Nie ma przypadków, są tylko znaki.
Zakładki:
Moja książka, bo sam ją napisałem.

Jak zostac milionerem w 24 godziny
Zaglądam
Locations of visitors to this page Pagerank dla www.lonegunman.blox.pl
Web Pages referring to this page
Link to this page and get a link back!
View blog authority
visited 28 states (12.4%)
Create your own visited map of The World or website vertaling duits?
środa, 31 stycznia 2007
Bardzo wzruszajace zdjęcie

Oto skarpetki prezesa Banku Światowego-Paula Wolfowitza.

wtorek, 30 stycznia 2007
Wpis interwencyjny

Stanisław Michalkiewicz zasłynął z wypowiedzi na falach Radia Maryja, która została przez jednych uznana za antysemicką (podobnie jak wszystkie inne możliwe wypowiedzi na falach RM), przez innych za umiarkowanie antyżydowską. W każdym razie kontrowersji wystarczyło na to, aby SM uznał się za ofiarę Tajemnego Wielkiego Sanhedrynu i zaczął zbierać datki na osoby prześladowane w imie wolności słowa, czyli na siebie. MSWiA zastanawia się właśnie, czy uznać to za żebractwo (pierwszy przykład żebractwa internetowego). W każdym razie red. Michalkiewicz zebrał (żebrał) już 50 tys zł, co natchnęło mnie do złożenia deklaracji, że ja też nie przepadam za Żydami, nie lubię Rosjan, Niemców toleruję tylko kiedy uciekają, Cyganie - wiadomo, Czechów nie poważam, Ukraińcom Żółtych Wód nie daruję, Chińczycy mi wiszą i w związku z powyższym proszę o dokonywanie wpłat wg sumienia na konto, które podam w osobnym mejlu.

niedziela, 28 stycznia 2007
Nowy wpis

Czuję jakąś presję ze strony czytelników, żeby coś w końcu napisać, a tymczasem nawet w takim życiu jak moje - obfitującym w przygody i niebezpieczeństwa, pojawiają się spokojniejsze chwile, a większość neuronów udaje się na wypoczyn, i poza panią sekretarką, którą przyjeliśmy do roboty, i ktora uciekła z krzykiem na widok komputera w 4 minucie pracy i wizytą znajomych z miasta paprykarza, w którym to paprykarzu z biegiem czasu było coraz mniej papryki, a coraz wiecej kaszy i rybich odchodów, a i tak pozostanie on smakiem mojego dzieciństwa, który wywoluje we mnie szloch za pacholecą niewinnością za każdym razem, kiedy wpierniczam sushi  i dziwnym trafem przywołuje wspomnienie nrdowskiego piaskowego dziadka, chociaż to niemiłe wspomnienie, bo dziadek miał szczurowatą facjatę i nawet przez moment nie ufałem temu honeckerowskiemu gestapowcowi, więc ze znajomymi strzelaliśmy się tymi rażącymi prądem czołgami, o których kiedyś tam wspominałem, a na to wszystko napatoczył sie junior, który okazał sie bardzo wytrzymały na ból jak na dwulatka i tak w siebie strzelaliśmy, aż pomyślałem, że zbyt dużo elektrycznosci w tym wieku otworzy mu jakieś trzecie oko w mózgu albo zacznie lewitować albo, jak już odejdę z tego świata, w jakimś szkolnym wypracowaniu napisze: "mój tata byl super, a najbardziej lubiłem jak się razem bawiliśmy i jak kopał mnie prądem", i ta myśl sprawiła, że zakończyliśmy zabawę, i poza tym nic więcej się nie wydarzyło.

ps. I mam jeszcze taką jedną sprawę. Zaglądają tu ludzie z jakiegoś forum GW, ale komputer mi mówi, że takie forum nie istnieje, więc myśle, że to jacyś illuminaci albo inni masoni, więc chciałbym, żeby sie ujawnili i żebym mógł wypuścić na nich giertychy.

psps. z tym końcem świata w grudniu 2012 to prawda? Bo chcialbym jakies zapasy zrobić. Cukier i takie inne..

pspsps. tak mnie jeszcze naszło..Czy to, że czytują mnie głównie kobiety, świadczy o tym, że jestem gejem?

wtorek, 23 stycznia 2007
Never give up

Hjuston zażyczyła sobie wpisu o tym, jak wyglada perspektywa śmierci z pozycji człowieka wiekowego. Sprawa jest dosyć prosta. Koło 30-tki zdajesz sobie sprawę, że nie jesteś nieśmiertelny, koło 40-tki odkrywasz, że to już z górki, koło 50-tki zaczynasz się cieszyć, kiedy budzisz sie poza OIOMem, poźniej cieszysz się, że w ogóle sie obudziłeś, a koło 70 zapominasz ile masz lat.   Tak to sobie mniej więcej wyobrażam, no bo jeszcze nie mam 70-tki, hehe. Żeby pozostać w kręgu zbliżonych tematów: zaimponował mi australijski nurek - cześciowo połkniety i przeżuty, który uwolnił się ze szczek rekina wsadzając mu palec w oko. "Nie widział, jak nadpływa, ale poczuł zęby, a potem zaczął być potrząsany. Wtedy się zorientował, że jest w paszczy rekina".Zwierzę pochłonęło jego głowę i zacisnęło szczęki na torsie. Pływak się nie poddał i zadał rekinowi silny cios w oko.  Znacznie bardziej niebezpiecznym miejscem niż szczęki rekina są polskie szpitale, w których z powodu zakażenia szpitalnego umiera prawie 10 tys. ludzi rocznie. To kilkaset razy wiecej niż umarło na całym świecie z powodu szeroko reklamowanych chorób, takich jak ptasia grypa, czy choroba Creutzfeldta-Jakobsa. Jak trafisz do szpitala wbij pielegniarce palec w oko i każ jej umyć ręce.

poniedziałek, 22 stycznia 2007
Rozmyślania przy goleniu
Potrzeba zmiany świata już mi przeszła. Przynajmniej na kilka dni. Przy goleniu jakoś naszła mnie natomiast myśl o śmierci. Zresztą jak codzień. Chyba powinienem zacząć się golić maszynką. Uroczo o umieraniu mówił Don Juan- ten od Carlosa Castanedy. Szkoda, że był tylko wytworem zbełtanych peyotlem komórek Castanedy. Podsumowując słowami innego filozofa i bajarza, znanego jako Zółwin: życie jest leżeniem na torach i czekaniem na pociąg. Leżenie i czekanie można sobie urozmaicać np. lektura Newsweeka, który donosi o pomysłach na nową nazwę sejmowej knajpy. Najpopularniejszą propozycją jest "Wpieprzaj, dziadu".  Neewsweek  pisze również, że Kononowicz został ikoną rensesansu disco polo,  objeżdżając remizy strażackie w kraju i występując ze swoim programem wyborczym. Elitom wydaje sie, że to takie śmichy-chichy. Tymczasem Kononowicz jest popularny nie tylko dlatego, że jest upośledzony umysłowo, ale również dlatego, że wielu innych upośledzonych umysłowo (średnie IQ Polaków to coś koło 90) uważa, że budowa fabryk po to, żeby wszyscy mieli pracę, to całkiem rozsądne rozwiązanie. Z Leppera też się elitki śmiały. A wystarczy, że zabraknie pracy dla Polaków w Irlandii i Anglii, bezrobocie wróci do 19%, a Kononowicz będzie w Sejmie ganiał prostytutki po korytarzu krzycząc: ciągnij l..ę, k...o! (to nie ja, to Neewsweek o upodobaniach wicepremiera. Tego mniejszego. NW dał to bez kropek, co wyglada znacznie lepiej, ale ze mnie wylazł drobnomieszczański kabotyn. Gdyby ktoś był mniej domyślny, to na priva mogę podać odpowiednie literki do wstawienia).
15:51, lonegunman
Link Komentarze (18) »
piątek, 19 stycznia 2007
Przesłanie do świata

Kiedy na ten blog zagląda ktoś poza wymyślonymi postaciami jak mofinka czy hjuston (co do iganieckiej, nie jestem pewien, ktos podobno ja widział, ale to zaden dowód), złosliwymi botami jak kill that trout czy trudnonieświezy i kilkoma osobami o nieustalonym statusie ontologicznymi  robię się nieśmiały i trudno mi wymyśleć nowy wpis. Ale z drugiej strony tę kilkugodzinną popularność mogę przecież spożytkować w jakieś słusznej sprawie. Wystąpić z przesłaniem albo coś podobnego.  Zrobić coś dla świata. W tej uroczystej chwili chciałbym zatem przekazać Wam kilka przydatnych porad: Nie bijcie dzieci, chyba, że was bardzo wkurzą. Tłumienie gniewu zaburza gospodarkę elektrolitami w organizmie. Popierajcie prywatyzację czego tylko można. W najgorszym wypadku wzbogacicie jakiegoś złodzieja i oszusta. To i tak lepsze niż wzbogacanie polityków. Nie psioczcie na polityków, bo sami na nich głosowaliście albo nie głosowaliście co na jedno wychodzi. Włączajcie, kuźwa mać, kierunkowskazy. Nie bierzecie wszystkiego na serio, bo to mnie wkurza i zaburza gospodarkę elektrolitami. Jedyna poważna sprawa w życiu, to śmierć, a reszta to bzdety dla zabicia czasu. Bogaćcie się, bo system emerytalny zdechnie i będę musiał Was wspierać. Jedzcie ziemniaki, a nie ryż, bo polskie i wyrosły na ziemi skąd nasz ród i maki czerwone.  A poza tym uprawy ryżu przyczyniają się do wzmocnienia efektu cieplarnianego. Co pewien czas kupcie sobie coś fajnego. Chińczycy też chcą jeść. Miejcie jakieś przekonania, ale unikajcie co wredniejszych memów. Raczej nie rozwalajcie samolotów w obronie tych przekonań. Pamiętajcie, że socjalizm jest be a konserwatywny liberalizm acha. Nie będę tego argumentował. Po prostu tak jest. Znam wiele trudnych słow, takich jak ontologiczny albo memy, więc możecie mi wierzyć. Nigdy nie wierzcie ludziom, którzy używają takich argumentów (oprócz mnie. Mnie możecie wierzyć). Rozmnażajcie się. To też jakieś zabezpieczenie przed krachem systemu emerytalnego. Nie powstrzymujcie się od siusiania zbyt długo, bo odpadnie wam nos jak Tycho de Brahe. Jedzcie niedźwiedzie jeżeli chcecie obronić się przed voodoo.

To by było na tyle, na pierwszy ogień, ale jakby ktoś chciał coś dodać to walcie śmiało jak w bęben.

czwartek, 18 stycznia 2007
Do not pee on my wii.

Dwie notki temu informowałem o konkursie na powstrzymywanie sie od siusiania. Wyglada na to, że konkurs faktycznie sie odbył i zakończył eksplozją jednej z uczestniczek: "Zarząd radiostacji KDND 107.9, odpowiedzialnej za zorganizowanie konkursu, który doprowadził do śmierci słuchaczki, zwolnił 10 pracowników". Jak głosi jedna z hipotez, w podobny sposób zginął astronom Tycho de Brahe. To znaczy nie przez słuchanie radia, ani chęc wygrania konsoli Wii, tylko przez powstrzymywanie się od siusiania. Tycho w ogóle był ciekawym człowiekiem, gdyż stracił w młodości kawałek nosa i żeby mu się jaskółki nie osiedliły w zatokach nosowych dorobil sobie złoty zamiennik. Z tymi jaskółkami w nosie, to nie jest aż tak żenujacy dowcip jakby sie mogło wydawać. Zatoki nosowe mają nieprawdopodobną pojemność. Wiem, bo kiedyś dostałem krwotoku wywołanego rozrzedzeniem krwi przez aspirynę (pewnie nie powinienem łykać od razu całego opakowania) i w celu jego zatamowania lekarz wepchnął mi do nosa jakąś taką glutowatą plastelinę o powierzchni ręcznika kąpielowego. Plastelina miała się rozpuścić w nosie, ale pod wpywem kichnięcia jej poteżny fragment wypadł mi z nosa i nie dał sie już wepchnac z powrotem i wracałem do domu z półmetrowym zakrwawionym smarkiem wystającym z nosa i byłoby to nawet zabawne, gdyby nie to, że od śmiechu znowu dostałem krwotoku. No, ale wracając do ofiary konkursu radiowego (która nazywała sie Strange, co czyni całą sprawę jeszcze dziwniejszą): jakim sposobem ci ludzie w radiu wiedzieli, że ona nie siusia np. do butelki albo w ostateczności nie stosuje urynoterapii?

wtorek, 16 stycznia 2007
Hold You Wee for A Wii
Coraz mocniej utwierdzam się w przekonaniu, że te informacje produkuje dział PR Nintendo: CNN donosi o pewnym tragicznym wypadku, do którego doprowadziła chęć podarowania dziecku konsoli Wii. Pewna amerykańska radiostacja zorganizowała konkurs – "Hold You Wee for A Wii", w którym nagrodą był najnowszy system Nintendo. Polegał on na sprawdzeniu jak dużo wody da się wypić bez korzystania z toalety. Na swoje nieszczęście, w zabawie wzięła udział 28-letnia Jennifer Strange, która chciała wygrać konsolę dla swych dzieci. Kobietę znaleziono martwą w piątek w jej podmiejskim domu.
10:52, lonegunman
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 15 stycznia 2007
Taki sobie wpis

Dzisiejszy wpis ma charakter informacyjno-poradnikowy i za wiele to bym się po nim nie spodziewał. Po pierwsze tutaj można obejrzeć pania grającą w bikinii na Wii. Gdyby któraś z czytelniczek chciała powtórzyc wyczyn Layli, to czym chata bogata.

Po drugie, sądzę, ze każdy facet ma pewien problem. Problem z przytulaniem syna. Bo to może go skrzywić i wyrośnie na jakiegoś mięczaka (ten syn). Zatem w uzupełnieniu poprzedniego wpisu - moja sprawdzona organoleptycznie rada. Zamiast się przytulać należy się trykać głowami.  Trykanie świadczy o szorstkiej przyjaźni ojca i syna i jest dopuszczalną, i społecznie akceptowalną forma wyrażania uczuć. Im większe ich natężenie tym silniejszy stuk. Sam to praktykuje od pewnego czasu i z zadowoleniem muszę stwierdzić, że poza szumem w uszach brak skutków ubocznych. Tzn. syn nie mięknie, a nawet jakby z czasem zyskiwał na szybkości, dzięki czemu wzrasta energia zderzenia, a tym samym siła więzi pomiędzy nami.

13:14, lonegunman
Link Komentarze (2) »
sobota, 13 stycznia 2007
O przewadze posiadania córki...lub syna

Często (tzn. tak ze dwa razy) spotkałem sie z pytaniem, czy lepiej mieć córkę, czy syna. Prawidłową odpowiedź ujawnię na końcu, żeby wprowadzić trochę suspensu.

Wobec córki nie czujesz presji stanowienia pozytywnego wzoru. Córka nie będzie leczyć się z kompleksów spowodowanych mniejszym owłosieniem klatki piersiowej niż tata. Nie musisz jej uczyć dygania, dobrych manier przy stole, czesania lalek, ani doboru kremów na noc. Cały obowiązek wychowania jej na kobietę spada na matkę. Wobec niej córka będzie się buntować i oskarżać o zmarnowanie życia. Właściwie niewiele musisz poza głaskaniem po głowie. Jedynym minusem jest to, że pewnego dnia opuści dom z jakimś frajerem, któremu bałbys się powierzyć odśnieżanie podwórka, bo mógłby ukraść łopatę.

Z synem...o z synem jest zupełnie inna sprawa. Nie możesz go za bardzo rozpieszczać, żeby nie wyrósł na mięczaka. Od czasu do czasu musisz mu spuścić lanie, bo dzieki temu rozbudzisz w nim zapał do rozwoju fizycznego w celu spuszczenia lania tobie. Musisz stanowić dla niego pozytywny wzór takich męskich cnót jak odwaga, rozsądek i zamiłowanie do piwa (niezależnie od tego, jak bardzo sam piwa nie znosisz). Musisz nauczyć go wiązania krawatu, golenia żyletką i przynajmniej trzech sposobów wyrywania włosów z nosa. Musisz mu codziennie myć siusiaka (powiedzmy, przynajmniej przez pierwsze trzy lata życia), co jego nieodmiennie wprawia w dobry humor, a u ciebie równie nieodmiennie wzbudza obawy o jego przyszłe preferencje seksualne. Musisz cierpliwie łożyć na utrzymanie istoty, której głównym celem życiowym będzie udowodnienie, że jest lepszy od ciebie w piłkę. Kiedy jest mały, nie możesz  z nim pójść na wódkę, a kiedy dorośnie i zdecydujesz się z nim pójdziesz, to będziesz mógł tylko patrzeć jak wykasza najlepsze towary. No, chyba, że jednak wyrośnie na geja, ale wtedy to i tak przerąbane. Zalety są takie, że możesz w końcu kupić sobie fajne resoraki, a panie w sklepie nie będą patrzyły na ciebie z politowaniem. Będziesz miał komu przekazać swoją kolekcję "Playboy'ów". I jest szansa, że będzie drugą osobą na świecie rozumiejącą twoje dowcipy.

A podsumowanie brzmi: lepiej mieć córkę i syna, bo można się wyśmiewać z tych, którzy mają jednopłciowe potomstwo.

01:02, lonegunman
Link Komentarze (14) »
środa, 10 stycznia 2007
Zajmiemy się sprawą surykatek -informuje CBŚ

Pojawiło się pytanie - co mam do surykatek. Śmiesznie się nazywają. Śmieszne sa jeszcze wombaty i walenie (walenie, hehe). No i kurczaki, ale że tak powiem ipso facto post-coitum, to już jednak cliche.

Zostawmy jednak nasze surykatki Navratilovej. Udało mi się zmusić dzieciaki do zasypiania o 8 p.m. Cały trick polega na tym, że nie  mogą nawet na minute zasnąć w ciagu dnia. Ich małe mózgi komputują na tyle wolno, że nie odróżniają dwugodzinnej drzemki od dwuminutowej. Ponieważ zwykle popołudnia spędzają uczepione mojej nogi, wiec mam  je cały czas na oku. Czasami jednak któremuś udaje się schować za fotelem. Trzeba wtedy szybko wyciagnąć dziecko za nogę, podnieść w powietrze i krzyknąć: WILK!!! Odpowiednio wykonany manewr zapewnia bezsenność na nastepną godzinę. Przesada zapewnia bezsenność na nastepne kilka nocy.

Ostatnio jednak potomek wyćwiczył u siebie umiejętność jedzenia chrupek przez sen. Zdradziło go jedynie to, ze zapomniał o gryzieniu.

Oczywiście odpadają jazdy samochodem. Samochód działa na dzieciaki, jak orędzie noworoczne prezydenta na mnie. W czasach niemowlęctwa córy, w akcie desperacji, zabierałem ją w nocy na jazdę wokół osiedla. Spała już po trzech okrążeniach. Próba wniesienia jej do domu skończyłaby się wielogodzinnym wrzaskiem, więc włączałem wtedy cicho radio i do rana wspominałem czasy kiedy jeszcze nie byłem odpowiedzialną głową rodziny lecz swobodnie biegałem po prerii niczym taczanka po stepie (chciałem napisać: niczym taczanka po sklepie, ale byłoby to chyba przekroczeniem cienkiej granicy pomiedzy słabym żartem a żenadnym żartem. A jaka jest Wasza opinia? Zapraszamy do audiotele. Podpowiedź dla hjuston - wersja: niczym kaszanka w sklepie -NIE JEST śmieszna). 

W każdym razie o 8.00 dzieciaki już śpią, a ja mogę się poświęcić temu, co każdy macho lubi robić wieczorami, tzn. oglądaniu filmów. Gdybym poświęcał tyle czasu ile poświęcam ogladaniu filmów, innym czynnościom, miałbym juz zapewne pokojowego Nobla lub przeszedłbym Quake'a na poziomie: Eat your guts, die in pain, . W tym celu coby oszczędzić waszego czasu, w następnym wpisie streszczę i ocenię ostatnio obejrzane pozycje, dzięki czemu będziecie mogli podciągnąć się w Quake'u.

11:56, lonegunman
Link Komentarze (12) »
poniedziałek, 08 stycznia 2007
Masoni kontratakują

Dzisiejszy wpis miał być o Martinie Navratilowej protestujacej przeciwko hormonalnej zmianie homoseksualnych owiec w heteroseksualne ("Jak to możliwe, ze prowadzi się tak okrutne, homofobiczne eksperymenty? To obraża gejów i lesbijki"?). Jednak pod wpływem usłyszanego w drodze do pracy wywiadu z premierem Giertychem, który to wywiad niemal doprowadził mnie do wielokrotnego dachowania (ROTRL- rolling on the road laughing) postanowiłem notke poswięcić właśnie jemu. Otóż premier Giertych dowodzi, iż za odwołaniem ingresu Wielgusa stoją masoni, a dokładniej jeden mason, o nazwisku sugerującym miłośnika śledzi, czosnku i macy, czyli niejaki Wildstein (noszący w hierarchii masońskiej tytuł Wielkiego Dozorcy).  No, i to jest po pierwsze znacznie lepszy tekst od mojego poniżej, a po drugie ucina wszelkie śmichy-chichy wyznawców ewolucji. Giertych pozostanie Giertychem i przypadkowe mutacje genetyczne mogą ten stan jedynie pogorszyć.

14:12, lonegunman
Link Komentarze (3) »
niedziela, 07 stycznia 2007
Honey, I am home

Zgodnie z uprzednio postawioną tezą im mniej piszę, tym wiecej mam odwiedzin. Gdybym zakończył bloga, zapewne stałby się on najpopularniejszym w tej części Galaktyki.

Tydzień bezblogowego urlopu wykorzystałem mało produktywnie, m.in. na porządkowanie twardego dysku. W najbardziej zakurzonym sektorze odnalazłem niniejsze opowiadanko. Ma już coś koło 20 lat, więc fraza nieco staromodna, przebija młodzieńczy sentymentalizm i zakończenie jest do dupy, ale i tak całość mnie rozbawiła. No, bez przesady, nie do łez, trochę. Ale to w końcu nie jest kandydat do Nike albo innego Adiddasa.

Czarna wołga

Stoję u kresu drogi. Moje poszukiwania dobiegły końca. Od rozwiązania  dzieli mnie już tylko ten jeden krok. Stoi przede mną, błyszcząca w słońcu niczym kamień z Kaaby. Brama do wyjścia z jaskini cieni. Czarna wołga.

Widzę twarz swojej babki, pochylonej nade mną z oczami pełnymi troski i białym włosami upiętymi w wysoki kok. “Pamiętaj” - mówi - “nigdy nie wsiadaj do czarnej wołgi. Nigdy!”. “Dlaczego?”- pytam - “Czy to prawda, że Żydzi wytaczają w niej krew z dzieci na macę?”. “Prawda”- babka zapala fajkę, a jej oczy goreją niby krzak - “prawda, wnusiu, jest znacznie straszniejsza”.

Dwadzieścia lat później trafiam na pierwszy ślad. Studiując Kabałę, na marginesie Tory znalezionej w ruinach świątyni Salomona w Jerozolimie dostrzegam napis w języku aramejskim - “czarna wołga - wóz Ezechiela”. Rabi ben Sziwa wyjaśnia mi, iż tajemniczy pojazd jest symbolem jednego z aspektów Boga - nieskończonego gniewu. Podaje mi także pewien adres w Aleksandrii. Wyruszam do Egiptu tego samego dnia. Wśród napisów zdobiących komnatę królewską Wielkiej Piramidy dostrzegam piktogram przypominający czarnego skarabeusza. Ja jednak wiem, co on naprawdę oznacza. Ahmad ibn Ruszd, mój przewodnik w Aleksandrii, tłumaczy mi, iż czarna wołga jest pojazdem boga Ra. Bóg Słońca używa go, gdy wyrusza ukarać nieposłusznych. W bibliotece ibn Ruszda, pod jego nieobecność, znajduję Necronomicon, przeklętą księgę spisana na skórze grzeszników. Autor księgi, szalony Arab Alkazred twierdzi, iż czarna wołga to machina pochodząca z Azathoth - pradawnego chaosu, gdy ziemią władali Cthulhu i Niggurath. Uciekam z tego domu, wraz z kartką wyrwaną z Księgi Zmarłych. Czuję się źle, wiem, że Pradawni Władcy krążą wokół mnie. Wyruszam do Indii, aby uzdrowić duszę i odnaleźć ostateczną odpowiedź. Mój guru, Crisisbhagwa każe mi spalić kartę z Necronomiconu, w zamian za spokój mojej duszy i zakończenie moich poszukiwań. Kontaktuje się z Radą Mędrców rządzących światem z Agharty. Za namową mędrców wyruszam do Islandii. Prądy morskie wyrzuciły tutaj na brzeg, to co chcieli przewieźć do Ameryki na Titanicu spadkobiercy templariuszy. W skalnej jaskini odnajduję Bafometa - posąg brodatego kozła, przed którym ukorzył się Jakub de Molay. Na posągu dostrzegam napis cyrylicą - “albowiem jego miejsce jest w czarnej wołdze”. Jadę do Sankt Petersburga, gdzie profesor Sucharow opowiada mi o porwaniach dzieci przez ludzi z czarnej wołgi i straszliwych eksperymentach genetycznych prowadzonych w celu wyhodowania nowego człowieka rosyjskiego. Wyruszam w głąb konającego imperium. Na archipelagu Gułag pomylony Iwan - ostatni strażnik nieistniejącego obozu mamrocze o światłach z nieba i czarnych pojazdach prowadzonych przez karły o szarej skórze i wielkich, czarnych oczach....

Po trzydziestu latach poszukiwań stoję przed rozwiązaniem. Pozostała ostatnia zasłona do zdarcia. Za czarnymi szybami widzę niewyraźną sylwetkę kierowcy. Muszę tylko nacisnąć na klamkę. W mroku coś się porusza. Wiem, że ci którzy poznali prawdę muszą odejść, nic nie może mnie jednak powstrzymać w tej chwili. Zapalam zapałkę....”BABCIU...dlaczego masz takie wielkie zęby!?”.

22:53, lonegunman
Link Komentarze (9) »
wtorek, 02 stycznia 2007
Tydzień obrazu kontrolnego

Zauważyłem u siebie zaawansowane uzależnienie od blogów. Czytam siebie i innych, sprawdzam komentarze, sprawdzam komentarze na innych blogach, sprawdzam komentarze do komentarzy. Stałem się sieciowym coach potatosem. W dodatku znowu znalazłem się w top100, co stwarza ogromna presję, aby napisać coś inteligentnego i dowcipnego. Aby nie ulec tej babilońskiej presji, postanowiłem wziąć krótkim blogowy urlop i urozmaicać sobie czas egzystencji na tym padole łez w inny sposób.

Urlop będzie tygodniowy, bo dłuższe odstawienie mogłoby jednak skutkować nieodwracalnymi zmianami fizjologicznymi. Moi drodzy czytelnicy mogą sobie skracać ten czas sięgając do wcześniejszych wpisów. Sam tak czasami robię, jak mi smutno, a dzięki postępującemu Altzheimerowi zawsze są one dla mnie źródłem radości i zaskoczeń. Dla wytrwałych- mały konkurs na najbardziej kretyński wpis. Wszyscy uczestnicy konkursu otrzymają wytypowany przez siebie wpis z moim własnoręcznym autografem, co może stanowić podstawę bardzo zyskowanego szantażu, kiedy już zostanę królem Polski, Litwy i Unii Europejskiej.

12:25, lonegunman
Link Komentarze (8) »