z drugiej strony McCain był przez kilka ładnych lat na utrzymaniu rządu komunistycznego w Wietnamie. Ciężka decyzja...ci pozostali i tak nie mają szans, a gdyby mieli, to urzędowanie pewnie zaczęliby od zbombardowania Watykanu. 

Siły ciemności, czyli Demokratów, reprezentuje Kobieta i Murzyn, w dodatku Husain. Recesja jak w banku. A co my poczniemy, gdy Ameryka spadnie do roli bananowej republiki na skraju świata? Pozostaniemy z wyborem pomiędzy poszukiwaniem sensu życia w azjatyckim poświęceniu się na rzecz wpólnoty, w europejskiej bezideowości, zaparatczykowaniu i standaryzacji oraz w islamskim eksplodowaniu się do raju. Więc lepiej, żeby Ameryka przetrwała. W celu wskazania jej obywatelom własciwej drogi zakupiłem stosowne koszulki. Tej białej zamierzam nie zdejmować aż do wyborów. Stinky but semper fi.

           

środa, 23 stycznia 2008
Long Gun Pictures presents

Crawling zombie versus killing croc

Killing Croc vs Crawling Zombie vs Dreadful Droid

środa, 09 stycznia 2008
O blaskach i cieniach żyworodności, ale generalnie pro life.

W ostatnich wpisach Anjalii pojawiła się lekka panika, że być może za chwilę zaczniemy się obrzucać on-line jakimiś neurowirusami powodującymi odpadnięcie uszu lub nieodpartą chęć włożenia głowy do kuchenki mikrofalowej, jak to zostało przedstawione w "Press Enter" Johna Varleya, opowiadaniu które notabene zostało napisane w czasach gdy komputery rozmawiały ze sobą jeszcze za pomocą słuchawek telefonicznych. Moje rozczarowanie przyszłością wynika jednak właśnie między innymi z faktu, że z elektronicznych neurobroni mamy tylko japońskie kreskówki powodujące epilepsję.

Tak wiec, niestety musimy poprzestać na prawieniu sobie drobnych złośliwości, co oczywiście jakoś tam ubarwia życie, ale jednak generalnie pod wzgledem efektywności przypomina ustawki kibiców-gejów.

Sądzę, że wiek nakłada na mnie obowiązek edukacji młodszych wiekiem czytelników niniejszego bloga (czyli prawie wszystkich czterech) w zakresie "mimowszystkiego" wspomnianego przez Anjalii. Uczestniczyłem w dwóch porodach i można to właściwie porównać jedynie z doświadczeniem kierowcy TIRa, który wjechał w szpital polowy, w którym leżą ofiary zamachu bombowego w Iraku. Oprócz kilku wrażliwców, którzy nadal są przekonani, że dzieci biorą się z głowy w czystym akcie kreacji i których oburzył zamieszczony dwa wpisy niżej obrazek, większość z nas chyba już jednak zdaje sobie sprawę, że ciąża jest okresem zmian fizjologicznych, przy których operacje plastyczne Cher wydają się pudrowaniem noska. Nie zmienia to mojego przekonania, że robienie dzieci jest prawdopodobnie jedyną niepozbawioną sensu czynnością w tym wymiarze istnienia, a obserwowanie ciąży, porodu i połogu jest dla mężczyzny  przeżyciem porównywalnym może jedynie z zachwytem towarzyszącym przyglądaniu się kółkom zębatym pierwszego rozwalonego własnoręcznie zegarka. Dla mężczyzny, gdyż dla kobiety jest to okres hormonalnego haju, z którego budzi się na głodzie po 9-miesiącach, wpadając natychmiast w depresję i jednocześnie zapominając o wszystkich nieprzyjemnych rzeczach, które się w międzyczasie wydarzyły.

Mężczyzna, w dodatku na trzeźwo, czując w swoim brzuchu kopiące i przewracające się z boku na bok stworzenie, oprócz ogromnego wzruszenia i czułości, poczułby zapewne również pilną potrzebę natychmiastowego popełnienia seppuku (te damsko-męskie różnice w podejściu do noszenia w sobie innego stworzenia zostały wygrane np. w  Alienie). Dlatego na wieść o ciąży reaguje powściagliwą radością w odróżnieniu od piszczącej i drobiącej kobiety. Z drugiej strony trzeźwość pozwala mu w pełni radować się wnikliwą obserwacją cudu powstania nowego życia, który zaczyna się już w chwili prokreacji.

Wystarczy przyjrzeć się majstersztykowi inżynieryjnemu, utrzymujacemu penis w sztywności - jednak bez powodowania  jego odpadnięcia na skutek zatrzymania dopływu krwi (w trakcie całej zabawy zwraca się mało uwagi na to ciekawe zagadnienie, ale na pewno warto poświęcić mu kilka chwil refleksji w wolnym czasie).

Później zaczyna się mniej więcej to co pamiętamy - aż po zagnieżdzenie się w brzuchu małego minoga, który na fast forwardzie powtarza naszą drogę ewolucyjną, zmieniając się kolejno w rybę, płaza, gada, dziobaka, ssaka, aż po króla stworzenia. Z dziobakiem nie jestem pewien, ale tak mi się wydawało na usg.

Ten mały człowiek w brzuchu jest już w pełni ukształtowanym egoistą walczacym z organizmem matki o dostęp do zasobów pokarmowych. Walka kończy się albo cukrzycą ciążową u matki albo spowolnieniem wzrostu u płodu. Konflikt! Tytaniczne zmagania dwóch organizmów! Prawdziwe emocje! Obstawianie zakładów! To wszystko czyni dla mężczyzny ciążę doświadczeniem nieporównywalnym z żadnym innym sportem ekstremalnym.     

Jeszcze później, natura staje przed węzłem gordyjskim maksymalnego powiększenia czaszki (a właściwie znajdującego sie w niej mózgu), bez spowodowania jednoczesnego rozerwania kobiety podczas porodu. Znaleziony kompromis jest zazwyczaj skuteczny, aczkolwiek nieco bolesny, ale w końcu nie ma nic za darmo. Zresztą dzięki wazopresynie, kobieta i tak niewiele będzie z tego pamiętała.

A dużo, dużo później, ta kilkusetkomórkowa kijanka, która pamiętamy z pierwszego usg, zaczyna mieć własne poglądy i stawiać się swoim twórcom, co jednak jest już tak wzruszającym momentem, że pozwolę sobie w tym miejscu zakończyć ten przydługi wpis.

ps. Jakiś came out anybody? ciekawe historie? nieoczywiste refleksje?

środa, 02 stycznia 2008
Z Nowym Rokiem nowym krokiem

Czas ucieka, drzewo na nasz dębowy garniturek już dorasta, przyszłość nie wyglada tak fantastycznie jak w "Kosmosie 1999", a koniec świata za cztery lata. My jednak sobie na to bimbamy: bimbambom i w Nowy Rok wkraczamy tradycyjnie tanecznym krokiem. W oryginale "Sand" wykonywane było - jakżeby inaczej! - przez Nancy Sinatrę i Lee Hazlewood'a, a w "Śniadaniu na Plutonie" przez duet transwestyty przebranego za squaw i geja przebranego za pana Pickwick'a na Dzikim Zachodzie, co pokazuje w jak dziwną stronę podażyła cywilizacja środziemnomorska.

Tak czy owak, piosenka jest prawdopodobnie o rozpalaniu ogniska. Partia męska zachęca do podzielenia się ogniskiem, kobieca (w tym wypadku tranwestycka) kryguje się, twierdząc, że dysponuje tylko niewielkim ogieńkiem. W końcu jednak po licznych perypetiach udaje się wspólnie rozpalić większy ogień, ale ostatecznie facet wychodzi po papierosy i nie wraca.